PiS przejmuje sejmik śląski. Wystarczyło przekupić Kałużę
Wojciech Kałuża, radny sejmiku śląskiego i producent maszyn do lodów, twierdzi, że dobrze radzi sobie w biznesie. Właśnie ukręcił polityczne lody z Prawem i Sprawiedliwością.
Wojciech Kałuża, radny sejmiku śląskiego
Dawid Makysz/Newspix.pl

Wojciech Kałuża, radny sejmiku śląskiego

Partii Jarosława Kaczyńskiego brakowało jednego głosu do zdobycia większości w sejmiku śląskim. Kałuża, który zdobył mandat radnego z list Koalicji Obywatelskiej, przeszedł na stronę PiS. Zostanie za to wicemarszałkiem sejmiku, a popierany przez PiS Jakub Chełstowski – marszałkiem. Przejęcie Śląska to wizerunkowy sukces partii Kaczyńskiego, która będzie rządzić lub współrządzić w ośmiu z 16 sejmików.

Politycy KO: to przestępstwo

Dwa tygodnie temu radni z Koalicji Obywatelskiej wybrani do sejmiku śląskiego fotografowali się z napisem „Nie dzwoń! Nie PiS-zę się”. To był ich przekaz do emisariuszy Kaczyńskiego, którzy telefonowali do wszystkich nowo wybranych radnych, aby choć jednego do siebie przekonać. I przekonali – Wojciecha Kałużę. Do 45-osobowego sejmiku partia rządząca wprowadziła 22 swoich ludzi, KO – 20, SLD – 2, a ludowcy – 1. Członek władz krajowych PiS i jeden ze śląskich liderów partii poseł Wojciech Szarama mówił niedawno na antenie Radia Katowice: „Są prowadzone starania. Przekonamy – myślę – radnych i wtedy utworzymy zarząd w województwie śląskim”. Rozmowy koalicyjne dopinał Borys Budka (PO) i choć miał nadzieję, że nikt z radnych demokratycznej opozycji nie pójdzie pod rękę z PiS, to – jak mówił – spokojny sen będzie miał dopiero po pierwszej sesji sejmiku, po głosowaniu w sprawie wyboru marszałka.

W tym akurat zgadzał się z nim Szarama: „PiS ma ogromne zdolności koalicyjne, ale nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, bo tutaj wynik głosowania jest do końca niepewny. Jak zarząd województwa będzie wybrany, będziemy albo gratulować, albo się martwić”. Te zdolności koalicyjne to dobrze opłacane i prestiżowe stanowiska. PiS ma też takie dodatkowe narzędzia służące „współpracy” jak rządowe dotacje czy miejsca w spółkach skarbu państwa. Budka mówił w środę, że Kałuża za głosowanie razem z PiS nad wyborem zarządu województwa otrzymał korzyści osobiste – fotel wicemarszałka, a być może ktoś jeszcze ma z tego tytułu korzyści majątkowe – czyli dobrze opłacane posady. „Moim zdaniem wyczerpuje to znamiona przestępstwa” – mówił Budka. Słychać, że żona obrotowego radnego ma zostać wiceprezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Czytaj także: Zakładnicy d’Hondta

Kim jest Wojciech Kałuża?

Wojciech Kałuża (rocznik 1980) skończył prawo na UW i od trzech kadencji był radnym Żor. Przez 6 lat był wiceprezydentem tego miasta. Zapamiętano go jako tego, który skutecznie zabiegał o pozyskanie dotacji z UE na realizację kluczowych inwestycji. Ciekawe, czy wie, że PiS myśli o odejściu od zdecentralizowanego podziału unijnych środków?

Wiele lat Kałuża był związany z Platformą Obywatelską, a potem przeszedł do Nowoczesnej. W latach 2005–08 był dyrektorem biura senatorskiego Marii Pańczyk (PO) i asystentem posła do Parlamentu Europejskiego Jana Olbrychta (PO). Przewodniczył Powiatowej Społecznej Radzie ds. Osób Niepełnosprawnych. Jest wiceprezesem Ochotniczej Straży Pożarnej w Żorach.

Po ogłoszeniu tej sensacyjnej wolty i przed inauguracyjnym posiedzeniem sejmiku Kałuża mówił: „Wyborcy oczekują ode mnie skuteczności, stąd moja decyzja o wsparciu dobrego programu, dobrych rozwiązań dla Śląska”. Ale to przecież on współpracował nad programem KO na wybory samorządowe dla Śląska. Startując z pierwszego miejsca (!) na liście, firmował ten program swoim nazwiskiem. O programie PiS nie powiedział wcześniej dobrego słowa. Widać punkt siedzenia (na stołku wicemarszałkowskim) zmienia punkt widzenia.

Polityczna korupcja

Mocne słowa usłyszał w środę Kałuża od polityków PO i Nowoczesnej: Judasz, zdrajca, że się sprzedał i będzie z tą twarzą musiał chodzić do końca życia. Faktem jest, że radny oszukał ponad 25 tys. wyborców, którzy na niego głosowali – na listach Koalicji Obywatelskiej. Mało poważnie brzmi hasło „Moją partią jest Śląsk” – czym tłumaczy swoje przejście z Nowoczesnej do PiS. Prawda jest taka, że od dziś jego partią jest partia Kaczyńskiego, która samorządności – również na Śląsku – nie poważa, bo ważniejsza jest dla niej centralizacja władzy. Na Śląsku Kałuża od dziś stał się symbolem tego, co w polityce dyskredytujące – politycznej korupcji.

Czytaj także: Bezpartyjni samorządowcy z Dolnego Śląska zawiązali koalicję z PiS

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj