Kraj

Incydent przed TVP Info. Nie było was na miejscu?

Incydent przed TVP Info. Nie było was na miejscu?

Magdalena Ogórek w samochodzie przed siedzibą TVP Info w dniu protestu 2 lutego 2019 r. Magdalena Ogórek w samochodzie przed siedzibą TVP Info w dniu protestu 2 lutego 2019 r. Arch. pryw.
Czy należy potępiać całą sytuację? Wbrew pozorom (i emocjom) to trudna kwestia.

17. dnia protestu o nazwie „TVoja wina” przed siedzibą TVP Info i Telewizyjnej Agencji Informacyjnej aktywiści zablokowali na kilka minut wyjazd samochodu Magdaleny Ogórek. Do prowadzącej program „W tyle wizji” krzyczano m.in. „Kłamczucha” czy „Na piechotę”. Za innymi dziennikarzami i pracownikami telewizji wychodzącymi z budynku przy ul. Jasnej także krzyczano („Wstyd”, „Jawny współpracownik”, „Hańba”, „Zatrudnijcie dziennikarzy”). Sytuacja iście niekomfortowa, ale nie doszło tu do linczu czy nawet próby linczu, co sugerują niektórzy.

Spontaniczne demonstracje oskarżające telewizję publiczną o sianie mowy nienawiści, dzielenie Polski na dwa zwalczające się obozy oraz o pośrednie doprowadzenie do morderstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza odbywają się od dnia jego pogrzebu w kilku miastach. Przed siedzibami centrali i lokalnych oddziałów TVP protestujący domagają się dymisji Jacka Kurskiego i prowadzących konkretne programy w TVP. Metody wywierania presji są różne – od pisania sprayem po śniegu haseł „TVP łże” przez przyczepianie na budynki transparentów i naklejek „TVoja wina”, przemówienia, wykrzykiwanie haseł, puszczanie przez głośniki i megafony charakterystycznych nagrań, aż po próby dialogu czy milczące protesty.

Przed TVP Info regularnie odbywają się dwa spontaniczne zgromadzenia. Poranne, milczące, organizowane przez Obywateli RP (8 rano w każdy dzień powszedni), i wieczorne, próbujące dialogu, zainicjowane przez aktywistkę Elżbietę Podleśną (19:30 codziennie). Podczas jednej z tej drugiej serii 2 lutego 2019 r. demonstrujący otoczyli samochód Magdaleny Ogórek. Jak do tego doszło?

Czytaj także: TVP podwójnie oskarżona – w Brukseli i w Gdańsku

„Dziennik Telewizyjny” w tle protestów pod TVP

Demonstracja na ul. Jasnej w Warszawie ma powtarzalny przebieg. Grupka aktywistów stoi przed bocznym wyjściem z siedziby TVP Info, w rękach trzymając kartki z różnymi hasłami. Przed drzwiami do budynku stoi szpaler policjantów. Początkowo demonstrującym udawało się prowadzić krótkie rozmowy z pracownikami i gośćmi wchodzącymi do telewizji. Ale z biegiem dni rozmowy te przestały się odbywać. Pracownicy wchodzą i wychodzą raczej w milczeniu, wielu z nich od razu wsiada do taksówek albo zamawia taksówki z wjazdem do garażu. Żadne z tych wyjść nie pozostaje niezauważone przez demonstrujących – w zależności od liczby aktywistów jest albo okraszane krzykiem „Wstyd” czy „Hańba”, albo przez megafon symbolicznie puszczany jest sygnał „Dziennika Telewizyjnego” – głównego programu informacyjnego z czasów PRL.

W sobotę 2 lutego przed TVP Info było znacznie więcej osób niż zwykle. Pikieta kilkuosobowa zmieniła się w pikietę kilkudziesięcioosobową (ok. 50 manifestujących). Protestujący stali więc w dwóch grupkach przy obu wejściach do budynku (drugie znajduje się od strony pl. Powstańców Warszawy). Od godz. 19:30 krzykiem „wprowadzano” lub „odprowadzano” wszystkich pracowników i współpracowników TVP. Demonstracja przebiegała całkiem spokojnie, ale atmosfera i napięcie narastało w związku z kolejno pojawiającymi się incydentami.

Policja interweniuje przy TVP

Policja interweniowała wobec dwóch aktywistów (Dawida Winiarskiego, do którego dołączył Arkadiusz Szczurek), którzy stanęli na parapecie, by pokazać swój transparent pracownikom TVP przez okno. Trudno było znaleźć podstawę faktyczną do tej interwencji, jeden z policjantów aż wszedł do budynku ustalić, czy administrator wnosi jakieś zarzuty. Po dłuższej chwili funkcjonariusze ściągnęli aktywistów z parapetu (przy okazji uderzona została inna demonstrantka) i otoczyli ich małym kordonem przy ścianie. Demonstrujący zaczęli głośno dyskutować i domagać się uwolnienia „przetrzymywanych” przy ścianie.

Równolegle trwały głośne dyskusje z kilkoma innymi demonstrującymi, w tle wył sygnał „Dziennika Telewizyjnego”. W tym momencie w tłumek wszedł mężczyzna ze sztuczną brodą oraz okularami z doprawionym nosem. Krzyczał „Hańba” i przytykał mały megafon do mikrofonów obecnych na demonstracji dziennikarzy. Po chwili na pasie ruchu doszło do jakiejś krótkiej szarpaniny, realnego kontaktu fizycznego pomiędzy nim a jakimś demonstrantem. Z pewnością wyjaśni to policja dzięki miejskiemu monitoringowi. Tak czy inaczej przebieraniec, którego obywatelscy dziennikarze z Wolne-media.pl zdemaskowali jako Mikołaja Andrzeja Janusza (pseudonim „Jaok”) z serwisu Pyta.pl i od niedawna reportera programu „W tyle wizji” TVP, prowokował. Gdy ludzie podnieśli krzyk, pojawił się policjant. Ostatecznie „Jaok” opuścił zgromadzenie, ale ekipa Wolne-media.pl i Kuba Kosel, jeden z demonstrantów z transparentem „TVP kłamie”, poszli za nim w głąb ulicy. Tam „Jaok”, będąc już daleko za terenem zgromadzenia, dwukrotnie zamachnął się megafonem na manifestanta, którego po prostu chciał nim uderzyć (co wyraźnie widać na nagraniu obywatelskiego serwisu).

Tymczasem ściągnięci z parapetu aktywiści wciąż stali przy ścianie otoczeni policjantami. Po kilku minutach padło sakramentalne: „Jesteście wolni”. Ale nerwowe dyskusje z funkcjonariuszami trwały.

Jan Hartman: Atak na Magdalenę Ogórek podarkiem dla PiS

Incydenty przy głównym wejściu TVP

Uwolniony aktywista Winiarski zszedł z ul. Jasnej i wszedł do budynku TVP Info od pl. Powstańców Warszawy. Został niemal natychmiast wyprowadzony (żeby nie powiedzieć: wyrzucony) przez ochroniarza. Zgromadzeni przed wejściem wołali policję, ta jednak nie podjęła żadnej interwencji. Dwóch policjantów nie zareagowało na prośbę Elżbiety Podleśnej domagającej się wezwania dowódcy. Policja nie przyjmowała zgłoszeń o możliwości popełnienia przestępstwa czy wykroczenia, odsyłając demonstrujących do komendy na ul. Wilczej.

Wejście zostało ściślej otoczone przez policjantów, a aktywiści wciąż stali tuż przed nimi. Wejście to ma automatycznie otwierane drzwi. Gdy Winiarski włożył pomiędzy ich skrzydła swój transparent, ochroniarz z TVP wyrwał go z drugiej strony i zabrał. Demonstrujący zaczęli krzyczeć: „Złodzieje, złodzieje”, próbowali także – bezskutecznie – zgłosić kradzież.

Atmosfera stawała się nerwowa. Na ulicy było głośno. Ludzie stali w rozproszonych małych grupkach niemających ze sobą kontaktu.

W tym czasie kolejni pracownicy telewizji zaczęli opuszczać budynek od strony Jasnej. Zgromadzeni krzyczeli za nimi: „Wstyd, wstyd”, a także: „Jawny współpracownik” czy „Hańba”. Niektórzy z wychodzących byli przez moment „odprowadzani” przez krzyczących protestujących w głąb ulicy.

W takiej atmosferze wyszła z budynku także Magdalena Ogórek. Kilkadziesiąt osób ruszyło za nią, krzycząc „Wstyd” i „Kłamczucha”. Gdy Ogórek wsiadła do samochodu, demonstrujący zaczęli przyciskać do szyb swoje transparenty i kartki z napisami. Zasłaniali kierowcy większość widoku. Otoczony przez ludzi samochód został oklejony naklejkami z napisem „TVoja wina”, a gdy Ogórek zaczęła manewrować, aktywiści siadali na ulicy wprost pod kołami.

Policja działała dosyć chaotycznie, nie spodziewając się chyba takiego rozwoju sytuacji. Znosiła z ulicy szybko i nieuważnie, a niektóre interwencje były przeprowadzane jednoosobowo. Jeden z policjantów zwrócił uwagę pani Ogórek, która fotografowała wydarzenia telefonem komórkowym, żeby odjeżdżała, a nie stała.

Uczestnicy zajścia krzyczeli przez cały czas. Zmieniali też szybko swoje pozycje. Magdalena Ogórek uśmiechała się zza kierownicy. Policja znosiła, ale nie legitymowała ani nie zatrzymywała, więc niektórzy siadali na drodze po kilka razy. Niemniej ulica została przez policję udrożniona w zaledwie kilka minut.

W Polsce nikt nie czuje się bezpiecznie

Czy należy potępiać całą sytuację? Wbrew pozorom (i emocjom) to trudna kwestia. Czy taki protest mieści się jeszcze w pojęciu „wywierania presji”, czy już raczej „próby zastraszenia” albo „ataku na dziennikarza”? Odpowiedź jest kluczowa w ocenie incydentu, w którym brało udział dużo osób, ale – zaznaczmy – nie doszło w nim do naruszenia nietykalności cielesnej.

Manifestanci doprowadzili jednak do sytuacji, w której nikt nie czułby się bezpiecznie. Naruszono przyjęte normy i zasady społeczne. Bezsprzecznie to się nie powinno wydarzać ani być chowane pod przykrywką prawa do krytyki. To, czy naruszono także zasady prawne chroniące wolność i godność człowieka, powinien oceniać sąd. Ferowanie wyroków przez setki osób, które nie widziały wydarzeń na własne oczy, jest co najmniej przedwczesne.

Ważne zadanie stoi także przed dziennikarzami. Nie wolno w mediach podsycać emocji bez granic. Na przykład tak jak to robi prawicowy publicysta Rafał A. Ziemkiewicz, który napisał na Twitterze: „Ja też uważam, że taniej byłoby tych blokujących hołociarzy odstrzelić, raz a dobrze, ale niestety nie można tak”. Albo tak jak TVP1, która w głównych „Wiadomościach” informowała, że grupa agresywnych osób zniszczyła samochód pani Ogórek. Naklejka to wszak jeszcze nie zniszczenie pojazdu, co zdarzyło się np. 11 listopada 2011 r. w przypadku całkowitego spalenia wozu transmisyjnego TVN24 i zniszczenia samochodu TVN Meteo, w którym potłuczono szyby i zdemolowano całą karoserię.

Protestujący się radykalizują

Najważniejsze w dyskusji nie jest dalsze podbijanie mowy nienawiści ani nawet przeinaczanie czy „zapominanie” o faktach, lecz inny aspekt sprawy. Społeczny. Bo protesty uliczne stają się coraz silniejsze. Dlaczego aktywiści (coraz częściej aktywiści liberalni) nie czują lub nie wiedzą, że się radykalizują? Dlaczego nie rozumieją, że walcząc o demokrację, doprowadzają do skrajnych sytuacji?

Ewa Siedlecka: W reakcji organów państwa na różne incydenty nie ma symetrii

Wydaje się, że powodem są nie tylko zmęczenie i frustracja wypływające z braku wymiernych, a w każdym razie spektakularnych efektów protestów, ale także… brak poczucia bezpieczeństwa. Aktywiści na własnej skórze doświadczają różnego rodzaju przemocy. Są atakowani fizycznie (np. przez nacjonalistów), doznają urazów podczas interwencji policyjnych, są popychani przez kontrmanifestujących, obrzucani przedmiotami. Są też atakowani psychicznie – regularnie słyszą wyzwiska czy groźby. Rysę zostawiają na nich także liczne przesłuchania i procesy sądowe o wykroczenia (aktywiści decydują się na nie, mimo że wykroczenia karane są jedynie grzywną, celowo – sprawdzając w praktyce prawo, działalność organów państwa itd.).

Jednym z takich przykładów doświadczanej przemocy może być interwencja ochroniarzy TVP Info z 22 stycznia 2019 r. Kilkoro aktywistów weszło do holu budynku TVP, nie podejmując żadnej próby pokonania elektronicznych bramek. Nie wezwano administratora budynku na negocjacje, a ochrona z firmy Solid Security zdecydowała się usunąć ich siłą. Gdy bardzo nieumiejętnie tych ludzi wynoszono, doprowadzając do fizycznych urazów, manifestujący krzyczeli o pomoc do policji. Ta stała przed budynkiem, zaledwie dwa, trzy metry od wydarzeń. Umundurowani funkcjonariusze nie zareagowali w żaden sposób na tę, w sumie bezpodstawną, interwencję (nawiasem mówiąc, była wśród wynoszonych „krucha blondynka”…). Tuż po tym feralnym wyniesieniu policja sama wezwała karetkę.

Dlatego zanim padną kolejne wielkie oskarżenia wobec aktywistów, warto przypomnieć, że aby do protestów przeciwko mediom nie dochodziło, dziennikarze powinni dociekać prawdy, a w tym szerokim pojęciu mieści się m.in. rzetelne relacjonowanie protestów obywatelskich. Aby to zrobić z pełną starannością, wypadałoby przynajmniej być na miejscu. Prawda?

Autorka uczestniczyła w proteście przed siedzibą TVP Info jako obserwatorka.

Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety u władzy w Bizancjum

Zostanie cesarską małżonką, wejście w rolę bazylisy, było zapewne największym marzeniem przynajmniej niektórych mieszkanek Bizancjum, a w pewnych okresach łakomym kąskiem dla wielu dobrze urodzonych niewiast spoza niego.

Mirosław J. Leszka
12.03.2019
Reklama