Atak na Magdalenę Ogórek podarkiem dla PiS
Dziennikarz jest nietykalny, a wszelka agresja fizyczna, do której preludium może być zablokowanie samochodu, powinna być ścigana.
Magdalena Ogórek
Adrianna Bochenek/Agencja Gazeta

Magdalena Ogórek

Głupcy lub prowokatorzy zaatakowali wychodzącą z warszawskiej siedziby programów informacyjnych TVP na pl. Powstańców Magdalenę Ogórek, uniemożliwiając jej przez dłuższą chwilę odjazd samochodem. Atakujący krzyczeli, przykładali kartki do szyb samochodu, a nawet pluli na auto. Wyrazom oburzenia ze wszystkich możliwych stron – rządowej i opozycyjnej – nie ma końca. Kozłem ofiarnym może zostać policja, która bodajże nieco opieszale reagowała.

Nie dość powtarzać, że tego rodzaju ataki na dziennikarzy, niezależnie od tego, jakimi są dziennikarzami i dla kogo pracują, są absolutnie niedopuszczalne. A więc i my to powtórzmy: tak nie wolno postępować – dziennikarz jest nietykalny, a wszelka agresja fizyczna, do której preludium może być zablokowanie samochodu, powinna być ścigana.

Joanna d′Arc od Kurskiego

Tyle powszechnie powtarzanych oczywistości. Należy wszelako dodać do nich kilka oczywistości nie dla wszystkich oczywistych. Przede wszystkim fizyczne ataki przeciwników rządu na jego zwolenników są czymś absolutnie wyjątkowym, podobnie jak czymś wyjątkowym są natychmiastowe i stanowcze reakcje przedstawicieli władzy na sytuacje zagrożenia, z jakimi spotykają się dziennikarze. Za to ataki zwolenników rządu, a w każdym razie ataki wywodzące się ze środowisk, w których PiS szuka poparcia, takich jak fundamentaliści katoliccy i narodowcy, są na porządku dziennym i żadnych specjalnych reakcji ze strony władz nie wywołują. Gdy dziennikarze TVN pojawiają się w okolicy marszów narodowców albo procesji smoleńskich, spotykają się natychmiast z przemocą słowną i zachowaniami, jakie spotkały wczoraj Magdalenę Ogórek.

To, co zrobiła grupka demonstrantów przed siedzibą TVP, było wielkim prezentem dla PiS, który gorączkowo poszukuje w tych dniach jakichś sensacji i „kompromatów” na opozycję, aby choć w części móc odwrócić uwagę od afer gangsterskich w środowisku władzy. Jakże muszą się dziś pisowcy cieszyć i w duchu dziękować niemądrym demonstrantom, że tak się podłożyli. Tę radość było nawet widać na twarzy Magdaleny Ogórek, która najwięcej na całej sprawie skorzysta. Stanie się od dziś Joanną d′Arc od Kurskiego, ze wszystkimi tego miłymi konsekwencjami.

Zachowanie demonstrantów należy potępić, lecz potępienie jest stopniowalne – o czym w życiu publicznym zbyt często zapominamy. Jeśli kilku demonstrantów posunęło się za daleko w pasji wyrażania swego jakże słusznego zresztą protestu, to w żaden sposób nie umniejsza to win dziennikarzy, którzy zaprzedali się władzy, uprawiając na jej zamówienie brutalną, wręcz chamską propagandę, pełną kłamstw i oszczerstw. Magdalena Ogórek, która była ofiarą ataku, a dziś jest jego beneficjentką, to arcyefektowne ucieleśnienie pięknych idei sprzedajności politycznej, karierowiczostwa i łamania wszelkich standardów dziennikarstwa. Każdy dzień jej pracy na usługach PiS obciąża ją nieporównanie większą winą moralną niż blokowanie przez minutę samochodu, którym zamierzała odjechać.

W wielu krajach takie blokady bywają legalne

I jeszcze jedna uwaga – mniej oczywista. Jak powiedziałem, dziennikarze są nietykalni. Nieco inaczej jest z politykami. Blokowanie przez krótki czas przejazdu polityka władzy jest uznaną i przyjętą formą protestu w krajach demokratycznych. Pod jednym warunkiem, a mianowicie że polityk porusza się z ochroną, dzięki której będzie się czuł bezpiecznie. Przewaga fizyczna ochrony polityka nad demonstrantami jest w takich wypadkach gwarancją, że blokada będzie tylko symboliczna i nie przerodzi się w coś niebezpiecznego. Gorzej ma się sprawa z popularnymi blokadami dróg, uskutecznianymi przez rolników w całej Europie. Tutaj usprawiedliwienie znaleźć trudno, a ofiary takiej działalności są w dodatku całkowicie przypadkowe i niewinne.

Oburzenia oficjeli za to jakby mniej, a oportunizm państw tak daleko posunięty, że w wielu krajach takie blokady bywają legalne. Nic dziwnego – zaciągnięcie przed sąd kilku niezorganizowanych demonstrantów a zadzieranie z rolnikami to jak gra na zapałki versus gra na prawdziwe pieniądze. Dziś jednak – dzięki głupocie demonstrantów – władza ma chwilę bezkarnej radości. A Kurski może w swym dzienniku skrócić materiał o Biedroniu na rzecz wielkiej jeremiady o platformerskiej dziczy, która o mały głos nie zlinczowała nieustraszonej bojowniczki o wolność słowa i niezależność mediów.

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj