Czy karuzela afer z ostatnich tygodni przewróci PiS?
Od afery KNF po taśmy Kaczyńskiego – PiS od tygodni ponosi ogromne straty wizerunkowe. Pytanie, czy w efekcie straci też władzę.
Przedstawiciele rządu i politycy PiS
Krystian Maj/Kancelaria Prezesa RM

Przedstawiciele rządu i politycy PiS

„Czy Chrzanowski przewróci Kaczyńskiego?” – pytaliśmy tuż po wybuchu afery KNF w połowie listopada 2018 r. Dziś obóz władzy ma jeszcze więcej kłopotów: kolejne afery przykrywają poprzednie, ujawniając skalę powiązań, nepotyzmu, wszechobecności macek PiS. Że władza czuje się zagrożona, najlepiej świadczą próby odwrócenia uwagi od poszczególnych spraw, w tym głośne akcje CBA i prokuratury – wymierzone w osoby związane z opozycją lub te, które – do niczego PiS-owi już niepotrzebne – łatwo może poświęcić. Skala przewin obu stron jest jednak nieporównywalna, a sposoby zarządzania kryzysem partii rządzącej – żadne. Publicyści są zgodni: w wielu zachodnich krajach w obliczu podobnych skandali rządy musiałyby w końcu skapitulować. W Polsce tak się jednak nie dzieje. Przypominamy najgłośniejsze afery ostatnich tygodni. Czy przewrócą PiS w sondażach i zbliżających się wyborach: europejskich i polskich?

1. KNF, czyli skok na bank

„Gdyby podobna sprawa wyszła na jaw w którymś z państw Zachodu, z pewnością doprowadziłoby to do dymisji rządu. Ale my nie jesteśmy »którymś z państw Zachodu«. Niestety” – komentował Jan Hartman. To była pierwsza – i druzgocąca – afera taśmowa za rządów PiS. Jak ujawnił właściciel Getin Noble Banku Leszek Czarnecki, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Marek Chrzanowski zaoferował mu „przychylność”. Obiecywał, że usunie z KNF Zdzisława Sokala, przedstawiciela prezydenta w tej instytucji i zarazem szefa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Sokal, zgodnie z relacją Chrzanowskiego, chciał upaństwowienia banków Czarneckiego, a prawo już zezwala na taki proceder (za „złotówkę” i bez zgody właściciela). Żeby temu zapobiec, Czarnecki miał spełnić jedno żądanie: zatrudnić prawnika wskazanego przez Chrzanowskiego (za wynagrodzenie w wysokości 1 proc. wartości Getin Noble Bank – ok. 40 mln zł). Bankier nagrał rozmowę i złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Urząd KNF uznał te oskarżenia za fałszywe, a samo nagłośnienie sprawy – za próbę szantażu. Ostatecznie Chrzanowski podał się do dymisji, a potem na krótko trafił do aresztu, przyjmując w tej sprawie rolę kozła ofiarnego. Nagrania ujawniają bowiem znacznie szerszy kontekst: szef KNF i Leszek Czarnecki mieli się razem udać do szefa NBP Adama Glapińskiego (Chrzanowski to jego człowiek, znają się jeszcze z czasów pracy w SGH). Po co? I czy Glapiński wiedział o korupcyjnej propozycji? Rodzą się podejrzenia, że centralny bank chce wchłonąć KNF, i to z pomocą jej przewodniczącego. W KNF zachodzą teraz zmiany personalne, w sprawie toczy się śledztwo. Czytaj więcej o aferze KNF »

2. NBP, czyli dwórki i dworzanin

O prezesie NBP Adamie Glapińskim zrobiło się głośno w kontekście afery KNF. Wkrótce stał się jednak bohaterem pierwszoplanowym. „Gazeta Wyborcza” ujawniła wysokość wynagrodzeń jego współpracownic, nazywanych w mediach „dwórkami”, „aniołkami prawicy”, a przez POLITYKĘ – „Misiewiczowymi”. Na podstawie oświadczeń majątkowych dziennikarze obliczyli, że bez większych kwalifikacji zarabiają ok. 65 tys. zł – więcej niż najwyżsi urzędnicy państwowi, w tym premier i prezydent. Przypomnijmy: Martyna Wojciechowska szefuje departamentowi komunikacji i promocji, z Glapińskim pracowała już wcześniej w Polkomtelu. Kamila Sukiennik jest dyrektorką jego gabinetu w NBP. Prezes banku w obliczu kryzysu zastosował tę samą strategię co w przypadku KNF – długo milczał. Już nawet politycy PiS apelowali, by rozwiał wątpliwości, ujawnił zarobki i zasady zatrudnienia w NBP. Glapiński odniósł się do sprawy, ale późno – podczas rutynowej konferencji zorganizowanej po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej 9 stycznia (nie mógł się na niej nie pojawić). Oskarżenia prasy uznał za haniebne, a wręcz seksistowskie. Pouczał dziennikarzy, podkreślając, że bank jest apolityczny, a prócz tego podlega kontrolom NIK, które nie wykazały jak dotąd żadnych nieprawidłowości. Konferencja Glapińskiego była i spóźniona, i kompromitująca. „To arogancja typowa dla rządzących, którym wstyd za Misiewiczów, Andruszkiewiczów, za próbę wzięcia za twarz branży filmowej, za liczne wpadki i nieszczęścia. Glapa jest być może nieusuwalny, ale będzie kulą u nogi PiS” – wieszczył Daniel Passent. PiS próbuje gasić kryzys, nowelizując ustawy o NBP i o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. W świetle nowych przepisów zarobki kadry kierowniczej banku miałyby być jawne i podlegać regulacji. Pod koniec stycznia nad nowelą dyskutowała komisja budżetu i finansów publicznych w Senacie. Nie zgłoszono żadnych poprawek. Wątpliwości ma jednak Europejski Bank Centralny. W jego opinii czytamy, że „zawarte w projektach legislacyjnych zmiany prowadzące do obniżenia wynagrodzeń są niezgodne z zasadą niezależności finansowej, jeśli negatywnie wpłyną na zdolność NBP do zatrudniania i zatrzymywania pracowników w celu niezależnego wykonywania zadań nałożonych na NBP w Traktacie i Statucie Europejskiego Systemu Banków Centralnych”. Czytaj więcej o aferze z „dwórkami Glapińskiego” »

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj