Kraj

Arabski ofiarny i państwo z dykty

Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera w latach 2007–2013 Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera w latach 2007–2013 Stefan Romanik / Agencja Gazeta
Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Tomasza Arabskiego, byłego szefa kancelarii premiera Tuska, za winnego niedopełnienia obowiązków w związku z organizacją lotu delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim do Smoleńska.

Tomasz Arabski na pewno nie jest jedynym, który w tej sprawie nie dopełnił obowiązków. Właściwie nikt ich nie dopełnił. Arabski został delegatem wszystkich winnych. Nadaje się do tego idealnie jako polityk PO i funkcjonariusz rządu Donalda Tuska.

Arabski został skazany na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Prokurator żądał półtora roku w zawieszeniu na cztery lata. Razem z ministrem Arabskim sąd skazał – na sześć miesięcy w zawieszeniu – pracownicę kancelarii premiera Monikę B. Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura za czasów PO umorzyła postępowanie wobec Arabskiego. Prywatny proces karny wytoczyła mu część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. W 2017 r. proces przejęła – jako sprawę z oskarżenia publicznego – prokuratura.

Co uznał sąd ws. Tomasza Arabskiego

Sąd uznał, że Arabski zaniedbał swoje obowiązki w ten sposób, że pełniąc funkcję koordynatora odpowiedzialnego za organizowanie lotów o statusie HEAD, „dopuścił do realizacji zapotrzebowania Kancelarii Prezydenta RP na wykorzystanie specjalnego transportu lotniczego samolotu Tu-154 M w tej misji oficjalnej na trasie Warszawa–Smoleńsk–Warszawa”. Sąd stwierdził, że Arabski „wiedział, że w Smoleńsku nie ma lotniska, na którym dopuszczalne byłoby wykonanie operacji lądowania statku powietrznego o statusie HEAD”, więc dopuszczając do lotu, stworzył „zagrożenie dla bezpiecznego wykorzystania wojskowego specjalnego transportu lotniczego przez Prezydenta RP i osoby korzystające z tego transportu”. Tym samym sąd odrzucił argumenty obrony, że zachowanie Arabskiego nie miało wpływu na późniejszą organizację lotu i że jego rolą było wyłącznie ustalanie terminów lotów najważniejszych osób w państwie i niedopuszczanie do nakładania się terminów takich lotów, co mogłoby uniemożliwić ich obsługę.

Arabski i byłego urzędniczka KPRM nie są pierwszymi osobami skazanymi w związku z katastrofą w Smoleńsku. Prawomocnie sądy skazały w 2017 r. byłego wiceszefa BOR gen. Pawła Bielawnego. W kwietniu 2017 r. – także za niedopełnienie obowiązków właściwego rozpoznania sytuacji przed lotem.

Katastrofa w Smoleńsku nie była zrządzeniem losu. Była konsekwencją błędów i zaniedbań. Te błędy i zaniedbania popełniło wiele osób. Poczynając od braku należytego przeszkolenia pilotów. Nie można pociągnąć do odpowiedzialności bezpośrednio winnych, czyli pilotów prezydenckiego samolotu – bo nie żyją. To piloci ostatecznie podejmują decyzję o lądowaniu. I nikt, nawet prezydent państwa czy bezpośredni przełożony, formalnie nie ma prawa im w tej sprawie niczego narzucić. Zaś piloci powinni być tak dobrani i szkoleni, żeby oprzeć się naciskom. Jak zrobił to w sierpniu 2008 r. pilot prezydenckiego samolotu podczas konfliktu zbrojnego w Gruzji mjr Grzegorz Pietruczuk.

Czytaj także: Obalamy tezy z raportu Antoniego Macierewicza na temat katastrofy smoleńskiej

Winny się znalazł

Nikt chyba – łącznie z sądem – nie wierzy, że Arabski mógł zapobiec lotowi prezydenta Kaczyńskiego na lotnisko Sjewiernyj. Tu działała wola, a nie rozsądek. Wola polityczna, żeby prezydent tego dnia oddał honory poległym w Katyniu. Działał też konflikt polityczny, który uniemożliwiał normalną współpracę między kancelariami prezydenta i premiera. Gdyby Polska była krajem, w którym bezkompromisowo szanuje się procedury – to procedury zatrzymałyby polityków w pędzie do samozagłady. Ale w Polsce poważnie traktuje się procedury dopiero wtedy, gdy dojdzie do nieszczęścia i szuka się winnych. No i znalazł się: Tomasz Arabski.

Niestety, na poszanowanie procedur to nie wpłynęło. Co i raz mamy wypadki rządowych limuzyn. Był też problem w grudniu 2016 r. z rządowym samolotem w Londynie, do którego premier Szydło zaprosiła tyle osób, że pilot (na szczęście) odmówił startu, bo zagrażało to bezpieczeństwu lotu.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną