Kraj

PiS bierze Westerplatte specustawą

PiS bierze Westerplatte specustawą

Protest mieszkańców Gdańska przeciwko łączeniu Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte Protest mieszkańców Gdańska przeciwko łączeniu Muzeum II Wojny Światowej z Muzeum Westerplatte Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Partia rządząca osiągnęła cel – rząd przejmie tereny na Westerplatte, by zbudować tam muzeum. Osiągnęła ten cel we właściwy sobie sposób – siłowo, ignorując zarówno głosy sprzeciwu, jak i propozycje rozwiązań kompromisowych.

Sejm przyjął specustawę dotyczącą Westerplatte (262 posłów za, 164 przeciw, jeden się wstrzymał). Formalnie to ustawa „o inwestycjach w zakresie budowy Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 – Oddziału Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku”. Ale jej główną intencją jest odebranie miastu Gdańsk gruntów na półwyspie wsławionym bohaterską obroną we wrześniu 1939 r. To ostatni akord trwającego już dłuższy czas sporu między rządem a samorządem gdańskim o przyszłość tego miejsca i jego kształt.

Planowane Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 będzie bodajże pierwszym muzeum w Polsce budowanym w trybie specustawy. Do tej pory to rozwiązanie prawne stosowano przy dużych inwestycjach gospodarczych o szczególnym znaczeniu dla państwa (np. gazoport). Można powiedzieć, że specustawa to taki dzisiejszy pancernik Schleswig-Holstein.

Batalia o teren

Wywłaszczeniowy scenariusz stał się wielce prawdopodobny już w 2017 r., po przejęciu przez PiS Muzeum II Wojny Światowej. A niemal oczywisty rok temu, gdy na Westerplatte rozgorzała batalia między dwiema placówkami muzealnymi – MIIWŚ wspieranym przez ministerstwo kultury oraz samorządowym Muzeum Gdańska, które ma na Westerplatte swój oddział z Wartownią Nr 1.

Wcześniej, gdy powstawało MIIWŚ, miasto umową udostępniło tereny na Westerplatte temu muzeum. Mimo to w kwietniu 2017 r., obsadzając tę placówkę swoim człowiekiem, mocno zdefiniowanym politycznie dr. Karolem Nawrockim, PiS nie zyskał władzy nad Westeplatte. Jak to możliwe? Prof. Paweł Machcewicz, twórca koncepcji MIIWŚ i jego pierwszy dyrektor, zanim został odwołany, rozwiązał wspomnianą już umowę. Ku oburzeniu K. Nawrockiego, który uznał to za działanie na szkodę muzeum i powiadomił CBA oraz prokuraturę. Efektem była wizyta funkcjonariuszy CBA w magistracie, a potem przesłuchanie przez prokuratora prezydenta Pawła Adamowicza w charakterze świadka.

Nie chodzi bynajmniej o cały półwysep, ale o 9 ha, część stosunkowo niewielką (15 proc.). Tyle należy do miasta. Reszta jest w rękach różnych agend Skarbu Państwa (takich jak wojsko, straż graniczna, port, urząd morski). Więc żadna ustawa (a tym bardziej „spec-”) nie byłaby potrzebna, żeby zmienić przeznaczenie tych działek. Ale ta miejska część jest kluczowa. Obejmuje teren, gdzie znajdują się Wartownia Nr 3, ruiny Nowych Koszar. I przede wszystkim – gdzie stoi Pomnik Obrońców Wybrzeża. Pod tym pomnikiem co roku obchodzone są kolejne rocznice wybuchu II wojny światowej.

Batalia o obchody

Te obchody to pierwszy punkt sporu. Organizuje je samorząd gdański, a władze państwowe w nich uczestniczą. Ba, we wrześniu 2009 r., w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej, na Westerplatte stawiły się delegacje wielu państw. Istniała szansa, że w tym roku będzie podobnie. Prezydent Adamowicz apelował w tej sprawie rok temu do władz państwowych, te jednak nie podjęły tematu. Zapewne dlatego, że były na różnych polach skonfliktowane z władzami Gdańska. Także w kwestii Westerplatte.

O co poszło? Wraz z nastaniem rządów PiS pojawił się problem tzw. apelu smoleńskiego. Władze Gdańska nie życzyły sobie jego czytania na Westeplatte. W 2017 r. przedstawiciele MON zablokowali harcerza, który miał przeczytać apel pamięci i niejako przejęli kontrolę nad przebiegiem uroczystości. Rok później prezydent Adamowicz zrobił wszystko, żeby uniknąć tego typu zaskoczeń. Udział wojska i scenariusz obchodów był przedmiotem szczegółowych uzgodnień między nim a MON. Zatem, gdy okazało się, że PiS wysmażyło specustawę dotyczącą Westerplatte, niepisowska część gdańskich rajców w przyjętym 30 maja apelu do posłów i senatorów zinterpretowała ją jako „próbę przejęcia Pomnika Obrońców Wybrzeża Westerplatte i corocznych obchodów zainicjowanych 20 lat temu przez śp. prezydenta Pawła Adamowicza”.

Wprawdzie wiceminister kultury Jarosław Sellin zapewnia, że jeszcze w tym roku Miasto Gdańsk będzie gospodarzem obchodów na Westerplatte. Ale jak będzie w latach następnych? Można się spodziewać, że władza zechce zapraszać jedynie „słusznych” gości, że zawłaszczy rocznicę ważną dla ogółu Polaków.

Czytaj także: Minister Gliński odbija Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Batalia o koncepcję

W cieniu sporu politycznego pozostaje spór merytoryczny, artykułowany znacznie słabiej, wręcz z trudem przedzierający się do opinii publicznej – jak ma wyglądać Westerplatte z planowanym przez rząd muzeum. A właściwie to ten spór powinien być dziś przedmiotem najgorętszej dyskusji. Nie tylko historyków i muzealników, ale także obywateli. W końcu to miejsce wspólnej pamięci. I 150 mln zł, które rząd zamierza wydać, to pieniądze publiczne. Rządy się zmieniają. Zmieniają się odczytywane podczas uroczystości apele. Budowle, sposób zagospodarowania przestrzeni – zostają na długo, nierzadko na wieki.

Rok temu okazało się, że Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Gdańska mają zupełnie różne pomysły na Westerplatte. Wspólny jest tylko zamiar likwidacji drogi i parkingów, które dziś rozcinają dawne pole bitwy. Wizja MIIWŚ zakładała rekonstrukcję 6–7 historycznych budowli. Ot, wesołe miasteczko zamiast ruin wpisanych w charakter tego miejsca. Zamiast ruin przywołujących grozę wojny. To trudniej zrozumieć niż ciągoty do rekonstrukcji Pałacu Saskiego w Warszawie.

Muzeum Gdańska przedstawiło koncepcje trzech pracowni architektonicznych. Różne. Ich wspólnym mianownikiem jest brak rekonstrukcji obiektów. Odtworzenia ograniczają się do układu dróg i drzewostanu z 1939 r.

Głos fachowców

8 czerwca 2019 r. Komitet Narodowy ICOM Polska – Międzynarodowej Rady Muzeów, organizacji, która skupia wybitnych krajowych specjalistów w dziedzinie muzealnictwa, wystąpił do Piotra Glińskiego, ministra kultury i wicepremiera, z listem – apelem, żeby decyzje w sprawie Westerplatte poprzedzić analizą merytoryczną z udziałem „wszystkich zainteresowanych stron i ekspertów”. ICOM Polska pozytywnie ocenił działania Muzeum Gdańska, które „od wielu lat zarządza najważniejszymi obiektami na tym terenie oraz wypracowuje plany jego rearanżacji z zachowaniem autentyzmu miejsca i doświadczeń nowoczesnego muzealnictwa”. Krytycznie zaś odniósł się do planów MIIWŚ odbudowy Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte w dawnym kształcie. ICOM Polska zadeklarował też zaangażowanie się w takie działania.

Podczas debaty sejmowej poświęconej specustawie o rekonstrukcji obiektów sprzed wojny już nie było mowy. Tylko o odtworzeniu pola bitwy według stanu z dnia zakończenia walk we wrześniu 1939 r. To wygląda na sobie gadanie na potrzeby chwili, adresowane do osób słabo zorientowanych w sytuacji. Bo za sprawą pomnika i kopca, na którym on stoi, a także zmian wynikłych z rozbudowy portu pola bitwy z dnia zakończenia walk odtworzyć się nie da. A bez burzenia pomnika nie da się nawet do tego stanu zbliżyć.

Z drugiej strony chciałoby się mieć nadzieję, że za ewentualnym (bo nie ma pewności ani jasności) odejściem od rekonstrukcji przedwojennej zabudowy Westerplatte kryje się cień refleksji. Że w grę wchodzi może nie do końca dopracowana, ale jednak jakaś modyfikacja dotychczasowego stanowiska pod wpływem merytorycznych argumentów przeciwników.

Wszechwładza w podtekście

Gdy tylko pojawił się projekt specustawy wywłaszczeniowej, prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz raz po raz zgłaszała wolę współpracy, gotowość do rozmów i porozumienia, apelowała o kompromis. W tym duchu pisała do wicepremiera Piotra Glińskiego. Pisała też, a wcześniej rozmawiała na ten temat z premierem Morawieckim. Spotkała się także z posłem PiS Kazimierzem Smolińskim, autorem projektu. Wysłała listy do Marka Kuchcińskiego i Ryszarda Terleckiego, marszałka i wicemarszałka Sejmu RP. Prosiła, aby wstrzymać pracę nad projektem. „Zadeklarowałam – pisała prezydent Gdańska – wolę współpracy, przedstawiając konkretne rozwiązanie, dające realne szanse na kompromis. Nam wszystkim chodzi przecież o dobro Polek i Polaków. (...) Potwierdzam gotowość wniesienia przez Gdańsk gruntów, będących na terenach Westerplatte własnością gminy, na rzecz planowanego muzeum i jednocześnie przejęcia przez Gdańsk roli równoprawnego dla Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego partnera w procesie powstawania, a następnie prowadzenia tej placówki”.

Deklaracje pani prezydent zdały się na nic. Choć jedną rzecz zdołała przy tych zabiegach osiągnąć – odsłoniła prawdziwe intencje władzy. To, że politycy PiS nie chcą partnerstwa, współpracy, współdecydowania, skoro mogą decydować sami. Nawet, jeśli deklarują coś innego. Jak wiceminister kultury Jarosław Sellin, który z trybuny sejmowej podkreślał, że miasto Gdańsk zaproszono do wskazania przedstawicieli, którzy wejdą do komitetu honorowego budowy placówki, by mogli mieć wpływ na jej ostateczny kształt. Ale siłowe przejęcie terenu Westerplatte na mocy specustawy wskazuje na to, że nie chodzi tu o wpływ realny, tylko – w najlepszym razie – o pozory wpływu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Wojna wódki z piwem

Wódka z piwem toczą wojnę. Obie strony uzbrojone w opinie, ekspertyzy i badania starają się skłonić państwo, żeby wreszcie zrobiło z konkurentem porządek. Od czasów wojny masła z margaryną takiego konfliktu na polskim rynku nie było.

Adam Grzeszak
16.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną