Związki partnerskie w Sejmie. Prymitywna debata. „Gdyby Stwórca nie chciał gejów, toby ich nie stworzył”
Jak często rozmyślacie nad przyszłością i przetrwaniem narodu? Jak często zastanawiacie się, jaki jest najwyższy cel państwa? Te pytania naprawdę padły podczas sejmowej debaty o statusie osoby najbliższej. Temperatura sporu nie była tak wysoka jak podczas dyskusji o aborcji, ale to dopiero pierwsze czytanie projektu. Streszczamy dla Państwa tę prymitywną dyskusję, w której argumenty przeciwko związków partnerskim – skokowi cywilizacyjnemu i kulturowemu (i obowiązkowi prawnemu), przed jakim stoi Polska – sprowadzały się do epitetów, „dewiacji”, „degradacji”, „bezproduktywnych, ideologicznych zachcianek”, „Stwórcy i samolotów”. I, rzecz jasna, Jana Pawła II.
Związki partnerskie: prosta decyzja
Koalicja rządząca przywołuje konkretne historie – w kontrze do prawicowej lawiny zarzutów okołoreligijnych i okołoprawnych. I tym razem usłyszeliśmy historie par jedno- i dwupłciowych, które wychowują potomstwo i/lub zawarły małżeństwo za granicą, ale nie uznają ich rodziny ani urzędy.
Sprawozdawczyni rządowego projektu Katarzyna Kotula zwróciła uwagę na trzy istotne w jej ocenie aspekty ustawy. Po pierwsze, nie jest „zamachem” na rodzinę i instytucję małżeństwa. Po drugie, zapewnia sprawiedliwość i godność, gwarantowane przez konstytucję (o czym przypominał nam wielokrotnie Europejski Trybunał Praw Człowieka). A po trzecie – i najistotniejsze w dyskusji – chodzi o instrumenty bezpieczeństwa dla niesformalizowanych rodzin i związków. „Głosując za tym projektem, każdy z nas będzie musiał podjąć prostą decyzję, czy chcemy, żeby w sytuacji granicznej, śmierci lub wypadku, państwo stanęło po stronie obywateli, czy chcemy, żeby państwo odwracało wzrok, zasłaniając się luką w przepisach” – mówiła Kotula z sejmowej mównicy. Dogłębnie z zapisów i kompromisów w ustawie tłumaczyła się też w „Polityce”, w podkaście „Polskie demo”.
Pierwsze czytanie projektu było zaledwie namiastką dyskusji – każdy klub przedstawił swoje stanowisko. Projekt poparł cały rząd, a ministra odpowiadała na merytoryczne pytania i sugestie. Jeden z zarzutów dotyczył osławionego art. 18 konstytucji („Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”). Kotula powołała się na prof. Ryszarda Piotrowskiego, kojarzonego z prawicą, który uważa, że brak związków partnerskich jest niezgodny z zasadą zasadniczą. „Rodziny są różne. Art. 18 konstytucji nie definiuje rodziny, tylko małżeństwo. To nie jest koncert życzeń czy kwiaciarnia. Tu się nie wybiera, których artykułów konstytucji się przestrzega, a których nie. A ta mówi jasno: wszyscy ludzie powinni być równi wobec prawa” – przypomniała.
Ambasadorowie pilnują
Nie mogło w Sejmie zabraknąć obrońców moralnego porządku, którzy rzucili się Rejtanem na ratunek zagrożonej ojczyźnie. Poseł Marcin Warchoł przemówił z wysokiego „C” – ostrzegał przed „degradowaniem podstawowej tkanki rodziny” i „fikcją rodziny”, powoływał się na polskiego papieża („trzeba wychowania do dojrzałości, a nie fikcji wolności”) i perorował o „bezproduktywnej, ideologicznej zachciance” w odniesieniu do par jednej płci.
Kiedy wydawało się, że wszystko już zostało powiedziane, poseł Grzegorz Lorek (też PiS) użył barwnego porównania: „Gdyby Stwórca chciał, żebyśmy latali, to mielibyśmy skrzydła. Gdyby Stwórca chciał, żeby dziecko powstawało nie z mężczyzny i kobiety, rozmnażalibyśmy się przez pączkowanie. Dlatego człowiek wymyślił samoloty i konstytucyjne gwarancje ochrony małżeństwa” – słodził Lorek Stwórcy w tłusty czwartek.
Dołączyli politycy Konfederacji. Witold Tumanowicz przekonywał, że pary jednopłciowe mają już prawa, o których mowa w konstytucji. Przestrzegał, że związki są pierwszym krokiem do małżeństw i adopcji dzieci przez „homoseksualistów”, czego zresztą ministra Kotula nie ukrywa i na co liczy, choć nie na tym etapie i nie w obecnej koalicji. Poseł Krzysztof Mulawa określił zainteresowanych ustawą „dewiantami”.
Szczególnym zainteresowaniem polityków PiS, Konfederacji czy Konfederacji Korony Polskiej cieszyli się zgromadzeni na sejmowej widowni ambasadorowie. Poseł Jarosław Sachajko z koła Demokracja Bezpośrednia (satelita PiS) zwrócił się do publiczności: „W polskiej historii bardzo źle się odbija to, kiedy obcy ambasadorowie pilnują uchwalania ustaw”.
Kotula: Gdyby Stwórca nie chciał gejów...
Miejscami absurdalne uwagi wygłosiła przedstawicielka partii Razem Marta Stożek. Narzekała na trudną do zapamiętania nazwę (status osoby najbliższej), zasugerowała, że można pomylić związek zawierany u notariusza i rejestrowany w Urzędzie Stanu Cywilnego ze „spółką rodzinną spożywczą” lub umową o sprzedaży mieszkania. „Projekt nie daje pełnego szacunku, a prezydent go nie podpisze. Dla kogo ten projekt jest? Dla płatków śniegu, które osiadły na czterolistnej koniczynie?” – pytała z mównicy. Razem chce pracować nad tym „potworkiem” w komisji i przywrócić mu należną chwałę.
Poziom argumentów na pierwszym etapie legislacji zapowiada, że najtrudniejszym testem dla koalicji nie będzie pozyskanie większości (pewne), zapanowanie nad kombinatorstwem PSL czy wyjaśnianie wątpliwości, ale wytrwanie w cierpliwości.
Gdyby sejmowe dyskusje nie były tylko odpryskiem partyjnej walki o poparcie, należałoby odpowiedzieć posłowi Warchołowi na pytanie o naród. Bo jeśli celem narodu jest wyłącznie przetrwanie, to należałoby przyjrzeć się niejednej ustawie i rozwiązaniom, które wymagają zmian i finansowania. Czy nie należałoby zrezygnować z systemu mObywatel, który kosztuje, skoro tę zachciankę można zastąpić dowodem osobistym i wizytami w urzędzie? Z kolei posłance PiS, która podzieliła się diagnozą, że „w małżeństwach rodzi się najwięcej dzieci, bo ta trwałość małżeńska powoduje, że dzieci się rodzą”, można by polecić spotkanie z Donaldem Trumpem, który twierdzi, że skoro jest śnieg, to klimat się nie zmienia. Albo ustawowo wprowadzić system z filmu „Lobster”, w którym samotne osoby dobiera się w „trwałe małżeństwa”, a bezdzietnych ściga się po lasach.
Pozostaje liczyć, że Stwórca chwilowo nie patrzy na Polskę. „Myślę sobie, że gdyby Stwórca nie chciał, żeby po świecie chodziły osoby homoseksualne, toby ich nie stworzył” – podsumowała ministra Kotula. A co Stwórca mówił o polskim Sejmie, kilometrówkach i kanonicznym stwierdzaniu nieważności małżeństwa kościelnego? Być może dowiemy się tego podczas kolejnej sejmowej debaty.