Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Miliardy z SAFE. Nie zapominajmy o naukowcach. Nie pójdą w defiladzie, ale też wspierają obronność

SAFE wymaga szerszego spojrzenia i należy oczekiwać go od polityków i ekspertów ekipy rządzącej, bo tam podejmowane są decyzje strategiczne. SAFE wymaga szerszego spojrzenia i należy oczekiwać go od polityków i ekspertów ekipy rządzącej, bo tam podejmowane są decyzje strategiczne. Jacek Szydlowski / Forum
Wojna w Ukrainie pokazała, jak szybko zmieniają się techniczne warunki prowadzenia konfliktu i jak krytycznie ważna jest zdolność do prowadzenia badań i błyskawicznych wdrożeń w trakcie trwających walk.

Mimo weta prezydenta Karola Nawrockiego rząd Donalda Tuska zapowiedział, że Polska skorzysta z nisko oprocentowanej europejskiej pożyczki na zbrojenia w ramach programu SAFE. Będziemy mieli do wydania ponad 40 mld euro. Z perspektywy interesu publicznego tym bardziej istotne jest, by wydatki na modernizację polskiego wojska choć w części przysłużyły się również realizacji innych ważnych rozwojowo celów: transferowi technologii, zwiększeniu inwestycji w sektor badawczy czy budowie naszego potencjału technologicznego.

Czytaj także: Wetomat Nawrockiego kontra bezpieczeństwo. Polska na zakręcie, to zachwieje naszą pozycją

Spójrzmy na Niemcy

Tymczasem polskie środki przeznaczane na obronność w ostatnich latach są rekordowe, ale charakteryzują się bardzo niskim udziałem wydatków na badania i rozwój. Według najbardziej optymistycznych szacunków Sieci Badawczej Łukasiewicz jest to 2,5 proc., niezależni badacze wskazują raczej na 1 proc. Przy wydatkach obronnych na poziomie ok. 200 mld zł mówimy w najlepszym razie o orientacyjnej kwocie między 2 a 5 mld, co nie jest imponującą liczbą w porównaniu z planowaną na 45 mld całością publicznych wydatków na system nauki i badania.

W Narodowym Centrum Badań i Rozwoju prowadzony jest jeden dedykowany program wspierający innowacje technologiczne w obszarze obronności i bezpieczeństwa państwa: Perun. Finansowane są z niego zarówno badania podstawowe, jak i rozwój konkretnych rozwiązań – prototypowanie, przygotowanie do testów etc. Jego budżet w ubiegłym roku wyniósł 260 mln zł i trudno uznać tę kwotę za wystarczającą. W rzeczywistości środków powinno być nawet dziesięciokrotnie więcej i powinny być rozdzielone między badania podstawowe a rozwój.

Popatrzmy choćby na Niemców, którymi tak lubi nas straszyć Jarosław Kaczyński: w ostatnich latach udział wydatków na badania i rozwój wynosi u naszych zachodnich sąsiadów ok. 5 proc. gwałtownie rosnących wydatków na obronność. Jest to część z 3 proc. PKB, które Niemcy wydają na badania i rozwój, co znacznie przekracza średnią unijną – 2,24 proc. (w Polsce to jedynie 1,4 proc. PKB). Jeśli zestawimy to z potencjałem przemysłowym i technologicznym Niemiec, widzimy, skąd bierze się dystans między Warszawą a Berlinem.

Niemcy nie są oczywiście liderem wydatków w tym zakresie. Tu palmę pierwszeństwa dzierżą Amerykanie z rekordowym poziomem 14–16 proc. liczonych od potężnego budżetu obronnego (901 mld dol. w 2026). Te liczby w zestawieniu z dekadami utrzymywania wysokiego poziomu wydatków na badania pokazują źródło dominacji technologii wojennych USA.

W Europie najwięcej na badania i rozwój w budżetach obronnych przeznaczają Francuzi – 10–12 proc. oraz Wielka Brytania – 14 proc. W obu przypadkach to element długofalowej strategii rozwoju polityki obronnej, która finalnie buduje też siłę eksportu uzbrojenia i technologii wojskowych oraz szeregu innych politycznych korzyści. Francja jest drugim na świecie eksporterem uzbrojenia po USA, niewiele dalej plasują się Wielka Brytania i Niemcy.

Nauka bez defilady

Od 2021 r. w Unii Europejskiej działa European Defence Fund, program grantowy dotyczący badań i wdrożeń w przemysłach obronnych krajów członkowskich. Przeszukując dostępne zasoby, udało mi się namierzyć jedynie pięć polskich uczelni biorących udział w projektach finansowanych z tego źródła. Najbardziej aktywne są w tym zakresie: Politechnika Warszawska oraz Wojskowa Akademia Techniczna. Do tego żaden krajowy podmiot nie jest liderem w projekcie finansowanym z EDF, co jest bardzo słabym wynikiem.

Ewidentnie widać, że mamy do czynienia z dziedziną, która wymaga wsparcia i poważniejszego potraktowania ze strony rządowej. Liczenie na to, że technologie obronne będą opracowywane w sektorze komercyjnym ma jakiś sens w krajach wysoko rozwiniętych, gdzie udział środków publicznych w tych pracach i tak jest wysoki. W sytuacji niskiego finansowania publicznego takich badań trudno wymagać, by ten ciężar wziął na siebie sektor komercyjny.

Nie jest tajemnicą, że rozwój sektora naukowo-badawczego nie był priorytetem żadnej ekipy rządowej po 1989 r. W ostatnich latach również niewiele słychać o tym, by w wydatkach na obronność zamierzano uwzględnić istotne kwoty na finansowanie prac badawczych. Oczywiście tego rodzaju inwestycje wymagałyby od polityków akceptacji trudnego psychologicznie faktu, że wydatki na badania niekoniecznie przyniosłyby w krótkim okresie oszałamiające wyniki. Jednak już w średniej perspektywie będą widoczne efekty, do tego takie, które zostaną z nami na dłużej.

Problem polega na tym, że naukowców – w przeciwieństwie do nowych rakiet czy helikopterów – nie można pokazać na defiladzie. Co więcej, planowania i prowadzenia polityki badawczej wspierającej rozwój sektora obronnego nie można powierzyć wyłącznie rekomendacjom wojskowych. To wymaga szerszego spojrzenia i należy oczekiwać go od polityków i ekspertów ekipy rządzącej, bo tam podejmowane są decyzje strategiczne.

Wojna w Ukrainie pokazała, jak szybko zmieniają się techniczne warunki prowadzenia konfliktu i jak krytycznie ważna jest zdolność do prowadzenia badań i błyskawicznych wdrożeń w trakcie trwających walk. System akademicki i obecne w jego ramach szerokie kompetencje badawcze, wiedza technologiczna oraz kompetencje do adaptacji technologii stanowią jeden z najbardziej istotnych zasobów potencjału obronnego. I nie mam tu tylko na myśli wojskowych uczelni i ośrodków badawczych – chodzi o dużą część całego sektora akademickiego.

Bezprecedensowy skok wydatków obronnych może być dużą szansą dla zbudowania trwałych kompetencji technologicznych, tylko ktoś z decydentów musi powiązać te dwie dziedziny. Na razie tracimy szansę na wykorzystanie do realizacji długofalowych celów rozwojowych potężnych środków na zbrojenia.

*Mikołaj Iwański - doktor nauk ekonomicznych, wykładowca Akademii Sztuki w Szczecinie

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama