Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Koalicja na Kraków. Kierownik zdecydował, w tej bitwie stawka jest dużo większa

Preferuj w Google
Ostatecznie kandydatką KO i PSL została prawniczka i senatorka Monika Piątkowska, 9 czerwca 2026 r. Ostatecznie kandydatką KO i PSL została prawniczka i senatorka Monika Piątkowska, 9 czerwca 2026 r. Zbyszek Kaczmarek / Forum
Musiały minąć ponad dwa tygodnie, nim rządząca partia ogłosiła, kogo wystawia do boju o fotel prezydenta drugiego pod względem wielkości miasta w kraju.

Najpierw Donald Tusk długo nie odnosił się do klęski, którą było odwołanie w połowie kadencji jego partyjnego nominata, prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Głos zabrał dopiero po pewnym czasie, a jego reakcja tylko pogłębiła wizerunkowy chaos.

Czytaj także: Krakowski kocioł. Miastu grozi permanentna awantura. Efekt Miszalskiego rozlewa się na kraj

Reguły postawione na głowie

Ta polityczna operacja była możliwa głównie wskutek kilku ustrojowych absurdów. Okazało się, że w Polsce reguły walki o urzędy są postawione na głowie: ewentualne przyczyny pozwalające na zmianę władzy są opisane nieprecyzyjnie, progi umożliwiające odwołanie rządzących gminami ustawiono bardzo nisko, a na dodatek kampanię referendalną można prowadzić z tylnego fotela i na zasadzie wolnej amerykanki, bo nie istnieją reguły wymuszające przejrzyste finansowanie.

Do tego doszedł brak decyzyjności prezydenta Miszalskiego, połączony z nieudolnością w prezentowaniu mieszkańcom nawet zasadnych i ważnych posunięć. Swoje zrobiły też inne kiksy wizerunkowe, wynikłe z zawierzenia w modne – ale tylko wśród niektórych grup – formy komunikacji w sieci. I wreszcie – błędy i chaos w reakcjach ekipy prezydenta miasta oraz jego ugrupowania na akcję referendalną.

Kiedy w końcu Kierownik – jak nazywany jest ponoć przez partyjnych podwładnych premier – zabrał głos, ograniczył się głównie do banałów i zdystansowania się do przegranego. Nie podał przy tym nazwiska kandydata, który pod sztandarem partii lub koalicji rządzącej stanie do walki o Kraków. Ba, wzbraniał się nawet przed przyznaniem, że stawka tych wyborów jest dużo wyższa niż urząd samorządowy – że tym razem może być to początek akcji przejmowania kolejnych miast, a w końcu rozgrzewka przed walką o parlament w 2027 r. A tego nie ukrywali w trakcie kampanii referendalnej ludzie z opozycji – począwszy od prominentnego w Krakowie posła PiS Ryszarda Terleckiego po konfederatów z obu frakcji.

Owa zwłoka rządzącego ugrupowania, które szczyciło się silnym poparciem w mieście, mogła dziwić bądź dowodzić, że partia ma spore kłopoty ze znalezieniem chętnych do walki o prezydenturę. Naturalnie na krakowskich targowiskach – zarówno tych polityczno-medialnych, jak i dosłownych, miejskich – zaczęły krążyć rozmaite nazwiska: od znanych polityków KO pokroju Bartłomieja Sienkiewicza i Bogusława Klicha po krakowską profesurę, a ostatnio nawet rajdowca quadowego, przedsiębiorcę i filantropa Rafała Sonika.

Mnożyły się też spekulacje nad kampanijną strategią. Pytań było wiele. Czy koalicja rządząca zdoła porozumieć się co do kandydata, aby wspólnie stawić opór opozycji, czy też poszczególne partie będą próbowały ugrać na nadzwyczajnych wyborach samorządowych swoje partykularne interesiki? Wokół czego Koalicja Obywatelska będzie próbowała mobilizować krakowian do pójścia do urn: jedynie spraw miasta czy jednak także stawki wyższej, czyli uniknięcia przejęcia innych ośrodków przez szeroko pojmowaną opozycję?

Pojawiła się też sugestia, że Donald Tusk może wystawić kandydata, który nie jest silnie utożsamiany z partią, dzięki czemu nie szkodziłaby mu krytyka spadająca na rząd. Z drugiej strony – gdyby poniósł porażkę – partia łatwo mogłaby się od niego odciąć.

Czytaj też: Kraków to dla prawicy kiepskie miejsce do prężenia muskułów

Czy Koalicja odda miasto?

Ostatecznie stanęło na prawniczce Monice Piątkowskiej, którą wystawią KO i PSL. Zaledwie od roku zasiada w Senacie (zajęła miejsce oddelegowanego do Waszyngtonu Bogdana Klicha), wcześniej – jeszcze za Jacka Majchrowskiego – szefowała magistrackiemu wydziałowi strategii i rozwoju Krakowa. Opracowywała wtedy Wieloletni Plan Inwestycyjny i markę „Kraków”, a prezydent Krakowa nie mógł się jej nachwalić. Na szczeblu krajowym w Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych zajmowała się Programem Promocji Gospodarczej Polski Wschodniej oraz była prezesem Izby Zbożowo-Paszowej – stąd jej wpływy w koalicyjnym PSL.

Mimo wszystko wydaje się, że w Krakowie nie jest zbytnio kojarzona. Tymczasem najpewniej przyjdzie jej się zmierzyć z byłym parlamentarzystą PO Łukaszem Gibałą, który od lat systematycznie, uparcie i za wielkie rodzinne pieniądze buduje swoją pozycję radnego. Gibała ma zaplecze ludzkie, organizacyjne, medialne oraz rozpoznawalność. I determinację – w wyborach na prezydenta startował już trzy razy (prof. Majchrowski powtarza więc złośliwie, że „przebiera nogami” do władzy w mieście). Wprawdzie oficjalnie nie zgłosił jeszcze po raz kolejny swojego akcesu, ale napomyka, że gromadzi już ekipę do walki, a program ma od dawna.

W praktyce znaczenie w tej rozgrywce może mieć i to, że Tusk rozwiązał właśnie małopolskie struktury KO, które słusznie obwinia za klęskę referendalną. Kto w takim razie będzie prowadzić kampanię wyborczą koalicyjnej kandydatki? Zostały najwyżej dwa i pół miesiąca, i to jeszcze wakacyjne. Co znów może wzmocnić notowania Gibały, którego zwolennicy to w sporej mierze starsi krakowianie, przekonani długotrwałą kampanią prowadzoną cierpliwie tradycyjnymi metodami (darmowe gazetki, spotkania na placach targowych).

W efekcie może okazać się, że tak jak Łukasz Gibała doprowadził do sukcesu referendalnego w Krakowie (przyznał, że finansował akcję przedterminowego odwołania Miszalskiego), tak Koalicja Obywatelska miasto odda.

PS Dla krakowian płynie jeszcze jeden wniosek z prezydenckiej historii: jak to możliwe, że w mieście o takich tradycjach intelektualnych i demokratycznych zaplecze kadrowe życia publicznego jest tak słabe? Bo to, że autorytety nie chcą się już udzielać w polityce – chociażby wobec skali hejtu, jaki z tym jest związany – nie tłumaczy wszystkiego.

Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Jak zostałam milionerką. „Polityka” sprawdza coachów i kursy afirmacji. Rynek rozwija się jak złoto

Harmonia finansowa jest sakralna, sprzedaż – święta, a obdarowanie nas majątkiem to marzenie wszechświata. Tak mówi się na rynku afirmacji, manifestacji i medytacji, który w Polsce rozwija się jak złoto.

Joanna Cieśla
29.05.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną