Ryszard Petru zapowiada budowę Konfederacji light. Ale czy ktokolwiek potrzebuje dziś dietetycznej radykalnej prawicy?
We wtorek na antenie Polsat News Ryszard Petru potwierdził, że zakłada nową partię polityczną. O wykluwającej się nowej inicjatywie jako pierwsza napisała w tym tygodniu „Rzeczpospolita”: „Chcemy być partią dla sierot po wolnorynkowej Platformie Obywatelskiej, wypełniając lukę po Trzeciej Drogie i przejmując część wolnorynkowych wyborców Konfederacji, którym przeszkadzają antyunijne i nacjonalistyczne hasła formacji Mentzena” – tłumaczył gazecie „jeden z inicjatorów nowego projektu”.
Sam Ryszard Petru, który ma być twarzą nowej formacji, tak przedstawiał ją w TVN24: „Uważam, że potrzebna dzisiaj jest na scenie politycznej, po naszej stronie, formuła Konfederacji light”. Według byłego lidera Nowoczesnej i partii Teraz!, później członka Polski 2050, a obecnie jednej z głównych postaci klubu parlamentarnego Centrum, powstałego z rozpadu PL2050, nowa partia ma się odróżniać od Konfederacji „proeuropejskością” oraz „nieprzesadzonym” progresywizmem obyczajowym.
Trzy scenariusze dla nowej partii
Gdyby nowy byt rzeczywiście powstał po wakacjach, byłby szóstym podmiotem tworzącym koalicję rządową. Biorąc pod uwagę, że od 2007 r. do Sejmu wchodzi maksymalnie pięć komitetów wyborczych, a trzy miejsca są już zaklepane przez KO, PiS i prawdziwą Konfederację, formacja Ryszarda Petru stylizowana na dietetyczną, radykalną prawicę to przepis na kolejne 2–3 proc. głosów straconych pod wyborczym progiem w gronie obozu władzy. Dlatego słowa Petru, że nowe ugrupowanie powinno powstać „dla dobra koalicji”, można potraktować jako znakomity żart w kategorii czarnego humoru.
Scenariuszem alternatywnym jest takie zaprojektowanie ewentualnej nowej partii, by stała się poręcznym przedwyborczym partnerem dla jednego z już istniejących ugrupowań. W tym wariancie nasze myśli naturalnie biegną w stronę Polskiego Stronnictwa Ludowego, dla którego sojuszniczy szyld firmowany przez Ryszarda Petru mógłby być powtórką z 2019 r., kiedy ludowcy razem z Pawłem Kukizem tworzyli Koalicję Polską, oraz z wyborów z 2023 r., gdy z Polską 2050 Szymona Hołowni powołali do życia Trzecią Drogę. Petru nie ma być może takiego charmu, jaki trzy lata temu był udziałem Hołowni, ale pewnie mógłby przynieść z koleżankami i kolegami solidne kilkadziesiąt tysięcy wielkomiejskich głosów, co dla PSL balansującego blisko progu 5-procentowego byłoby wianem nie do pogardzenia.
Najbardziej prawdopodobna jest jednak opcja minimalna, w której nowa formacja nie będzie niczym więcej ponad organizacyjną wydmuszkę mającą zapewnić posłowi Petru niezłe miejsce na jednej z koalicyjnych list wyborczych.
Front pomocy dla Konfederacji
Sam pomysł, że Polki i Polacy marzą o nowej „formacji wolnościowej” dbającej o interesy przedsiębiorców i walczącej z biurokratyczną machiną Unii Europejskiej, jest dość ekscentryczny. Scena polityczna jest bowiem tak bardzo przesunięta ideowo na prawo, a gospodarczo na stronę liberalną, że większość partii jest właśnie taka. Dotyczy to również większości ugrupowań koalicyjnych, z częścią Nowej Lewicy włącznie.
Sam premier Donald Tusk deklarował przecież rok temu w Brukseli, że polski wkład w „odbiurokratyzowanie UE” powinien być bardzo widoczny oraz że „ograniczenie liczby przepisów musi być bardzo poważne i odczuwalne natychmiast, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw”. W kraju ruszyła natomiast zainicjowana przez rząd wielka akcja deregulacyjna, niekoniecznie zresztą bardzo sensowna, samym przedsiębiorcom obniżono zaś wyraźnie składkę zdrowotną. Nie bardzo więc wiadomo, o czym miałaby mówić partia Ryszarda Petru, skoro niemal wszyscy już od dawna o tym mówią.
To fakt, że Konfederacja już od kilku lat funkcjonuje poza bańką bardzo młodych wyborców, notując istotne poparcie wśród 50-latków, osób z wyższym wykształceniem oraz dobrze zarabiających mieszkańców największych miast. To również fakt, że Ryszard Petru sprawnie radził sobie podczas debat z konfederatami w kampanii wyborczej w 2023 r. Natomiast popularność Konfederacji jest wciąż ufundowana głównie na jej wizerunku świeżości i postaciach dwóch energicznych, młodych liderów, którzy dla sfrustrowanych z różnych powodów wyborców mają bardzo powabny argument: my jeszcze nie rządziliśmy. Ryszard Petru jako członek koalicji rządzącej, a przy tym polityk kojarzony jako elitarny i establishmentowy, nie może powiedzieć o sobie tego samego.
Po prawdzie nowym pomysłem Ryszarda Petru w ogóle nie należałoby się zajmować, bo szansa na jego powodzenie jest iluzoryczna, gdyby nie fakt, że to kolejne po stronie liberalnej oswajanie skrajnej prawicy. Im bardziej Konfederacja staje się trendsetterem, punktem odniesienia i wzorem do naśladowania, tym mocniej z partii protestu przeistacza się w formację głównego nurtu, atrakcyjną również dla tego elektoratu, który przez lata patrzył z niesmakiem na jej radykalne ekscesy. Ryszard Petru, fantazjując o Konfederacji light, chce z realną Konfederacją walczyć, ale tak naprawdę jej pomaga. Bo jeśli różnica między oryginałem i kopią jest ledwo dostrzegalna, polityczny konsument zawsze wybierze oryginał.