Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Kraj

Krzyż nienawiści stanął w Jedwabnem. „To jest obraza pamięci”

Preferuj w Google
85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r. 85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r. Jakub Halcewicz / Polityka
Boli mnie, że znak chrześcijaństwa jest używany do szerzenia nienawiści – mówi „Polityce” prof. Dariusz Stola, dyrektor Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, podczas 85. rocznicy pogromu Żydów w Jedwabnem. Pomnik pomordowanych w miasteczku otoczył agresywny historyczny negacjonizm.
85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.Jakub Halcewicz/Polityka 85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.
85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.Jakub Halcewicz/Polityka 85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.
85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.Jakub Halcewicz/Polityka 85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.
85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.Jakub Halcewicz/Polityka 85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.
Naczelny rabin Polski Michael Schudrich podczas 85. rocznicy zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.Jakub Halcewicz/Polityka Naczelny rabin Polski Michael Schudrich podczas 85. rocznicy zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.
85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.Jakub Halcewicz/Polityka 85. rocznica zbrodni w Jedwabnem, 10 lipca 2026 r.

Ulewne deszcze w północno-wschodniej Polsce nie sprzyjały politycznemu spektaklowi skrajnej prawicy w 85. rocznicę pogromu Żydów w Jedwabnem. Wydarzenia rozłożono na czwartek i piątek. W nocy między pierwszym a drugim dniem tuż obok pomnika pomordowanych stanął krzyż. Jego odsłonięcie było głównym punktem programu europosła Grzegorza Brauna. W piątkowe przedpołudnie ściągały już dziesiątki – a może i setki – osób z polskimi flagami.

Krzyż nienawiści

Przybywamy, bo wydarzyły się tu straszne rzeczy. W taki czy inny sposób odnosimy się do horroru, do zbrodni. Nie było tu jednak katolickiego punktu odniesienia, który by pomógł nam westchnąć za dusze pomordowanych – tak Grzegorz Braun uzasadniał postawienie krzyża.

Odczytał treść umieszczonej pod nim tablicy, przysłoniętej wcześniej biało-czerwoną flagą: „R.I.P. Przechodniu, westchnij w modlitwie za dusze prześladowanych, pomordowanych, więzionych, torturowanych i wywiezionych z tej okolicy w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu, ofiar dwóch zbrodniczych totalitaryzmów: niemieckiego nazizmu i rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu”.

O komentarz poprosiliśmy obecnego na miejscu prof. Dariusza Stolę, dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. – Boli mnie, że znak chrześcijaństwa jest używany do szerzenia nienawiści. Podpis pod krzyżem obwinia za jakieś zbrodnie niewinne żydowskie ofiary. Jest bardzo smutne. To jest obraza pamięci. I to się dzieje kilkadziesiąt metrów od masowego grobu, gdzie spoczywają starcy, kobiety i dzieci – bezbronni, zamordowani w 1941 r. – mówi prof. Stola.

Dyrektor POLIN zwraca uwagę, że przez ćwierć wieku od publikacji książki Jana Tomasza Grossa „Sąsiedzi” o zbrodni w Jedwabnem władze Rzeczypospolitej, naukowcy, artyści i inni ludzie dobrej woli włożyli wielki wysiłek w to, byśmy przepracowali tę trudną przeszłość: – I wydaje mi się, że uczyniliśmy wielki postęp na tej drodze – podkreśla. Dodaje jednocześnie, że nie wszyscy chcą to przyjąć. Niektórzy wybierają łatwiejsze opowieści. – To nie jest nic dziwnego. We wszystkich społeczeństwach tak jest.

Tablicę ogląda Anna Bikont, autorka książki „My z Jedwabnego”: – To nas czeka w nowej Polsce – gorzko ironizuje.

Czy oni są skrajnymi ateistami?

Ktoś, kto przyjechał do Jedwabnego, by słuchać Brauna i doświadczać prawicowo-nacjonalistycznego folkloru, oficjalnych uroczystości mógł w ogóle nie zauważyć. A przecież – jak powiedział dziennikarzom naczelny rabin Polski Michael Schudrich – „pamięć o zbrodni w Jedwabnem powinna łączyć”.

Przy pomniku upamiętniającym pomordowanych modlono się i składano kwiaty. W wydarzeniu organizowanym przez Gminę Wyznaniową Żydowską w Warszawie wzięli udział m.in. marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski, wiceprezes IPN Mateusz Szpytma, przedstawiciele organizacji międzynarodowych, korpusu dyplomatycznego oraz duchowni.

Inaczej niż w ubiegłym roku, gdy Braun i jego zwolennicy zablokowali wyjazd Schudricha, tym razem oficjalne delegacje zostały szczelnie oddzielone przez policję. Do namiotu postawionego wokół pomnika i odgrodzonego barierkami rabin zapraszał gości po osobistym uściśnięciu dłoni.

– To jest okazja dla nas: żałować razem i pamiętać. Kiedy pamiętamy, jest szansa, że możemy zbudować lepszy świat dla naszych dzieci i wnuków – mówił Schudrich pod pomnikiem.

Z dziennikarzami podzielił się smutkiem, z jakim przyjmuje odbywające się po sąsiedzku manifestacje skrajnej prawicy podważającej ustalenia śledztwa IPN, że mordu w Jedwabnem dokonali Polacy. – Jak usłyszałem, że jest taka opozycja dla naszej ceremonii, która jest modlitwą, pomyślałem: „co to znaczy być przeciwko modlitwie?”. Czy oni są takimi skrajnymi ateistami? Kto wie, być może za rok będziemy mogli się modlić wszyscy razem – zamyślił się rabin.

Historia alternatywna

Delegacje na oficjalne obchody zniknęły równie nagle, jak się pojawiły. Na poważnie było tu jedynie w okolicy południa. Prawicowe miasteczko oferowało wystąpienia, projekcje, dyskusje, koncerty. Działały sklepiki z książkami i gadżetami, np. Ruchu Obrony Granic Roberta Bąkiewicza. Były krupnik, ogórkowa, baby ziemniaczane i pyzy z mięsem, serwowane przez Koło Gospodyń Wiejskich w Czekołdach. Wydarzenia te zorganizowali publicysta i aktywista Wojciech Sumliński, „Mieszkańcy Jedwabnego” czy Stowarzyszenie „Wizna 1939”.

Z inicjatywy tych środowisk w ubiegłym roku postawiono tu siedem głazów z tablicami, których treści negują udział Polaków w zbrodni, a także pawilon z napisem „Ziemia nie kłamie”. Dziś zatem po jednej stronie pomnika pomordowanych Żydów są głazy, po drugiej krzyż. Stoją na prywatnych działkach.

Na propagowanie historii alternatywnej Sumliński z powodzeniem organizował zbiórki pieniędzy w serwisie zrzutka.pl. Zebrał kilkaset tys. zł od tysięcy osób. Zapytaliśmy w ubiegłym roku, dlaczego serwis nie blokuje zbiórki, którą – po doniesieniach o szerzeniu antysemityzmu – zainteresowała się prokuratura.

„Nie podejmujemy się oceny moralnej działań podejmowanych przez Pana Wojciecha Sumlińskiego – prowadząc portal zrzutka.pl zawsze staramy się zachować neutralność światopoglądową. Wskazujemy, że nasz portal zawsze dostosowuje się do wszelkich otrzymywanych postanowień oraz wyroków, natomiast w przedmiotowej sprawie nie byliśmy adresatami takiego orzeczenia” – otrzymaliśmy w odpowiedzi wraz z zapewnieniem monitorowania sytuacji.

W Jedwabnem powstała zatem przestrzeń symbolicznego konfliktu. Miejsce pamięci otoczył agresywny, historyczny negacjonizm.

Słuchaczy karmi się tu wykładami o koniecznych ekshumacjach. I – jak mówił prezes Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski – o „potężnej zbrodni na narodzie polskim”: – Pozbawiono nas pamięci, bo nie nazwano zbrodni wytępiania narodu polskiego od 1939 r. Jedwabne było tego cząstką. Obywatele polscy, którzy zginęli tu jako Polacy i nadal leżą w zbiorowych grobach, mówili po polsku. Walczymy o ich godność. Mamy się upominać o prawdę o zbrodni. Jeśli tożsamość sprawców zbrodni ludobójstwa jest nieznana, pozbawiamy godności ofiary.

Według Piotra Kwapisiewicza ze Stowarzyszenia Czulent to wypacza obraz Zagłady: – Tegoroczna mobilizacja środowisk skrajnie prawicowych w Jedwabnem według nas nie jest już tylko debatą historyczną, ale działaniem, które może zagrażać wizerunkowi i wiarygodności państwa oraz dotyka już kwestii bezpieczeństwa publicznego. Obserwujemy coraz bardziej widoczne zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez środowiska skrajne, które wykorzystują negacjonizm historyczny i zniekształcanie Zagłady do budowania zaplecza politycznego i organizacyjnego.

Część uczestników jedwabińskich wydarzeń spotkała się w restauracyjnym barze pod miasteczkiem. Właścicielka tego dnia zamyka wcześniej. Jedzie na wieczorny koncert Sanah w Białymstoku: – Do zobaczenia za rok!

Nad miasteczkiem pokazała się tęcza.

Zagłada żydowskiego miasteczka

10 lipca 1941 r. w Jedwabnem doszło do masowego mordu żydowskich mieszkańców. „Niemal od pierwszej chwili tego dnia Żydzi zrozumieli, że są w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wielu próbowało ratować się ucieczką w pole. Ale udało się tylko nielicznym, bo wyjść za miasto, nie zwracając na siebie uwagi, nie było jak, a poza tym wokół krążyły grupki miejscowej ludności i wyłapywały Żydów” – pisał w „Sąsiadach” Gross.

Co najmniej 40 Polaków z niemieckiej inspiracji spędziło Żydów na rynek, znęcało się nad nimi, część z nich zmuszano do niszczenia pomnika Lenina. „Ponieważ już wcześniej krążyły pogłoski o planowanej tego dnia rozprawie z Żydami, to – jak czytamy u Grossa – i okoliczna ludność ściągała od samego rana furami do miasteczka. Byli wśród nich, przypuszczam, weterani kilku pogromów, które dopiero co miały miejsce w tych stronach”.

Większość Żydów z Jedwabnego zapędzono do drewnianej stodoły na obrzeżach miasteczka i spalono żywcem. Innych zabito w chaosie pogromu w domach, na ulicach. Zginęło między 800 a tysiącem osób.

„Zabójcy Żydów z Jedwabnego, Radziłowa, Wąsosza występowali przeciwko własnemu krajowi, mordowali współobywateli, pomagając okupantom. Nasza dzisiejsza odpowiedzialność za tamte czyny polega głównie na obowiązku docieknięcia pełnej prawdy o wydarzeniach z 1941 r.” – pisał w „Polityce” prof. Paweł Machcewicz.

Reklama

Czytaj także

Kraj

Swoi dla swoich. „Polityka” poznała wyniki audytu w MSZ. Tak za rządów PiS rozdzielano miliony

Władza się zmieniła, polityczne powiązania przetrwały. Audyt w MSZ pokazuje, jak i komu za rządów PiS przyznawano w tym resorcie publiczne pieniądze.

Anna Dąbrowska
03.07.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną