O co chodzi w sporze Netfliksa z festiwalem w Cannes?
Świat przygląda się festiwalowi w Cannes m.in. ze względu na jego spór z Netfliksem. To dyskusja o przyszłości kina.
W tym roku nie przewidziano w Cannes żadnych pokazów produkcji Netfliksa.
Lloyd Dirks/Unsplash

W tym roku nie przewidziano w Cannes żadnych pokazów produkcji Netfliksa.

Chodzi o wyjątkowo restrykcyjne francuskie prawo, w myśl którego każdy film na serwisy VOD (wyświetlające wideo na żądanie, takie jak Netflix, HBO GO czy Showmax) może trafić dopiero trzy lata po premierze kinowej. Bez tej premiery, choćby ograniczonej, nie ma mowy o udziale w festiwalu w Cannes. Jego szefostwo nie chce się ugiąć i wręcz zmieniło tegoroczny regulamin, by jeszcze bardziej „chronić” się przed filmami niewyświetlanymi w kinach.

Dlatego w tym roku nie przewidziano żadnych pokazów produkcji Netfliksa, w tym wyczekiwanych fabuł Alfonso Cuaróna czy Paula Greengrassa.

Netflix wybrał klientów

Z perspektywy francuskiego rynku chodzi rzecz jasna o ochronę interesów kiniarzy, dla których Netflix i inne serwisy VOD są konkurencją. Analogicznie we Francji obowiązują przepisy o stałej cenie książek – nowości wydawnicze przez kilkanaście miesięcy od premiery nie mogą być przeceniane (regulacje miały ochronić księgarzy przed Amazonem).

Z perspektywy Netfliksa był to wybór między prestiżem występowania na festiwalu a oczekiwaniami klientów, przyzwyczajanych do tego, że mają od zaraz premierowe produkcje. Nie dziwi, że serwis, który zgromadził 125 mln abonentów na świecie, wybrał właśnie ich.

Czytaj także: Jak się zmieniało polskie kino przez ostatnie 25 lat

Lepiej w kinie czy w telefonie?

Kto ma rację w tym sporze? Po trosze obie strony. Naturalne, że festiwal w Cannes broni idei oglądania filmów na wielkim ekranie, w mroku kinowej sali, razem z publicznością – to unikatowe doświadczenie. Nietrudno też o przykłady produkcji, które widziane po raz pierwszy na ekranie telewizora czy telefonu, wiele by straciły. Począwszy od efektownych blockbusterów, jak „Mad Max: Na drodze gniewu”, przez „Dunkierkę”, po oscarowy „Kształt wody”, zbudowany z miłości do kina i najpełniej odbierany właśnie w kinie.

Z drugiej strony równie łatwo wskazać filmy, którym mniejszy ekran krzywdy nie zrobi – ja sam „Tamte dni, tamte noce” obejrzałem w maleńkiej salce Kina Muranów. Trudno też byłoby wskazać, co takiego „Czas mroku” by stracił, gdybym po raz pierwszy zobaczył popis Gary’ego Oldmana na ekranie telewizora. Tak można długo: „Nić widmo” trzeba w kinie, ale „Lady Bird” będzie równie wspaniała i na telefonie z dobrym wyświetlaczem.

Czytaj także: Lars von Trier wywołał (artystyczny) skandal w Cannes

Kino dla elit

Szefowie festiwalu w Cannes widzą kino jako coś elitarnego, co trzeba odbierać w specyficzny sposób. Można im przytaknąć i zgodzić się, że wielki ekran zawsze jest lepszą opcją. Ale rzeczywistość nie jest tak romantyczna jak sen o kinie osoby zajmującej się nim zawodowo, która jest w stanie poświęcić mu tyle czasu, ile sobie umyśli.

Tymczasem serwisy VOD oferują nie tylko tańszy (zwłaszcza przy abonamentach: miesięczna stawka jest zwykle bardzo zbliżona do ceny jednego weekendowego biletu do kina w Warszawie) i szerszy dostęp do filmów (w moim rodzinnym mieście, Łobzie, kina nie ma od ok. dwóch dekad, najbliższe jest w oddalonym o 100 km Szczecinie), ale też pozwalają zupełnie inaczej gospodarować najcenniejszą walutą współczesnego kinomana – czasem.

Bo wyjście do kina to czasem nie kwestia niechęci do wielkiego ekranu czy braku funduszy, ale wypadkowa tego czasu posiadanego, którego wiecznie brakuje, i czasu potrzebnego na dotarcie do kina, obejrzenie wszystkich niezbędnych reklam, potem mniej więcej tak długiego jak reklamy filmu właściwego, a następnie powrót do domu. Dochodzą inne czynniki. Na przykład każdy rodzic małych dzieci doskonale zdaje sobie sprawę, że wyprawa do kina to luksus.

Czytaj także: Tylko dubbing w polskich kinach? Widzowie tracą wybór

Święto kina czy kiniarzy

Netflix broni swoich interesów. Trzeba jednak również rozumieć, że ich model, ogólnie model VOD, musi być przyszłością, bo likwiduje wiele barier, które dziś odcinają ludzi od kina: geograficzną, czasową, a często (choć nie zawsze, małe kina to wciąż niskie ceny) i finansową. Model oglądania się zmienia. Netflix, HBO GO, Showmax czy Amazon Prime stały się ulubieńcami miłośników seriali, niebędących w stanie przywiązać się do sztywnych, telewizyjnych ramówek. A premiery filmów na VOD są czymś nieuchronnym.

Można się zastanawiać, kto na sporze Netfliksa z festiwalem w Cannes straci. Znowu: po trosze jedni i drudzy. Francuzi chyba jednak bardziej, bo amerykański serwis streamingowy wyrasta na jedną z największych sił na polu rozrywki, zabezpieczając kontrakty z rzeszami gwiazd i wielkich talentów. Może się okazać, że Cannes będzie festiwalem niepełnym, bo pozbawionym wielu filmów wartych wyróżnień. Trzeba więc zapytać: chodzi o święto filmu czy kiniarzy?

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj