Kultura

Gorąca wojna w Cannes. To będzie inny festiwal

Dyrektor artystyczny festiwalu Thierry Frémaux zapowiedział nowe rozdanie w Cannes. Dyrektor artystyczny festiwalu Thierry Frémaux zapowiedział nowe rozdanie w Cannes. Stephane Mahe / Forum
Najbardziej cieszy sukces „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego. To pierwszy od 28 lat polskojęzyczny obraz zakwalifikowany do głównego konkursu.

Zrealizowany w języku hiszpańskim psychologiczny thriller „Wszyscy wiedzą” z Penélope Cruz i Javierem Bardemem dwukrotnego laureata Oscara Irańczyka Asghara Farhadiego otworzy we wtorek wieczorem 71. edycję canneńskiego festiwalu.

Z różnych powodów impreza już teraz określana jest mianem historycznej i przełomowej – także dla naszych filmowców, tym razem wyjątkowo licznie zaproszonych do wielu sekcji konkursowych. Polskie kino wraca do światowej czołówki.

Czytaj także: Asghar Farhadi o tym, jak się kręci filmy w Iranie

Paweł Pawlikowski zawalczy o Złotą Palmę

Najbardziej cieszy sukces „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego, znienawidzonego przez prawicę autora „Idy”. To pierwszy od 28 lat polskojęzyczny obraz zakwalifikowany do głównego konkursu – ostatnim było „Przesłuchanie”, wcześniej „Krótki film o zabijaniu”. I pierwsza od czasu „Pianisty”, czyli od 16 lat, polska koprodukcja (do budżetu dołożyli się Francuzi i Brytyjczycy) ubiegająca się o Złotą Palmę.

„Zimna wojna” jest melodramatem, ale i w jakimś stopniu baśnią. Sądząc po uduchowionych, czarno-białych ujęciach autorstwa Łukasza Żala sporo w nim też będzie metafizyki. Pawlikowski po raz kolejny wraca do głębokiej komuny, czasów stalinizmu, gomułkowskiej odwilży, próbując rozliczyć tamten okres. To historia młodej, pięknej piosenkarki występującej w zespole folklorystycznym, przeżywającej burzliwą miłość w budzącej się do życia Europie. O nieosiągalnym uczuciu niszczonym przez system i marzeniach nie do zrealizowania. Z Joanną Kulig i Tomaszem Kotem w rolach głównych.

Czytaj także: „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego z szansami na Złotą Palmę

Polacy zdobyli uznanie w Cannes

W Tygodniu Krytyki (Semaine de la critique) powalczy o nagrody Agnieszka Smoczyńska, twórczyni głośnych „Córek dancingu”. Jej nowy dramat psychologiczny „Fuga” to koprodukcja polsko-czesko-szwedzka o dojrzałej matce i żonie tracącej pamięć. Gdy po dwóch latach kobieta decyduje się powrócić do rodziny, ale emocjonalnie nie jest w stanie nawiązać kontaktu z bliskimi, jej mąż i syn traktują ją jak obcą. Scenariusz napisała aktorka Gabriela Muskała i ona gra w nim główną rolę. Partneruje jej Łukasz Simlat.

Uznanie canneńskich selekcjonerów zdobyły też dwie polskie animacje. Intymna impresja erotyczna „III” Marty Pajek (druga część tryptyku „Figury niemożliwe i inne historie...”) zostanie pokazana w konkursie filmów krótkometrażowych, a „Inny” Marty Magnuskiej, ekspresyjna, pełna symboli opowieść o niepewnym wyczekiwaniu na obcego – w konkursie Cinefondation.

Czytaj także: Jak się zmieniało polskie kino przez ostatnie 25 lat

Jeszcze więcej polskich akcentów

W konkursie głównym (21 tytułów) i w sekcji Un Certain Regard (18 pozycji) mamy jeszcze dwa polskie akcenty w postaci koprodukcji mniejszościowych współfinansowanych przez PISF. Pierwszy to rosyjsko-niemiecko-polsko-kazachsko-chiński dramat „Ajka” Siergieja Dworcewoja ze zdjęciami Jolanty Dylewskiej o młodej Kirgizce porzucającej nowo narodzone dziecko. Pod wpływem wyrzutów sumienia dziewczyna decyduje się je odzyskać.

Drugi to „Żniwa”, wyprodukowany wspólnymi siłami przez Francję, Polskę, Grecję oraz RPA dramat społeczny Etienne’a Kallosa ze zdjęciami Michała Englerta o przygarniętym z ulicy sierocie rywalizującym o miłość rodziców. W ramach pokazów specjalnych pochwalimy się dodatkowo pełnometrażową paradokumentalną animacją „Jeszcze dzień życia” Damiana Nenowa i Raúla de la Fuente. Polsko-hiszpański projekt jest luźną ekranizacją autobiograficznej, reporterskiej książki Ryszarda Kapuścińskiego – w 1975 roku świadka odzyskiwania niepodległości przez Angolę.

Czytaj także: Nowe polskie kino narodowe

Nowe rozdanie festiwalowe. Mniej Amerykanów, więcej debiutantów

Dyrektor artystyczny festiwalu Thierry Frémaux zapowiedział nowe rozdanie. Najważniejszą korektą organizacyjną jest przywrócenie pokazom galowym właściwej rangi. Pokazy prasowe dla dziennikarzy odbywające się zwykle dzień przed oficjalną premierą będą od tej pory miały miejsce po niej, co w dobie szybkich mediów, Twittera i internetu ma zapobiec przedwczesnemu sugerowaniu czy narzucaniu opinii.

Dużo bardziej radykalne zmiany wiążą się z selekcją i tegorocznym programem. Na czerwonym dywanie zabraknie wielu hollywoodzkich gwiazd. Amerykanie pokażą tylko dwie niezależne produkcje: dramat policyjny Spike’a Lee „Blackkklansman” o czarnoskórym agencie FBI infiltrującym Ku Klux Klan oraz psychodeliczny kryminał Dawida Roberta Mitchella „Tajemnice Silver Lake”. Mówi się, że to pokłosie afery Weinsteina. Hołubione i promowane dotąd nazwiska, takie jak Mike Leigh, Paolo Sorrentino, Jacques Audiard, Xavier Dolan, Naomi Kawase, musiały ustąpić debiutantom oraz mniej znanym twórcom. Połowa konkursowej stawki, czyli aż dziesięcioro reżyserów, nigdy wcześniej nie przyjeżdżała ze swoimi filmami na Croisette. Na kilka dni przed rozpoczęciem festiwalu brytyjski dziennik „The Guardian” nazwał to Frémaux-apokalipsą i nie wróżył niczego dobrego.

Czytaj także: #MeToo podczas gali Oscarów 2018

W Cannes wciąż mało kobiet

Cannes, przez lata oskarżane o szowinizm i politykę lekceważenia kobiet (tylko raz kobieta zdobyła Złotą Palmę!), staje teraz na głowie, aby przywrócić właściwe proporcje. Nie widać jednak, by te zmiany następowały szybko. Owszem, przewodniczącą jury została australijska aktorka Cate Blanchette, w gronie oceniających kobiety mają przewagę, lecz do konkursu zakwalifikowano jedynie trzy filmy wyreżyserowane przez panie: Evę Husson, Nadine Labaki i Alice Rohrwacher.

Skandalom obyczajowym, stanowiącym dotąd nieodłączny i raczej mile widziany przez organizatorów element oprawy, zapobiegać ma specjalnie uruchomiona linia telefoniczna do zgłaszania przypadków molestowania seksualnego. Jednocześnie ponownie zaproszono Larsa von Triera, wyrzuconego z Cannes za sympatyzowanie z Hitlerem, na którym ciążą zarzuty o próbę molestowania Björk na planie „Tańcząc w ciemnościach”.

Czytaj także: Lars von Trier, persona non grata w środowisku filmowym

Cannes walczy z platformą Netflix

Wojna z Netflixem doprowadziła do wyeliminowania z programu przynajmniej trzech mocno pożądanych przez Frémaux obrazów. Decyzja o zerwaniu współpracy z platformą streamingową uniemożliwiła światową premierę „The Other Side of the Wind”, legendarnego dzieła i testamentu Orsona Wellesa, ukończonego dopiero teraz przez jego współpracowników.

Mimo nacisków i próśb dyrektora nie zostanie pokazana ponoć genialna meksykańska saga rodzinna „Roma” Alfonso Cuaróna, a także „Norway” Paula Greengrassa – mocno wyczekiwany portret Andersa Behring Breivika, skrajnie prawicowego terrorysty, który dokonał dwóch zamachów, m.in. na uczestnikach obozu młodzieżówki norweskiej Partii Pracy. Netflix nie zgodził się na złamanie swoich zasad i odmówił gwarancji wprowadzenia tych filmów do dystrybucji kinowej we Francji.

Reżyserowie wyklęci

Mocnymi punktami konkursu mogą okazać się filmy, które udało się nakręcić bądź ukończyć przez reżyserów wyklętych. Takich jak irański dysydent Jafar Panahi (otrzymał w swojej ojczyźnie zakaz wykonywania zawodu), portretujący w „Trzech twarzach” trzy pokolenia aktorek w Teheranie. Czy Rosjanin Kiriłł Sieriebriennikow, autor dramatu muzycznego „Lato” o leningradzkiej scenie rockowej w czasach pierestrojki. Reżyser, znany również ze swoich prac teatralnych, jest zdeklarowanym przeciwnikiem Putina, krytykującym okupację Krymu. Od ponad pół roku przebywa w domowym areszcie pod zarzutem defraudacji 68 mln rubli.

Do listy – choć z innych powodów – należałoby też dopisać wiecznego lewicowca i buntownika Jean-Luc Godarda, kontestującego burżuazyjną sztukę (w grudniu skończy 88 lat). Godard podobnie jak Panahi i Sieriebriennikow oczywiście w Cannes się nie zjawi, ale jego eksperymentalny film „The Image Book” na pewno wzbudzi skrajne reakcje.

Najdłuższe filmy festiwalu

Najdłużej trwającą projekcją konkursową będzie „Drzewo dzikiej gruszy” wielokrotnie nagradzanego w Cannes Turka Nuri Bilge Ceylana (trzy godziny osiem minut). Utrzymane w poetyckiej atmosferze dzieło zapowiadane jest jako historia ambitnego pisarza, którego kariera staje pod znakiem zapytania na skutek długów zaciągniętych przez jego ojca. W sekcji Un Certain Regard jedynie „Donbas” Sergieja Łoźnicy – fabuła o ukraińsko-rosyjskiej wojnie – nieznacznie przekracza dwie godziny (121 minut).

Tegoroczny rekord należy do chińskiego dokumentu „Martwe dusze” Wang Binga, prezentowanego w ramach pokazów specjalnych. Film jest poświęcony więźniom politycznym, którym udało się przeżyć w obozach pracy m.in. w Jiabiangou na pustyni Gobi w czasach maoistycznej rewolucji. Na jego obejrzenie trzeba poświęcić aż osiem godzin i szesnaście minut.

Laureatów poznamy 19 maja.

Reklama

Czytaj także

Ludzie i style

Związki romantyczne: zachowania, które wydają się normalne, a są toksyczne

Zdarza się, że mylimy zachowania, które są do zaakceptowania, z takimi, które stopniowo nasze związki wyniszczają.

Polityka.pl
13.05.2017
Reklama