Dwa pytania nie do ministra Glińskiego
Zawiadujący dziś z ramienia PiS kulturą w Polsce Piotr Gliński postanowił nie przedłużać kontraktu dyrektorowi Muzeum Historii Żydów Polskich Polin. Dlaczego?
Piotr Gliński
Jakub Porzycki/Agencja Gazeta

Piotr Gliński

Odpowiedzi się mnożą. Od tych doraźnych, nawiązujących do wymowy konkretnych wystaw w Polin (np. poświęconej antysemickiej nagonce Marca 1968 ekspozycji „Obcy w domu”). Przez interpretacje, nazwijmy to, charakterologiczne – zwłaszcza że to nie pierwsze ważne muzeum, wobec którego minister Gliński chce pokazać swoją władzę. Podobne zamiary miał też np. w stosunku do cenionych teatrów czy czasopism, festiwali itd. Inna rzecz, że status Polin szczęśliwie nie pozwala resortowi kultury na chamskie narzucenie muzeum ministerialnego kierownika.

Niebezzasadne mogą być jednak wyjaśnienia sięgające źródeł, a mianowicie żywionego przez obecną władzę zamysłu radykalnej zmiany przedstawiania (jak to się teraz mówi: narracji) relacji polsko-żydowskich w imię konceptu „wstawania z kolan”. Tu symbolicznym już argumentem byłby pomysł stworzenia w stolicy odrębnego muzeum getta warszawskiego.

Jeszcze jeden konflikt na tle stosunków polsko-żydowskich?

Wiele by mogły wyjaśnić odpowiedzi na dwa proste pytania. Po pierwsze, czy w interesie państwa polskiego jest teraz wywoływanie kolejnego konfliktu na jakże delikatnym polu stosunków polsko-żydowskich? Choćby – i zwłaszcza! – wobec świeżych kontrowersji wokół wypowiedzi premiera Netanjahu? Polin – z Dariuszem Stolą na czele – zdobyło przecież niezłą markę na świecie, w tym w środowiskach żydowskich, także w Izraelu. Spór wokół obsady szefostwa tej placówki siłą rzeczy będzie przecież odbierany w kategoriach nie konkursu na najlepszego kandydata, ale awantury. W podtekście: awantury antysemickiej.

Jan Hartman: Krucjata Piotra Glińskiego

Minister Gliński (wraz z PiS) wypowiada wojnę

Po drugie, któż to jest kandydatem samego ministra Glińskiego na stanowisko dyrektora Polin? Ławka jego obozu w tej materii wydaje się krótka – jeśli w ogóle ktokolwiek z tego środowiska się na tę wrażliwą posadę nadaje.

No, chyba że determinacja rządzącej ekipy na rzecz schlebiania ambicji ministra kultury jest ważniejsza. Albo, co gorsza, że zamysł jest jeszcze inny: świadome pójście na wojnę. Właśnie w imię ideologii „wstawania z kolan”, łaszenia się PiS, rządu i instytucji państwa do narodowców, czyli rodzimych neofaszystów, oraz – tak się złożyło – w odpowiedzi na, jak się właśnie okazało, porażkę pomysłu bratania się z narodową prawicą Benjamina Netanjahu w samym Izraelu.

I nie są to bynajmniej pytania do ministra Glińskiego. Na zagadywanie akurat jego o cokolwiek zwyczajnie szkoda czasu.

Czytaj także: Gliński z tytułem Człowieka Wolności. Przypomnijmy jego „zasługi”

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj