Dialog zaoczny
Coltrane i Davis: jazzowy jubileusz. W tym roku będziemy świętować nad Odrą
Wrocławski Jazz nad Odrą to jeden z najstarszych festiwali jazzowych w Polsce. Kiedy w 1964 r. odbywał się po raz pierwszy, jeszcze bez wielkich zagranicznych gwiazd, Miles Davis ściągał właśnie do swojego kwintetu Wayne’a Shortera, a John Coltrane był tuż przed sesjami „A Love Supreme”. Obaj należeli nie tylko do największych gwiazd całej generacji, ale pracowali na opinię najwybitniejszych liderów w historii jazzu. Miles uważał Coltrane’a za geniusza porównywalnego z Charliem Parkerem. Coltrane twierdził, że Davis poszerza granice jazzu. Wspólnie grali ze sobą w drugiej połowie lat 50., co dokumentują m.in. płyty „Milestones” czy „Kind of Blue”.
Ślady muzyki wybitnego trębacza i wielkiego saksofonisty słychać dziś wszędzie. Szczególnie w tym roku, kiedy obchodzimy kolejno – w maju i we wrześniu – setne rocznice urodzin jednego i drugiego z muzyków. Tylko co mają wspólnego Davis i Coltrane z programem tegorocznej edycji Jazzu nad Odrą?
Otóż dojdzie tu do ich spotkania na poziomie czysto symbolicznym. 64-letni Terence Blanchard, wielka gwiazda współczesnej trąbki, od młodości chciał być jak Davis i zyskał nawet aprobatę samego Milesa. Mieli okazję się poznać, choć nigdy nie zdążył z nim współpracować. Z kolei 60-letni saksofonista Ravi Coltrane – syn Johna z jego związku z Alice Coltrane – nie może pamiętać swojego ojca, który zmarł, gdy Ravi miał niecałe dwa lata. Syn wychował się jednak na jego muzyce i dziś wydaje się jego naturalnym reprezentantem.
Obaj pojawią się w finale tegorocznej edycji Jazzu nad Odrą na scenie Impart Centrum w projekcie „Miles/Coltrane Legacy”. Hołdów dla obu wielkich jazzmanów będzie w tym roku więcej, ale trudno dziś o bliższą perspektywę niż ta.