Recenzja płyty: Marcin Świątkiewicz, „Bach, Goldberg Variations”
Wariacje Goldbergowskie brało na warsztat już wielu pianistów, od Glenna Goulda, poprzez Andrása Schiffa, po – ostatnio – Lang Langa.
Wariacje Goldbergowskie brało na warsztat już wielu pianistów, od Glenna Goulda, poprzez Andrása Schiffa, po – ostatnio – Lang Langa.
Łatwe, bardzo wpadające w ucho, świetne do chóralnego wspólnego śpiewania melodie.
Radość od pierwszej do ostatniej nuty.
Sun Ra, prywatnie Herman P. Blount, zmarł 27 lat temu, ale pozostawił po sobie wielki mit najdziwniejszego lidera jazzowych big-bandów.
Finezyjny, intelektualny blues, bez fajerwerków i popisowych solówek, ale z głębią, na którą stać tylko prawdziwych mistrzów.
Każdy utwór jest pieczołowicie wymyślony, zagrany i nagrany, stanowiąc oddzielne małe dziełko muzycznej sztuki.
Na całkiem udanej jak na ostatnie swoje dokonania płycie autor błyszczy w roli gitarzysty.
Rzadko zdarza się płyta nagrana na pianinie, ale ten to instrument wyjątkowy.
Piękne, smutne, bywa, że i przerażające. I jest to podróż ważna jak najważniejsze w życiu książki.
Rok 2020 jest wielką szansą dla wytwórni płytowych na dodatkowe zgarnięcie plonu finansowego dotyczącego jubileuszowych edycji tytułów wydanych 50 lat temu.
Na przełomie lat 60. i 70. XX w. The Rolling Stones wydali serię rewelacyjnych albumów, takich jak „Their Satanic Majesties Request”, „Beggars Banquet”, „Sticky Fingers” czy wreszcie „Exile on Main St.”.
To trzecia płyta dla ECM z udziałem tego jednego z najciekawszych polskich pianistów jazzowych, ale pierwsza solowa – na wcześniejszych wystąpił jako członek Maciej Obara Quartet.
W sumie wystarczająco udana płyta, by odłożyć na bok pytania o nowy album Molesty.
„Agora” jest muzycznym relaksem i wspaniałym antidotum na otaczający nas hurgot i pęd współczesnego życia.
he Mavericks to wielce zasłużony amerykański zespół grający mieszankę stylistyczną zawierającą zarówno pop, jak i rock retro, a także Tex-Mex.
Trudno się połapać, czy artysta zwraca się do nas na serio, czy – zgodnie z tytułem albumu – tylko się bawi.
Ta płyta nie zostawia słuchacza obojętnym.
Lirycznie jest sprawnie, muzycznie trochę bez wyrazu.
Mamy tu płytę jakby wyjętą z katalogu lat 50.
Płyta brzmi jak hołd złożony muzyce Prince’a.