Paszporty POLITYKI

Młodsi zdolni

Paszporty POLITYKI 2014: Przedstawiamy wszystkich tegorocznych nominowanych

Po raz 22 ogłaszamy nominacje do Paszportów POLITYKI, nagród kulturalnych przyznawanych przez nasz tygodnik. Jak wynika z biogramów wyróżnionych, ich twórczość wpisuje się w nurt wydarzeń, którymi żyła polska kultura w mijającym roku.

Film: Elwira Niewiera i Piotr Rosołowski, Tomasz Kot, Jan Komasa
Literatura: Jakub Żulczyk, Wit Szostak, Zygmunt Miłoszewski
Teatr: Weronika Szczawińska, Radosław Rychcik, Bartosz Porczyk
Muzyka popularna: Wacław Zimpel, Pablopavo, Michał Biela
Muzyka poważna: Dariusz Przybylski, Kwadrofonik, Łukasz Długosz
Sztuki wizualneJakub WoynarowskiNorman LetoBownik

W czerwcu obchodziliśmy 25 rocznicę wyborów 4 czerwca, co skłaniało do pytań o to, jak artyści skorzystali z odzyskanej wolności. W podsumowaniach zabrakło tonów triumfalnych, co świadczyło o realizmie oceniających minione ćwierćwiecze. Również w czerwcu rozgorzała dyskusja wywołana niedopuszczeniem na scenę poznańskiego festiwalu Malta kontrowersyjnego spektaklu „Golgota Picnic”. Jakkolwiek debata została natychmiast wpisana w ogólniejszy spór „dwóch Polsk”, dla wszystkich jej uczestników stało się chyba jasne, jak trudno jednoznacznie określić granice, poza które artyście nie wolno wyjść. Niejednokrotnie pojawiały się też doniesienia prasowe o interwencjach lokalnych władz samorządowych poczuwających się do obowiązku oceniania sztuki, w szczególności awangardowej. Tak więc problem wolności – obok pieniędzy, których brakuje w szczególności teatrom – stał się jednym z dominujących wątków debaty, podsumowujących kulturalny dorobek ćwierćwiecza wolnej Polski.

Nie pojawiały się natomiast głosy wołające o wielkie dzieło na miarę naszych czasów. Temat wyczerpał się przy wcześniejszych okazjach, dzisiaj już nie czeka się na nowe „Przedwiośnie” czy „Wesele”, a przynajmniej nie z nadzieją, że powstaną za rok czy dwa. Czytelnik nauczył się z mnogości pojawiających się na rynku nowości wydawniczych wyławiać rzeczy wartościowe, których przecież nie brakuje. W literaturze współczesnej, co wynika także z naszych nominacji, pojawiło się nowe pokolenie autorów spełniających się nie tylko w tradycyjnie cenionej powieści psychologiczno-obyczajowej. Nasi autorzy z branży kryminalnej tłumaczeni są na obce języki, a ważne zagraniczne tytuły prasowe poświęcają im osobne artykuły. Polscy filmowcy nie przepadają za współczesną literaturą, ale kryminały czasem czytają, o czym świadczą już dwa filmy powstałe na podstawie powieści nominowanego do Paszportu Zygmunta Miłoszewskiego.

Filmowcy zainteresowali się także powieścią Jakuba Żulczyka „Ślepnąc od świateł”, przedstawiającą Warszawę jako miasto „odurzone kokainą”. To – obok wymienionej przez krytyków, lecz nienominowanej powieści Wojciecha Engelkinga „(niepotrzebne skreślić)” – najsurowszy literacki obraz naszej współczesności.

Polskie i dobre

Nie we wszystkich dziedzinach statystyki są satysfakcjonujące, ale ogólna tendencja jest wyraźna: odbiorca znów interesuje się rodzimą twórczością. Minęły czasy, kiedy zaufaniem cieszyło się wszystko, co zagraniczne, czego przykładem były choćby rekordowe wpływy z kiepskich importowanych filmów rozrywkowych. Polskie hity były też najczęściej imitacjami zagranicznych schematów. Ostatnie sezony pokazały, że widownia odwraca się od tandety i nie wybierze się do kina na byle co, reklamowane nazwiskami serialowych aktorów. Wśród trzech nominowanych w kategorii filmowej mamy dwóch współtwórców imponujących sukcesów frekwencyjnych. „Miasto 44”, wyreżyserowane przez Jana Komasę, i „Bogowie”, w których rolę profesora Religi brawurowo zagrał Tomasz Kot, mają prawie dwumilionową widownię, a jeszcze nie zeszły z afisza.

Obydwa przypadki zasługują na uwagę jeszcze z innych powodów. Komasa, najmłodszy w dziejach polskiego kina twórca wielkiej produkcji, dał przykład nowego podejścia do produkcji filmowej. Przez kilka lat przygotowywał się do pracy, zatrudnił najlepszych współpracowników, w tym hollywoodzkich speców od efektów specjalnych, przede wszystkim zaś udało mu się opowiedzieć tragedię powstania w nowoczesnej estetyce, trafiającej do najmłodszej widowni. Nikt tak przed nim nie pokazywał w naszym kinie wojennej historii.

Z kolei Kot to przykład aktorstwa totalnego: każda jego kolejna rola jest precyzyjnie przygotowana, włącznie z transformacją fizyczną, jeśli tylko jest taka potrzeba. Poza tym aktorowi nie zaszkodziły występy w komediach romantycznych i serialach czy wojaże z monodramem po Polsce, nie wspominając już występów w teatrach pozawarszawskich. To jest zresztą charakterystyczne dla wszelkich rankingów układanych przez krytyków: coraz częściej pojawiają się w nich wykonawcy spoza głównych scen, co dowodzi, że już nie jest tak jak dawniej, kiedy uważano, iż aktor teatralny może zrobić karierę tylko w Warszawie lub w Krakowie.

Paszporty POLITYKI 2014Mirosław Gryń/PolitykaPaszporty POLITYKI 2014

Nowe pokolenie

Dlatego nie dziwi też, iż w nominacjach teatralnych mamy nazwiska kojarzone przede wszystkim z głośnymi inscenizacjami przygotowanymi na pozawarszawskich scenach. Trójka wyróżnionych w tej dziedzinie zwraca jednak najpierw uwagę jeszcze z innego powodu – dwoje kandydatów do Paszportu urodziło się w 1981, trzeci w 1980 r. Tak więc możemy niniejszym ogłosić, iż w teatrze pojawiła się kolejna zmiana pokoleniowa: oto nadchodzą jeszcze młodsi zdolni, którzy na pokolenie „ojcobójców” będą spoglądać jak na starszych braci czy młodych wujków. Dwóch z tej trójki, reżyser i aktor, zmierzyło się z zadaniem, którego przez wiele lat teatr polski się bał – na nowo odczytali mickiewiczowskie „Dziady”. Radosław Rychcik miał pomysł ryzykowny, który jednak świetnie się sprawdził na scenie poznańskiego Teatru Nowego: zderzył naszego wieszcza z amerykańską popkulturą, pokazując jednocześnie, że Wielka Improwizacja może brzmieć tak samo wstrząsająco jak słynna mowa Martina Luthera Kinga „I Have a Dream”. Nie tylko Polacy cierpieli bowiem i byli prześladowani z powodów narodowościowych. Ogromną pracę we wrocławskich „Dziadach” Michała Zadary wykonał Bartosz Porczyk, a nie jest to jego pierwsza wielka rola, dlatego – jak piszą nominujący – aktor ma już miejsce w najściślejszej czołówce kraju.

Biogramy naszych nominowanych są typowe dla karier twórców debiutujących w pierwszej dekadzie XXI w. Widać, że wszyscy dobrze wykorzystali możliwości, jakich nie mieli ich rówieśnicy w przeszłych czasach. Być może nawet nie zdają sobie sprawy, jak łatwo wchodzą w europejski obieg i umiejętnie korzystają z możliwości, które stwarza przynależność do międzynarodowej wspólnoty. Nawet miejsce urodzenia nie stanowi żadnej przeszkody. Proszę zwrócić uwagę na ów szczegół w życiorysach – rodzili się w Ciechanowie, Tomaszowie Mazowieckim, Bochni czy Koninie. Co nie przeszkadzało wielu z nich studiować na dobrych zagranicznych uczelniach. Flecista Łukasz Długosz, miejsce urodzenia Stalowa Wola, uczył się w Monachium, Paryżu i New Haven. Można znaleźć wiele podobnych przykładów.

Młodzi artyści potrafią wykorzystać nawiązane na studiach kontakty, czują się tak samo pewnie w konkurencji z krajowymi rywalami i z zagranicznymi. Są dziedziny, w których w inny sposób nie da się dzisiaj zrobić kariery. Najlepszym przykładem muzycy „poważni” (jak nazywamy tę kategorię), którzy mają za sobą udział w kilkunastu międzynarodowych konkursach, na co dzień zaś występują zarówno w Polsce, jak i za granicą. Dodajmy, że korzystają z różnorodnych inspiracji, nie tylko europejskich.

Podobnie artyści spoza kręgu muzyki poważnej. O klarneciście Wacławie Zimplu możemy przeczytać, że fascynuje go Wschód i Afryka. Ceniony w Polsce, zyskał już sobie opinię jednego z najbardziej obiecujących talentów na europejskiej scenie.

Niezależni do bólu

Pierwsza opinia o nominowanym muzyku Michale Bieli sprowadza się do jednego słowa – niezależny. Na niezależność zwracało uwagę wielu krytyków, także przy nazwiskach artystów zgłoszonych, lecz niezakwalifikowanych do finałowych trójek. Nie wchodzą w układy, nie ulegają masowym gustom, nie chcą być popularni za wszelką cenę. Wybierają wolność. I oczywiście płacą za to cenę. Jak zauważyła jedna z nominujących, zachwalając dokonania swego kandydata: „Jedyny ból – za mało osób o tym wie!”.

Pokusa pójścia na łatwiznę, na skróty jest zawsze ogromna. Dzisiaj pewnie jeszcze większa, ponieważ nastąpił niebywały chaos w sferze wartości cenionych, określających pozycję artysty. W głównym nurcie, ugruntowanym przez masowe media, niemal każdy jest gwiazdą, a promocji najlepiej służy dobrze zaplanowany i wyreżyserowany skandal. Najambitniejsi często muszą szukać schronienia w niszy, ale warto wykonać trud, by ich tam odnaleźć, co jest zadaniem dla odbiorcy, ale także dla krytyki.

Ideą naszej nagrody od początku było wspieranie artystów niepokornych, ambitnych, niepoddających się presji masowych gustów. W zdecydowanej większości nagrodzeni nas nie zawiedli. Wystarczy podać przykłady z tego roku: reżyserem „Bogów” jest nasz laureat Łukasz Palkowski. Wśród najważniejszych książek sezonu znajdą się z pewnością wydane w ostatnich miesiącach dzieła posiadaczy Paszportów: Olgi Tokarczuk („Księgi Jakubowe”), Jacka Dehnela („Matka Makryna”) oraz Szczepana Twardocha („Drach”). Zapewne również tegoroczni laureaci potwierdzą w przyszłych latach swą klasę.

Polityka 50.2014 (2988) z dnia 09.12.2014; Paszporty POLITYKI 2014; s. 86
Oryginalny tytuł tekstu: "Młodsi zdolni"
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Uroda przynosi w życiu profity. Ale nie jest źródłem szczęścia

Już trzymiesięczne niemowlęta przyglądają się ładnym twarzom istotnie dłużej niż nieładnym. I niezależnie od wieku, płci i rasy pochylającej się nad nimi osoby.

Grzegorz Gustaw
26.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną