Ludzie i style

...schody do Euro

Rok do Euro: gdzie jesteśmy

Na wszystkich stadionach – w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku – trwają jeszcze prace, choć według pierwotnych planów powinny być już gotowe. Na wszystkich stadionach – w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku – trwają jeszcze prace, choć według pierwotnych planów powinny być już gotowe. Maciej Kulczyński / EAST NEWS
Do rozpoczęcia mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012 został już tylko rok. A tu stadiony niedokończone, drogi rozgrzebane, kolej w rozsypce. Skończyły się żarty, zaczęły się...
Budowa Stadionu Narodowego w Warszawie – ogólnonarodowy kłopot.Filip Klimaszewski/Agencja Gazeta Budowa Stadionu Narodowego w Warszawie – ogólnonarodowy kłopot.
Polityka

Artykuł w wersji audio

Bufor czasowy to dziś zwrot-zaklęcie powtarzane przez wszystkich, którzy przygotowują piłkarską imprezę. Plan obejmuje realizację 46 kluczowych inwestycji, 37 inwestycji ważnych i 136 pozostałych. Wszystko razem o wartości 94 mld zł w wersji podstawowej i ponad 100 mld zł, jeśli doliczy się projekty dodatkowe. Bo przy okazji Euro 2012 zafundowaliśmy sobie pospieszny generalny remont dużej części kraju. Nie tylko budowę nowych stadionów, ale także autostrad, remont dworców i szlaków kolejowych, lotnisk, linii energetycznych.

Ze wszystkim trzeba zdążyć na czas. A wiadomo, że przy takim pośpiechu, tylu placach budów, tylu wykonawcach i podwykonawcach, w kapryśnej polskiej aurze różne rzeczy mogą spowodować opóźnienie. I powodują. Dlatego wszyscy nieustannie przeliczają bufory, by upewnić się, czy wystarczy czasu do nadrobienia zaległości. Politycy PO przeliczają bufor do wyborów, bo poprzez stan przygotowań do Euro 2012 wielu wyborców oceni sprawność ostatnich czterech lat rządów.

Opóźnione stadiony

Dziś najważniejsze są stadiony. Bez nich Euro się nie odbędzie. Już powinny być gotowe, a jest tylko jeden, w Poznaniu, który nie był zresztą budowany od zera, a jedynie modernizowany. Choć przy Bułgarskiej odbył się już inauguracyjny koncert Stinga i rozgrywane są mecze, to wciąż prace nie zostały zakończone. Problemy z murawą śledzi cała Polska, jednak UEFA wytknęła dużo więcej niedoróbek. Ostatnia wizytacja Martina Kallena, kierującego z ramienia UEFA przygotowaniami do imprezy, wypadła pozytywnie. Większość usterek już usunięto. Ta wielomiesięczna procedura pokazuje, że trzy pozostałe stadiony też nie będą miały lekko.

Na wszystkich stadionach – w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku – trwają jeszcze prace, choć według pierwotnych planów powinny być już gotowe. Plany trzeba było zmienić, bo albo surowa zima utrudniła dotrzymanie terminów, albo projekt był modyfikowany, albo też, tak jak we Wrocławiu, wykonawca ślimaczył się, więc trzeba było znaleźć nowego. W Gdańsku pierwotnie zakładano, że stadion będzie gotowy już na początku roku. Dlatego PZPN zaplanował rozegranie tu 9 czerwca meczu Polska-Francja. Mecz trzeba będzie rozegrać w Warszawie na stadionie Legii. Gdańszczanie liczą jednak na rewanż: 9 września zaplanowano mecz z Niemcami inaugurujący otwarcie Stadionu Narodowego. Być może zostanie przeniesiony do Gdańska, bo tam już zapewne uda się skończyć budowę, a w Warszawie raczej nie. Stadion Narodowy ma spore opóźnienie, a na dodatek wykonawca jest w konflikcie z państwowym inwestorem, czyli Narodowym Centrum Sportu.

NCS wykryło, że wielkie betonowe schody kaskadowe prowadzące na górną część korony zostały wadliwie zrobione i grożą zawaleniem, a przez szczeliny dylatacyjne do pomieszczeń dostaje się woda. Wezwał więc wykonawcę do usunięcia usterek w ciągu 14 dni, grożąc zerwaniem umowy. Eksperci twierdzą, że jeśli usterki mają taki charakter, jak opisuje to NCS, to naprawa zajmie nie dwa tygodnie, ale raczej kilka miesięcy. Są jednak i tacy, którzy przekonują, że cała sprawa to element prawnych przepychanek pomiędzy inwestorem a wykonawcą o to, czyją winą jest opóźnienie budowy. Umowa przewiduje bowiem wysokie kary za każdy dzień poślizgu, a wykonawca nie zamierza ich płacić. Wysuwa więc przeciw NCS zarzuty dotyczące zmian w projekcie wprowadzanych w czasie budowy czy nieuwzględnienia ważnych instalacji, dla których po niewczasie trzeba znaleźć miejsce.

– Nie rozumiem, skąd teraz te zastrzeżenia. Generalny wykonawca podpisał oświadczenie, że zapoznał się z projektem i nie ma do niego zastrzeżeń. Umowa daje nam prawo do wprowadzania nieznacznych zmian w trakcie inwestycji. Dodatkowa serwerownia czy kilka gniazdek elektrycznych w pomieszczeniach dla dziennikarzy, które kazała nam dodać UEFA, nie mają wpływu na opóźnienie – przekonuje szef NCS Rafał Kapler. Wykonawca przekonuje jednak, że nie chodzi o kilka gniazdek, ale o poważniejsze zaniedbania związane z przeoczeniem kilku ważnych instalacji. Sprawa nabrała już wymiaru politycznego, bo PJN domaga się z tego powodu wotum nieufności dla ministra sportu Adama Giersza.

Od zielonego do czarnego

Wszystkie przygotowania Polski do Euro koordynuje spółka PL.2012. Pięćdziesiątka głównie młodych ludzi, którzy trafili tu z biznesu, zajmuje się najważniejszymi dziedzinami decydującymi o powodzeniu imprezy: stadionami, drogami, transportem kolejowym, lotniczym, bezpieczeństwem, służbą zdrowia, telekomunikacją i dziesiątkiem innych. Nawet toaletami. Obowiązuje zarządzanie projektowe – ustalane są sprawy, wyznaczane osoby odpowiedzialne, terminy realizacji określonych etapów, zwanych tu kamieniami milowymi. PL.2012 musi skoordynować działanie prawie 200 podmiotów działających w różnych sektorach, branżach, regionach.

Kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, w komputerowym systemie (do którego dostęp ma także UEFA) pali się zielone światło. Kiedy zaczyna się problem, pojawia się żółte, potem czerwone, kiedy sprawa staje się coraz poważniejsza, i czarne, jeśli jest beznadziejna. Przy Stadionie Narodowym paliło się ostatnio zielone, choć NCS ponoć donosił o narastającym od kilku miesięcy opóźnieniu. Marcin Herra, prezes PL.2012, przyznaje, że trzeba zmienić kolor. Sprawa jest poważna, choć jeszcze nie dramatyczna. Mimo to spółka powołała zespół kryzysowy, który ma szukać rozwiązań.

– W najgorszym scenariuszu zakładamy, że budowa może przeciągnąć się nawet o pół roku. Wciąż jeszcze będziemy mieli wystarczający bufor czasowy. Stadion musi zostać przetestowany przed mistrzostwami przynajmniej w dwóch dużych imprezach. W Polsce nie mamy doświadczeń z obiektami sportowymi tej wielkości – tłumaczy Herra. Z pozostałymi stadionami problemów nie przewiduje. W Gdańsku i Wrocławiu odbiory techniczne zostaną dokonane jeszcze latem.

Uskrzydleni kibice

Drugą obok stadionów kluczową sprawą dla sprawnego przeprowadzenia mistrzostw jest transport. Do Polski przyjedzie przynajmniej milion gości, ale są scenariusze mówiące o 1,5, a nawet 2 mln. Wszystko zależy od tego, jak potoczą się eliminacje, których wynik poznamy w listopadzie, oraz od losowania grup, które odbędzie się na początku grudnia. Można jednak założyć, że drużyny Niemiec, Francji, Holandii, Anglii, Hiszpanii będą grały w mistrzostwach, a w tych krajach jest wielu miłośników futbolu gotowych ruszyć w drogę, nawet jeśli nie będą mieli biletów na mecze. Jak dotrą do Polski? Według wstępnych scenariuszy połowa dotrze do nas drogą lotniczą. Dlatego przygotowanie lotnisk ma wyjątkowe znaczenie.

Wbrew pozorom problem nie dotyczy terminali odpraw, ale infrastruktury lotniskowej: pasów startowych, dróg kołowania i płyt postojowych – wyjaśnia Marcin Herra. Chodzi o zwiększenie przepustowości lotnisk, zwłaszcza tych mniejszych, poza Warszawą, by mogły obsługiwać do 30 startów i lądowań na godzinę. Na wszelki wypadek każdy z portów ma wspomagającego dublera: Okęcie – Łódź, Gdańsk – Bydgoszcz, Poznań – Zieloną Górę, a Wrocław – Katowice. Dublerzy będą także obsługiwali ruch małych, prywatnych samolotów, którymi przylecą bogaci kibice.

Największy problem jest jednak z Poznaniem, który długo nie mógł dostać zgody środowiskowej i dopiero zaczyna modernizację lotniska. Oby zdążył. W Gdańsku natomiast trwa budowa terminalu, która ma się skończyć na wiosnę, więc też jest lekki niepokój. Na szczęście istnieje rozwiązanie ratunkowe: tymczasowe terminale w namiotach. To metoda stosowana często na świecie w przypadku dużych imprez.

 

Uwaga całej Polski skupiona jest na autostradach. Założenie było takie, że do czerwca 2012 r. dorobimy się podstawowej sieci przecinającej Polskę wzdłuż i wszerz. Dawno pożegnaliśmy to marzenie, ale z pewnością dzięki imprezie dorobek autostradowy będzie znaczny. Choć budowa trwa na wielu trasach, to dotrzymanie terminów zawsze jest problemem. Dla sporej części dróg termin oddania do użytku to maj 2012 r. Jeszcze żadnej autostrady nie oddano dotychczas w planowanym terminie. Dlatego odcinki z Torunia do Łodzi czy od Krakowa do ukraińskiej granicy mają małe szanse. Choć w komputerach PL.2012 są oznaczone na zielono.

Żółty kolor pojawił się natomiast przy autostradzie A2 z Łodzi do Warszawy, którą w połowie miał zbudować chiński koncern COVEC. Niebawem może pojawić się czerwony. Wykonawca ma problemy (POLITYKA 23), więc opóźnienie rośnie. Co gorsza, zasygnalizował zamiar zejścia z budowy, czyli sprawa jest przegrana. A gdyby nawet drogowcy w ostatniej chwili zdążyli, powstanie kolejny problem: jak przeprowadzić błyskawiczny odbiór trasy? W samym tylko województwie łódzkim trzeba będzie wydać 1200 decyzji administracyjnych. Dlatego trwa przygotowanie planu B: chodzi o to, co zrobić, jeśli autostrady nie będzie. Jak pokierować falą samochodów, które A2 dojadą do Łodzi, by dalej nie ugrzęzły w gigantycznych korkach na zatłoczonej krajówce prowadzącej do stolicy?

Problemy na torach

Paradoksalnie jednak dla logistyki Euro autostrady nie mają tak wielkiego znaczenia. O wiele większe ma kolej. Duża część kibiców będzie poruszała się po Polsce pociągami. Marna to pociecha, zważywszy na stan naszej kolei. Na dodatek UEFA tak skonfigurowała rozgrywki przyszłorocznych mistrzostw, by poszczególne miasta były połączone w pary: Gdańsk z Poznaniem i Warszawa z Wrocławiem. Tak więc kibice, którzy przyjadą do Warszawy, będą musieli dostać się do Wrocławia. Każdy, kto pokonywał tę trasę, wie, że trwa to wyjątkowo długo. Zresztą pozostałe połączenia też nie są łatwe.

PKP Polskie Linie Kolejowe, które zarządzają infrastrukturą, nie obiecują cudów. – Od 1 czerwca do 3 lipca 2012 r. wprowadzimy specjalny rozkład jazdy. W miarę możliwości na wszystkich odcinkach, także tych remontowanych, będą czynne oba tory, aby zapewnić maksymalną przepustowość – zapewnia Kazimierz Peryt, dyrektor Zespołu Euro 2012 w spółce PKP PLK. Niestety, sztandarowa inwestycja, czyli modernizacja linii z Warszawy do Trójmiasta, na pewno nie zostanie ukończona. Na szczęście ma być lepiej niż tego lata, gdy podróż ze stolicy do Gdańska potrwa aż 6–7 godzin. Dzięki zakończeniu części remontów i wstrzymaniu prac na pozostałych odcinkach przejazd ma trwać około 3,5 godziny. To już znośne. Na Euro w Szwajcarii podróże między miastami gospodarzami zajmowały też tyle czasu. Ale już podróż z Warszawy do Wrocławia potrwa 5 godzin. Tu cudów się nie osiągnie, taką mamy kolej. Pewnym rozwiązaniem mają być pociągi czarterowe, wiozące kibiców z jednego miasta do drugiego bez zatrzymywania się na mijanych stacjach, co ma dać niewielką oszczędność czasową.

Niestety, podróże będą odbywały się starymi pociągami. Choć PKP Intercity podpisała niedawno umowę na zakup 20 składów typu Pendolino, to pierwsze pojawią się dopiero w 2014 r. Zarząd spółki nie chce też pożyczać taboru z innych krajów i rozpisuje przetargi na szybkie naprawy starych składów.

Na dworcach ma być trochę lepiej. W ciągu najbliższych 12 miesięcy powinny zakończyć się remonty na głównych stacjach w Poznaniu, Gdyni, Wrocławiu i warszawskich dworcach – Centralnym oraz Wschodnim. Powstanie też, po długich latach męki, kolejowe połączenie lotniska na Okęciu pozwalające na dojechanie do dworca Warszawa Centralna oraz przystanku przy Stadionie Narodowym.

Komunikacja miejska to kolejny ważny element logistycznej układanki. Chodzi o zapewnienie sprawnych połączeń między lotniskiem a centrum każdego miasta, gdzie będą strefy kibica, oraz stadionem. Dzięki Euro do łask wraca tramwaj. W przypadku Warszawy, Poznania i Gdańska wystarczy zresztą tylko wyremontować torowiska, bo stadiony znajdują się w pobliżu istniejących linii tramwajowych. Natomiast Wrocław buduje nową czterokilometrową linię, której kraniec znajdzie się obok stadionu. Niestety, nie uda się zrealizować dwóch planowanych wcześniej inwestycji: budowy drugiej linii metra w Warszawie i przedłużenia linii Poznańskiego Szybkiego Tramwaju. Warszawa i Poznań uznały, że lepiej opóźnić inwestycje, niż przepłacać.

Mimo to miasta gospodarze podeszły do sprawy piłkarskiej imprezy wyjątkowo ambitnie, widząc w niej szansę na promocję. Dlatego programy inwestycyjne – głównie komunikacyjne – są tam bardzo rozbudowane, czasami nawet ponad miarę i możliwości. Zresztą mistrzostwa postawiły wyzwania także przed wieloma firmami. PSE Operator rozbudowuje linie wysokiego napięcia, by poprawić zasilanie miast-gospodarzy (udało się dokończyć linię do Poznania). Euro będzie też wyjątkowym wyzwaniem dla operatorów telekomunikacyjnych. Pojawi się w Polsce 1–2 mln użytkowników telefonów komórkowych i wszyscy będą chcieli dzwonić, korzystać z Internetu i to często z tego samego miejsca. Operatorzy nazywają to syndromem sylwestrowym, kiedy z nastaniem Nowego Roku wszyscy dzwonią i wysyłają esemesy i sieć ledwie wytrzymuje obciążenie. Szczególne wyzwania czekają Grupę TP, która ma status partnera technologicznego UEFA.

– Na potrzeby turnieju stworzymy dedykowaną infrastrukturę (zapewnimy np. komunikację i transmisję danych pomiędzy wszystkimi oficjalnymi miejscami turnieju) i kompleksowe, zintegrowane usługi, z których korzystać będą media, UEFA i kibice – wyjaśnia Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP.

Gwiazdki dla rodziny

UEFA od początku dawała do zrozumienia, że autostrady i koleje to sprawy ważne, ale absolutny priorytet obok stadionów mają… luksusowe hotele. Inaczej o Euro nawet nie ma co marzyć. Na szczęście liczba pokoi w hotelach cztero- i pięciogwiazdkowych jest już, według UEFA, wystarczająca. Stolica dysponuje ponad 12 tys. takich miejsc, Wrocław ma ich 6 tys., Gdańsk niespełna 5 tys., a Poznań – ponad 4 tys.

W tym przypadku organizator mistrzostw troszczy się głównie o rodzinę UEFA, jak określa się zawodników, działaczy, ważnych gości itd. Co do zwykłych kibiców, nie formułuje szczególnych żądań. Będą mieszkali w hotelach niższych kategorii, w miastach oraz poza nimi, w promieniu dwóch godzin dojazdu. Gdańsk może w ten sposób zapewnić noclegi prawie 200 tys. osób, Warszawa – 100 tys., a Poznań i Wrocław przyjmą po 60 tys. gości. Jest też pomysł wykorzystania domów akademickich, ale władze uczelni w miastach, gdzie odbędą się rozgrywki, deklarują, że roku akademickiego nie skrócą, a kibiców w akademikach mocno się obawiają.

– Branża hotelowa zachowuje się wyjątkowo racjonalnie. Nie uległa emocjom, nie inwestuje specjalnie pod kątem Euro, tylko bierze pod uwagę możliwości rozwoju rynku turystycznego. Mistrzostwa to tylko krótka impreza, a hotele muszą na siebie zarabiać w długim okresie – wyjaśnia analityk rynku budowlanego Bartłomiej Sosna z firmy PMR Publications. Jego zdaniem olimpiada w Atenach powinna być dla nas ostrzeżeniem, by nie szarżować z inwestycjami. W Grecji wiele obiektów olimpijskich stoi dzisiaj niemal nieużywanych. W Polsce padają zapewnienia, że wielkie stadiony, o których przyszłość tak się wszyscy martwią, będą po Euro pracowały 365 dni w roku jako miejsca imprez sportowych, koncertów, biura, centra handlowe. Może w ten sposób nie spłacą wydanych na nie pieniędzy, ale nie będzie trzeba do nich dokładać. A na Stadion Narodowy nie powróci Jarmark Europa.

Polityka 24.2011 (2811) z dnia 05.06.2011; Rynek; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "...schody do Euro"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Jak walczono o wolność Ameryki Łacińskiej

Wojny o niepodległość, narodziny państw narodowych Ameryki Łacińskiej i pierwsze ich stulecie.

Piotr Łaciński
10.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną