Monachium: orbita Lewandowskiego

OberRobert
Orbitując w piłkarskim gwiazdozbiorze, Robert Lewandowski usiłuje zachować styczność z prawdziwym światem.
Orbita, po której Robert obecnie się porusza, wymaga również starannego budowania wizerunku, wyodrębnionego od tego, który demonstruje na boisku.
Alexander Hassenstein/Bongarts/Getty Images

Orbita, po której Robert obecnie się porusza, wymaga również starannego budowania wizerunku, wyodrębnionego od tego, który demonstruje na boisku.

Gadżety marki Robert Lewandowski
materiały prasowe

Gadżety marki Robert Lewandowski

W klubowym sklepiku na Saebener Strasse w Monachium zrobiło się tak ciasno, że planowane jest jego przeniesienie w okolice Allianz Areny.
Michaela Rehle/Reuters/Getty Images

W klubowym sklepiku na Saebener Strasse w Monachium zrobiło się tak ciasno, że planowane jest jego przeniesienie w okolice Allianz Areny.

Stoi na samym końcu rzędu piłkarzy Bayernu. Dłonie ma oparte na biodrach i uśmiecha się tak szczerze i szeroko, jakby słyszał anegdotę, którą chwilę wcześniej Maciej Iwański ze sportowej redakcji TVP uraczył 13-osobowe grono polskich dziennikarzy zaproszonych przez Bayern Monachium na zbiorowy wywiad z kapitanem reprezentacji Polski.

Do uśmiechającego się w niewymuszony sposób Lewego można podejść, zajrzeć mu prosto w oczy, a nawet można go dotknąć, ale tylko dlatego, że Lewy jest swoich naturalnych rozmiarów makietą i razem ze swoimi makietowymi kolegami znajduje się w muzeum Bayernu, a konkretnie w sekcji poświęconej najnowszej historii klubu, którą to sekcję otwiera gablota z pięcioma pucharami zdobytymi w 2013 r., kiedy to Bayern, jeszcze bez Roberta w składzie, zgarnął wszystko, co było do zgarnięcia w Niemczech, w Europie i na świecie. Przewodnik tonem prezentera pogody, czyli kogoś, kto oznajmia kwestie oczywiste, informuje, że to najbardziej oblegane miejsce w muzeum, tu robi się najwięcej zdjęć.

1. Orbita

Zaproponowana przez Bayern forma rozmowy z Lewandowskim, czyli trzy kwadranse przy okrągłym stole, jest w tej chwili właściwie jedyną, która wchodzi w grę. Bo osiągnięta przez Roberta pozycja, jak informuje otoczenie napastnika, oznacza bezlik obowiązków i życie w permanentnym niedoczasie. Jest to oczywiście życie całkiem znośne, wziąwszy pod uwagę roczne zarobki Lewandowskiego w Bayernie (szacowane na kilkanaście milionów euro), powiększone o kwoty z kontraktów reklamowych. Jak również święty spokój, spowodowany metodyczną regularnością, z jaką Lewandowski na boisku pokazuje, że jest wart takich pieniędzy.

Orbita, po której Robert obecnie się porusza, wymaga również starannego budowania wizerunku, wyodrębnionego od tego, który demonstruje na boisku. Pracuje więc na zlecenie Lewego firma, która ma w swojej ofercie rozmaite gadżety z dość chmurnym wizerunkiem twarzy piłkarza, oraz – w wersji alternatywnej – sygnowane kanciastym logo RL, które, jak uznał Robert, po prostu mieć wypada, jak się jest w tej samej konstelacji co taki na przykład Cristiano Ronaldo. Można zatem kupić m.in.: breloczek, etui na telefon, zapalniczkę, szklankę, myszkę bezprzewodową, mydło i powidło, a nawet białe czekoladki w wykwintnym metalicznym pudełku, czyli zgodnie z oficjalnym nazewnictwem: 4-częściowy zestaw orzechowo-nugatowy. Cena zestawu: 35 zł plus koszty wysyłki.

Między graniem, trenowaniem, odpoczywaniem oraz litanią obowiązków będących naturalnym następstwem życia w piłkarskim kosmosie Robert Lewandowski znajduje jednak 45 minut na spotkanie z polskimi dziennikarzami. Na Saebener Strasse, sercu Bayernu, gdzie znajdują się boiska treningowe, biura, gabinety odnowy biologicznej, klubowy sklepik (ale już robi się tu za ciasno i poważnie rozważana jest przeprowadzka pod nowy adres, nieopodal Allianz Areny, tak aby swój kąt dostały wszystkie dzieci wielkiej rodziny Bayernu, w tym również sekcja szachowa), jest ciasna, ustronna, pomalowana na szaro sala, z szarym okrągłym stołem pośrodku. Robert będzie tam o 13.

Wchodzi, po cywilnemu. Ciemne spodnie, grafitowa koszula ciasno zapięta na ostatni guzik. Siada w miejscu fotogeniczym, mając za plecami zdjęcie podświetlonej nocą na czerwono Allianz Areny. Przed pierwszym pytaniem nastaje chwilowe skrępowanie, nie bardzo wiadomo, od czego zacząć, aż w końcu doniosłość sytuacji podkreśla redaktor Stefan Szczepłek, dla którego większość z 32 lat spędzonych w zawodzie to były lata naznaczone polskimi futbolowymi klęskami, w związku z czym, jak wyznaje, stracił zupełnie nadzieję, że przyjedzie kiedyś do jednego z najlepszych klubów świata specjalnie dla jego największej gwiazdy, którą jest Polak. I że to niebywale miłe uczucie. Robert się uśmiecha i odpowiada, że jemu również jest miło, a nawet odczuwa pewną dumę, bo nie słyszał, by któregoś z kolegów z Bayernu zaszczyciła podobna wycieczka.

2. Cuda

Pytania. O punkty zwrotne. O pewność siebie, jaką zyskał dzięki transferowi do Bayernu. O jesienną eksplozję skuteczności. O idoli. O miejsce na krótkiej liście kandydatów do Złotej Piłki. O metamorfozę reprezentacji, o jej możliwości. Robert mówi, że na temat tego, co zyskał jako piłkarz najpierw w Borussii Dortmund, a teraz w Bayernie, można by mówić długo, począwszy od kwestii zasadniczych, czyli podejścia do zajęć. W Polsce zdarzało mu się słyszeć, żeby na treningach nie grzeszył nadgorliwością, bo jeśli się wystrzela, to nie wystarczy mu amunicji na mecz – i to wcale nie brzmiało jak żart. Tymczasem tu, w Bayernie, to jest futbolowy Harvard, bo podczas tych ćwiczebnych gierek regularnie mają miejsce takie cuda, że właściwie powinno się je filmować i sprzedawać jak futbolową bombonierkę. Do tego jeszcze w tym niewymuszonym artyzmie wszystko jest na poważnie i albo się odnajdziesz, albo przepadasz. Ja się odnalazłem, powiada Lewy, i to jest kapitał, z którego korzystam ja, Bayern, reprezentacja.

Trzy kwadranse i ani chwili dłużej, bo dalej jest kolejna pozycja do odhaczenia w harmonogramie dnia: na Lewego czekają z kamerami reporterzy pracujący na zlecenie Bundesligi nad reklamowym dokumentem o niemieckiej lidze, która, późno bo późno, ale w końcu zdecydowała się na podbój wykazujących niezaspokojony apetyt na futbol w najlepszym wydaniu rynków Azji Południowo-Wschodniej. Bayern będzie więc musiał wpleść w harmonogram kolejne letnie tournée, a wabikiem na tamtejszego kibica ma być przybliżenie największych gwiazd Bundesligi. Lewy jest pierwszy na niezbyt długiej liście. Rozpiera się na skórzanej kanapie. Kolejne pytania o życie i twórczość, o patent na strzelenie pięciu goli w dziewięć minut.

Miejsce Roberta przy szarym stole zajmuje teraz szef rady nadzorczej Bayernu Karl-Heinz Rummenigge, w latach 70. i 80. świetny napastnik. Są podejrzenia, że następne tego typu spotkanie z Robertem może być organizowane w zupełnie innym miejscu. Konkretnie – w Madrycie, gdyż temat transferu Lewandowskiego do Realu powrócił w związku z ostatnim kryzysem w królewskim klubie, a tam na kryzysy znają jedno lekarstwo: kolejne zakupy. Więc Karl-Heinz Rummenigge zostaje poproszony o ustosunkowanie się do zakusów Realu, a mówiąc konkretnie: czy Robert jest na sprzedaż, a jeśli tak, to za ile? Rummenigge dziwi się: Bayern jest przecież klubem z ambicjami, a jako taki musi mieć piłkarzy nie do sprzedania za żadne pieniądze. Z dzisiejszego składu: Neuer, Alaba, Mueller, Douglas Costa. No i oczywiście Robert.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną