Ludzie i style

Na wieki wieków jednorazówka

Zaleje nas ocean plastikowych toreb

Szczególny niepokój ekologów budzi zanieczyszczenie plastikiem mórz i oceanów. Stanowi ono bezpośrednie zagrożenie dla życia zwierząt i już zaczęło zmieniać ich ekosystem. Szczególny niepokój ekologów budzi zanieczyszczenie plastikiem mórz i oceanów. Stanowi ono bezpośrednie zagrożenie dla życia zwierząt i już zaczęło zmieniać ich ekosystem. Pierre Huguet/Biosphoto
Torebki plastikowe zaśmiecają świat – i będą tak zaśmiecać jeszcze długo. Ale lepiej używać ich wielokrotnie, niż szukać alternatywy.
Plastikowe jednorazówki stały się najbardziej widocznym w otoczeniu efektem funkcjonowania społeczeństwa konsumpcyjnego.Christopher Furlong/Getty Images Plastikowe jednorazówki stały się najbardziej widocznym w otoczeniu efektem funkcjonowania społeczeństwa konsumpcyjnego.
Wodicka/Ullstein Bild/Getty Images

Artykuł w wersji audio

Kubły na śmieci, gdzie wrzuca się plastik do recyklingu, wypełniają się w domu najszybciej półprzezroczystym, błyszczącym, szeleszczącym odpadem – foliową siatką po zakupach. Tegoroczna akcja Sprzątanie Świata (16–18 września w całej Polsce) ma skłonić do unikania impulsywnego wyrzucania różnych odpadów. A foliowy worek doskonale wpisuje się w ideę proponowanej kolejności postępowania: najpierw minimalizować odpady, używać przedmiotu przez dłuższy czas, a dopiero potem zagospodarowywać surowce wtórne. Słowem: teraz należy się foliówce nieco więcej szacunku.

Mocne uszy

Plastikowe torby wiszące na haku obok kasy w supermarkecie, a potem zalegające w szafce obok kubła na śmieci są wzgardzonym elementem codziennego życia. Rzadko doceniamy w drodze do domu, że ich lekkość i wytrzymałość (są w stanie utrzymać tysiąckrotność swojej wagi) to prawdziwy cud inżynierii materiałowej. Inne właściwości – wodoodporność, przepuszczalność powietrza czy odporność na dziurawienie odbierane były jeszcze kilkadziesiąt lat temu jako cechy wręcz magiczne. Gdy w latach 80. w Stanach Zjednoczonych (ale też w Polsce kilka lat później) pojawiały się w sklepach pierwsze takie jednorazowe torebki, ludzie nie ufali przy kasie, że udźwigną one kupione przez nich puszki i pudełka z żywnością.

Jednorazówki się sprawdziły i nadal produkowane są w niezmienionej formie. Są jednocześnie elastyczne i bardzo wytrzymałe dzięki mieszaninie surowca – dwóch rodzajów roztopionych plastikowych grudek: tych z polietylenu dużej gęstości z tymi z polietylenu niskiej gęstości. Polietylen dużej gęstości sprawia, że siatki stają się wytrzymałe, ale kruche, a mieszany z nim polietylen niskiej gęstości czyni je elastycznymi, ale też zbyt rozciągliwymi. Dopiero ich kombinacja daje materiał, z którego powstaje dobra jednorazówka.

Plastik na torebki suszony jest po roztopieniu gorącym powietrzem w specjalnych tunelach, gdzie nadawana jest mu jednocześnie forma ogromnych przezroczystych rękawów (mają one kilkaset metrów długości i grubość kilkudziesięciu mikronów). Gdy rękawy wyschną, ich ścianki są ze sobą sprasowywane, tworząc podwójną plastikową folię. Automatyczne nożyce odcinają wtedy jej brzegi, które wykorzystywane są później jako uszy porządniejszych, oznaczonych nadrukiem toreb z grubszej folii. Jednorazówki wytłaczane są z beli tej podwójnej folii, a ich mocne, prawie niewidoczne szwy skleja się ponownie pod wpływem ciepła.

Taki sposób produkcji siatek foliowych opatentował w latach 60. szwedzki inżynier Sten Gustaf Thulin. Wytwarzane według jego metody jednorazówki wyparły powoli z fabryk „torby T-shirtowe”, bo wcześniej starano się formować i sklejać plastik tak, jak dzisiejsze torby papierowe. Złożony produkt końcowy przypominał złożony w kostkę T-shirt – stąd nazwa. Dzięki pomysłowi Thulina ze 100 kg folii można w bardzo krótkim czasie (jedna siatka na sekundę) wytłoczyć na linii produkcyjnej prawie 17 tys. torebek – takie dane przytacza seria „Jak to jest zrobione?” stacji telewizyjnej Discovery Channel.

Stąd do wieczności

Na linii produkcyjnej gotowe jednorazówki wypełniane są pod koniec jeszcze sprężonym gorącym powietrzem w procesie zwanym koronowaniem. To dzięki obróbce koronowej, gdy w supermarkecie odrywana jest z rolki jedna torba, następna sama lekko się otwiera. Jednorazówki poddawane są też przez producentów testom wytrzymałościowym. Ważny jest test przebieżki (ang. jog test), w którym do siatki wkładany jest ciężar odpowiadający mniej więcej sześciopakowi piwa, po czym ramię maszyny macha siatką 175 razy – tyle machnięć ręką ma wykonywać klient przenoszący towar z kasy na parking samochodowy.

„Ważne jest to, że producenci toreb plastikowych skupiają się tak mocno na przejściu z towarem do samochodu. W tym czasie większość osób wykorzystuje jedyny raz plastikowe torby, a największa zaleta tej siatki staje się wtedy jej największą wadą” – pisze w „Wired” Sarah Zhang. Dlaczego? Bo foliowa torebka jest na tyle wytrzymała, że trwać będzie po zużyciu do tysiąca lat, przynajmniej według dzisiejszych szacunków.

Efekt jest taki, że w samej Unii Europejskiej rocznie ląduje w śmieciach 8 mld worków plastikowych – podaje federacja organizacji European Environmental Bureau. Średnią, czyli 190 torebek plastikowych na obywatela, zawyża ostro m.in. Polska, gdzie na jednego obywatela przypada rocznie 466 takich siatek – wylicza znów Komisja Europejska.

We Francji, która w czerwcu tego roku wprowadziła, wzorując się częściowo na Stanach Zjednoczonych, całkowity zakaz używania cienkich jednorazówek, na obywatela przypadało wcześniej rocznie tylko 80 siatek. Francuzi objęci nowym prawem szukają właśnie alternatywnych rozwiązań dla sytuacji, gdy muszą sprzątnąć w coś wytrzymałego z ulicy psią kupę albo spakować na basenie w coś wodoodpornego mokry kostium kąpielowy.

Nie można rozpatrywać danych liczbowych, wpływu jednorazowych toreb plastikowych na środowisko naturalne i rozwiązań ograniczających ich wyrzucanie, wyrywając sam produkt z towarzyszących mu okoliczności. Z perspektywy właściciela małego sklepu w dużym mieście sytuacja plastikowego worka wygląda tak: – Zużywamy dziennie półtora tysiąca toreb plastikowych. Tych małych, delikatnych, czyli tak zwanych zrywek, i tych dużych siat z uszami – mówi Paweł Modzelewski, właściciel pawilonu warzywnego na bazarze przy warszawskiej Hali Marymont. Modzelewski, który w życiu prywatnym stara się ograniczyć korzystanie z plastikowych toreb, w pracy nie zastanawia się już nad wpływem tej masy na środowisko naturalne.

Ciężar opakowań

Polski sprzedawca nie widzi dla jednorazówek alternatywy, bo zapakowanych w plastik zakupów oczekuje od niego większość klientów. To głównie osoby starsze, które jego zdaniem nadal nie mają świadomości, że wyrzucana jednorazówka się nie rozłoży. Niektórzy proszą nawet, by każdy rodzaj warzyw czy owoców pakować im do domu w osobną siatkę. Ale wśród kupujących u niego jest też coraz więcej takich warszawiaków, którzy unikają plastikowych opakowań. To mniej więcej 30 proc. jego klientów – głównie młodych kobiet.

Modzelewski nie miałby nic przeciwko temu, by więcej osób przynosiło na zakupy własne siatki. Tym, którzy unikają plastiku i przynoszą w związku z tym nawet słoiki na kapustę kiszoną, stara się takie zakupy ułatwiać. Słoiki z mokrym towarem i ekologiczne torby, do których wrzuca luzem inne kupowane rano warzywa i owoce, klienci mogą odebrać w jego pawilonie po pracy. Zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy sprzedawcy tak robią. Ale znów pomysł popierany przez Jacka Schindlera, wykładowcę z Instytutu Kulturoznawstwa Uniwersytetu Wrocławskiego i członka organizacji Ashoka. Innovators for the Public – żeby obciążyć właścicieli sklepów opłatą za zużywane torby i w ten sposób ukrócić swobodne i bezrefleksyjne rozdawnictwo – wydaje się sprzedawcy nietrafiony. Bo opłata obciążyłaby tylko kieszeń klienta.

Schindler wskazuje na to, że jednorazówka jest już jednym z niewielu artykułów na polskim rynku, który ciągle jest rozdawany. To nie przyczyni się do zmniejszenia tej zużywanej masy foliówek. A fiaskiem zakończyły się parę lat temu próby wprowadzenia ustawy (inicjatywa obywatelska), która sprawiłaby, że worki byłyby w Polsce właśnie obligatoryjnie sprzedawane konsumentom. Wprowadzona została za to dla przemysłowców tzw. opłata produktowa, która miała finansować późniejsze przetwarzanie odpadów opakowaniowych. – To rozwiązanie źle działa, bo pieniądze nie trafiają wprost do obsługi odpadów odbieranych za pomocą systemu komunalnego – ocenia Schindler.

Trudno sobie jednak wyobrazić, byśmy w Polsce całkiem zrezygnowali z plastikowych toreb i opakowań. Zajmująca się ekologią firma konsultingowa Denkstatt wyliczyła pięć lat temu, że gdyby rolnicy, sprzedawcy i konsumenci używali tylko opakowań z drewna, ze szkła i z kartonu to ciężar opakowań produktów wzrósłby 3,6 razy, a energia wykorzystywana w produkcji i transporcie takich pojemników wpłynęłaby na wygenerowanie 2,7 razy więcej gazów cieplarnianych. Jeżeli chodzi o wpływ ma środowisko, szkodliwość nierozkładalnych toreb plastikowych nie jest więc tak oczywistą sprawą.

Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę wpływ na środowisko proponowanych dla plastiku alternatyw. Papierowe torby są cięższe od plastikowych, więc więcej energii potrzeba do ich wytworzenia i transportu. Produkcja toreb bawełnianych, które nie podlegają przeważnie recyklingowi, jest jeszcze bardziej szkodliwa dla środowiska. Pół kilo kwiatów bawełny oznacza wcześniejsze zużycie przez plantatora 20 tys. litrów wody oraz bardzo dużej, w porównaniu z innymi roślinami, ilości pestycydów i środków owadobójczych. Najlepszym dla ochrony środowiska rozwiązaniem pozostają właśnie bardzo wytrzymałe torby wielokrotnego użytku plecione ze sztucznych włókien zrecyklingowanego plastiku.

Gdy morze nie może

To jednak plastikowe jednorazówki stały się najbardziej widocznym w otoczeniu efektem funkcjonowania społeczeństwa konsumpcyjnego. Stały się symbolem niekontrolowanego zużycia surowców. Porzucone przez ludzi, zapełniają wysypiska śmieci, zapychają burzowce, zaśmiecają ulice, tkwią w koronach drzew i zanieczyszczają oceany, gdzie ryby, ptaki morskie i ssaki zjadają plastikowe torby albo giną, nie mogąc się z nich wyplątać.

Skutki mogą być też inne: na przykład meduzy zaczęły używać plastikowych toreb jako środków oceanicznego transportu, które unosząc się z prądem morskim, umożliwiają im bezpieczne przedostawanie się w inne odcinki oceanu. Biolodzy morscy uważają takie rozprzestrzenianie się meduz za zły znak, bo zjadają one wtedy plankton przeznaczony dla innych stworzeń morskich. Foliowe jednorazówki będą w przyszłości z oceanu trudne do usunięcia, choć nie stanowią jeszcze w wodzie tak dużego problemu, jak praktycznie nieusuwalne plastikowe drobinki. Te ostatnie, wielkości ziarenka piasku, nadal dodawane są do kosmetyków, które razem z kranówką spływają do dużych akwenów. Brakuje skutecznie działającego globalnego zakazu ich stosowania w przemyśle kosmetycznym.

Na powierzchni ziemi z nadmiarem toreb plastikowych niektórzy Polacy nadal radzą sobie w sposób bezmyślny – przez wrzucanie ich do własnego pieca. – Z tym powoli będziemy sobie radzić, bo to problem, który dotyka od razu ludzi w bliskim otoczeniu – komentuje Jacek Schindler, zwracając uwagę, że kampanie społeczne dotyczące spalania plastiku są w Polsce skutecznie zaprojektowane, bo eksponują przede wszystkim odpowiedzialność za zdrowie, a nie odpowiedzialność za przyrodę, o co spalaczy torebek trudno przecież podejrzewać.

Naukowiec badający recykling w Polsce patrzy na plastikowe torby przez pryzmat tego, czy w danej sytuacji wytwarzają problem, czy go rozwiązują. Są przykłady, gdy plastik bardzo dobrze się sprawdził – na przykład w przemyśle budowlanym. Wymyślono już plastikowe worki, które wrzuca się do betoniarki razem z zaprawą. Plastik wzbogaca taką zaprawę, znika też automatycznie problem odpadów. Materiał sprawdził się też dobrze jako ogromne worki – big packs – które są używane na budowie do przenoszenia kamieni, kostki brukowej, peletu. W jeden superwytrzymały worek można pakować tonę, dwie tony takich materiałów. Big packs, które wyglądają jak duża torba na zakupy, są wielokrotnego użytku i rozwiązują właśnie konkretny problem.

Nie można tego samego powiedzieć o wyciszających sumienie konsumenta workach biodegradowalnych. Okazały się one nieskutecznym rozwiązaniem dla problemu zaśmiecania plastikiem oceanów – ostrzegli o tym w maju czołowi naukowcy odpowiedzialni za problemy ochrony środowiska w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Biodegradowalne torby zaczynają rozkładać się dopiero w temperaturze 50 stopni Celsjusza, której nie osiągnie woda w oceanie. A ponieważ nie utrzymują się na powierzchni wody, nie pomoże tu również działanie promieni słonecznych. Co najwyżej w ścieku mogą się plastikowymi torbami kiedyś zająć bakterie. W próbkach brudnej wody japońscy naukowcy odkryli w tym roku mikroskopijne organizmy Ideonella sakaiensis, które w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przystosowały się do zalegającego w wodzie nowego pokarmu (na razie rozpuszczają enzymami i trawią tylko opakowania typu PET, ale od czegoś natura musi zacząć).

Rozłożenie kawałka plastiku wielkości paznokcia zajmuje mikroorganizmom 6 tygodni w temperaturze 30 stopni Celsjusza. Naukowcy liczą, że dzięki inżynierii genetycznej, będą mogli ten oczyszczający Ziemię proces w przyszłości przyspieszyć. Na razie pozostaje więc ludziom zacząć wykorzystywać wielokrotnie superwytrzymałe torby plastikowe. Byle z szacunkiem do przedmiotu.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Gasiłem getto. Świadectwo człowieka, który w czasie powstania w getcie pracował jako polski strażak

Któregoś dnia widziałem tak potworne wydarzenie, że prawie zemdlałem.

Janusz Ostrowski
04.11.2009
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną