„SNL”: pomyłka z Krupą, strzał w dziesiątkę z Karolakiem
Najwyraźniej jedyne, czego potrzeba zdolnej obsadzie polskiego „Saturday Night Live”, by lśnić pełnym blaskiem, to dobry gość prowadzący.
Tomasz Karolak w „Saturday Night Live”
mat. pr.

Tomasz Karolak w „Saturday Night Live”

Niech Showmax przestanie sięgać po celebrytów bez doświadczenia aktorskiego, bo efektem są słabe odcinki. Dwa najnowsze doskonale obnażyły, co działa, a co nie działa w „SNL”. Joanna Krupa dobitnie udowodniła, że nie wystarczy czytać tekstów, trzeba mieć po prostu komediowy dryg. Tomasz Karolak z kolei pokazał, że gdy taki talent się ma, tekstów czytać nie trzeba. I choć już od pojawienia się w programie Piotra Adamczyka wielu utyskiwało, że pewnie zaraz zaproszą i Karolaka, bo ten pcha się wszędzie, to teraz można tylko żałować, że nie zrobiono tego wcześniej!

W porównaniu z gospodarzem ostatniego, siódmego odcinka tym bladziej wypada prowadząca wcześniejszy program Joanna Krupa. Raz że jej otwierający monolog przejdzie do historii jako ten bez żadnego dobrego żartu, a dwa – że w późniejszych skeczach albo jedynie robiła za dekorację (ślub, escape room, nowa łazienka, reklama ze środkiem na nietrzymanie oczu), albo miała ledwie kilka linijek tekstu, do tego źle czytanego (ze względu na amerykański akcent). W sumie więc winić trzeba nie Krupę, ale producentów, którzy wpadli na pomysł, by ją w ogóle zaprosić, obniżając poziom. Podobnie wcześniej było z Robertem Biedroniem.

Ale ogólna ocena „odcinka Krupy” niekoniecznie jest niska, bo stała obsada ratowała sytuację. Może Kamil Truban i Laura Breszka mieli gorszy dzień w „Weekend Update”, ale za to Michał Zieliński jak zwykle dał popis (absolutnie najsilniejszy element składu polskiego „SNL”), najpierw jako Donald Tusk w świetnym skeczu otwierającym, później zaś jako artysta w numerze z remontem łazienki. Jeżeli dołożymy do tego zabawny „Escape Room” i niezłe „Ślub” i „CHWDP” (ten jeden skecz, w którym ciekawie odwołano się do Krupy!), wyjdzie na to, że okazji do śmiechu mało nie było.

Karolak: To był dramat!

Co do Tomasza Karolaka – „jego” odcinek był najlepszym z dotychczasowych. „Rodzinka królów”, odwołująca się do „hitu” TVP, czy „Kocham porno” z „Grażyną Torbicką” to jedne z lepszych momentów w dotychczasowej historii polskiego „SNL”. Do tego trzeba dodać „Masterclass”, czyli reklamę kursów aktorstwa z Karolakiem, oraz trochę hermetyczną, ale tym ciekawszą reklamę skandynawskiego kryminału „Zimne oczy”, a przede wszystkim „Salomona”, którzy w annałach „SNL” zapisze się jako pierwszy prawdziwie spalony skecz.

Otóż Karolak, tak jak reszta obsady, nie potrafili zapanować tu nad śmiechem, i choć jakoś doprowadzili fabułę do końca, to sam prowadzący w pewnym momencie powiedział, że nie da rady, a potem podsumował: „To był dramat”. Z perspektywy widza był to jednak numer udany, przypominający, że to wszystko transmitowane jest na żywo, a wpadki to po prostu urok tej formuły.

Po siedmiu odcinkach rodzinnego „Saturday Night Live” można więc stwierdzić, że jeżeli producenci będą wspomagać stałą obsadę gośćmi dobieranymi ze względu na komediowy dryg, a nie rozpoznawalne nazwiska, możemy doczekać się naprawdę dobrych skeczy.

Choć trzeba by jeszcze chyba pazur, który często czuć w „Weekend Update”, przenieść i na pozostałe skecze – ciekawe, ale jednak niebiorące się za bary z najtrudniejszymi kwestiami, nieobnażającymi prawd o Polsce i Polakach tak dobrze jak choćby wspaniałe rysunki Janka Kozy. A właśnie z takiej odwagi biorą się najlepsze numery oryginalnej edycji.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj