YouTube wylewa twórców z kąpielą
Materiał Pawła Opydo o jego problemach z Universal Music Poland to kolejny rozdział opowieści o pladze nadużyć na YouTube.
YouTube ufa właścicielom praw, a więc swoim partnerom.
Rachit Tank/Unsplash

YouTube ufa właścicielom praw, a więc swoim partnerom.

Zacznijmy od wykładni prawa autorskiego: według obowiązujących przepisów dozwolone jest wykorzystanie fragmentu dzieła w nowym utworze, jeśli ten nowy utwór to np. analiza krytyczna (recenzja), pastisz czy parodia. W skrócie: jeśli youtuber kręci recenzję filmu, zgodnie z prawem autorskim ma prawo zaprezentować fragmenty tego filmu.

Ale teoria ma coraz częściej niewiele wspólnego z rzeczywistością. Youtuberzy działający zgodnie z prawem są uznawani za złodziei. Ich filmiki (a czasem całe konta) są blokowane, a zyski przejmowane niekiedy przez podmiot zgłaszający. Znowu w teorii: problem powinna rozwiązywać możliwość odwołania się, którą ma każdy youtuber. Rzecz w tym, że taka osoba odwołuje się nie do YT, ale do podmiotu zgłaszającego.

YouTube nie chroni youtuberów

Jeśli więc firma X zgłosi, że youtuber Y łamie jej prawa autorskie, a youtuber Y się z tym nie zgodzi, to może się odwołać do firmy X. Jak zwykle takie firmy reagują? Odrzucają odwołania, nawet gdy to bezzasadne.

Czytaj także: Łukasz Jakóbiak: coach z YouTube

Mamy do czynienia z nadużyciami. W kwestii praw autorskich YouTube przyjął, że ufa właścicielom praw, a więc swoim partnerom, takim np. jak firma Universal Music Poland. YT wierzy, że jeśli Universal zgłosi jakiś film, to potraktuje ewentualne odwołanie serio i je rozpatrzy. Tak się nie dzieje.

Youtuber Paweł Opydo w materiale na swoim kanale opisuje doświadczenia z Universalem, który zgłosił pięć jego filmów jako naruszające jej prawa autorskie. Rzeczone filmiki to odsłony cyklu „Złe piosenki” – w każdym odcinku Opydo bierze na warsztat inny teledysk, analizując fragmenty tekstu i sam klip, czepiając się szczegółów i generalnie odnosząc się do wszystkiego z humorem. To coś na pograniczu recenzji i satyry. Universal uznał, że autor narusza przepisy. W czym nie ma racji, bo w dwu–trzyminutowych filmikach Opydo umieszcza najwyżej 15–30 sekund fragmentów oryginałów.

Bat na youtuberów

Paweł Opydo nie jest odosobniony. To problem, o którym regularnie przypominają youtuberzy ze Stanów i innych krajów – wielkie studia filmowe blokują recenzje, by przejąć zyski. I nikt nie może nic z tym zrobić, bo instytucją odwoławczą są sami zgłaszający. Jeśli youtuber będzie się odwoływał, a jego odwołania będą odrzucane, skończy się całkowitym zablokowaniem materiału i ostrzeżeniem. Trzy ostrzeżenia to blokada całego kanału.

Czytaj także: By dotknąć youtubera, trzeba odstać w kilkugodzinnej w kolejce

YouTube wylewa dziecko z kąpielą. Z jednej strony to zrozumiałe, że właściciele treści ich pilnują, zwłaszcza biorąc pod uwagę zalew piractwa. Ale YT nie wprowadził żadnego systemu kontroli nad zgłaszającymi. Jest bat na youtuberów, którym albo blokuje się filmiki, albo zabiera zyski. Nie ma zaś bata na zgłaszającego, który może robić, co chce, bez oglądania się na wykładnię prawa.

Powstało więc bardzo sprawne narzędzie cenzury. Studia mogą np. blokować nieprzychylne recenzje, a firmy fonograficzne ucierać nosa youtuberowi, który wytyka miałkość tekstów piosenek i niedociągnięcia teledysków.

Recenzje i publicystyka coraz częściej przenoszą się na YouTube, a materiały wideo zastępują teksty. Takie podejście YT może więc stać się z czasem większym problemem niż bolączką pojedynczych youtuberów.

Czytaj na: 15 najbardziej znienawidzonych wideo na YouTube

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj