Surowa woda: bzdura czy lek na wszelkie zło?
Sprzedawana po bajońskich sumach surowa woda robi furorę na całym świecie. Czy rzeczywiście jest taka zdrowia, jak twierdzi jej producent?
Szef firmy, która oferuje surową wodę, wmawia klientom, że woda z kranu to tablica Mendelejewa w najbrudniejszej postaci. Słusznie?
Aidan Meyer/StockSnap.io

Szef firmy, która oferuje surową wodę, wmawia klientom, że woda z kranu to tablica Mendelejewa w najbrudniejszej postaci. Słusznie?

O surowej wodzie piszą i mówią dziś wszyscy. Nie tylko „New York Times” albo „Forbes” na świecie, ale także polski „Super Express”, TVN24, niezliczone portale zajmujące się zdrowiem oraz prasa lokalna. Takie stadne zainteresowanie tematem nie musi być wcale wyznacznikiem jego wartości, ale widać, że surowa woda płynie do nas z Kalifornii coraz szerszym strumieniem, więc czas, by czytelnicy POLITYKI również dowiedzieli się czegoś na jej temat.

Dolina Krzemowa to, jak wiadomo, światowe centrum nowych technologii. Łatwo spotkać tu ludzi, którzy wierzą, że mogą zmieniać rzeczywistość. Lubią, gdy im się mówi: swoją wyobraźnią wyprzedzacie współczesność. Mistrzowie start-upów, twórcy praktycznych aplikacji, sztucznej inteligencji… Okazuje się, że nie tylko.

Jak grzyby po deszczu wyrastają tam firmy spełniające zupełnie inne oczekiwania, choć też na miarę XXI wieku: pigułki rozszerzające pamięć, koktajle usuwające zmęczenie, roślinne mikstury wpływające na koncentrację. Niewielkie jest ich znaczenie praktyczne, bo wykorzystują efekt placebo, ale cieszą się olbrzymim zainteresowaniem wśród pokolenia milenialsów, mających dość pieniędzy, by je wydać na pseudomedyczne cuda.

Czym jest surowa woda?

Sprzedaż surowej wody (z ang. raw water) wpisuje się w tę modę. Można powiedzieć, że jest kolejną odsłoną – po tzw. smart drugs, czyli roślinnych dopalaczach, pigułkach odchudzających i minerałach poprawiających kondycję – wdrażania w życie zasad naturalnej medycyny, czegoś w kontrze do rozwoju cywilizacyjnego.

Szef firmy, która oferuje surową wodę (za niebagatelną cenę, po przeliczeniu na polską walutę 10–13 zł za litr), wmawia klientom, że woda z kranu, jaką piją na co dzień, to tablica Mendelejewa w najbrudniejszej postaci, ze szkodliwymi chemikaliami, lekami i wytworami skorodowanych rur. Rzeczywiście w niektórych miejscach na świecie – na pewno również w USA i Polsce – można znaleźć domy, gdzie kranówka nie jest najzdrowsza i nie powinna być pita przed przegotowaniem. Ale czy ludzie zdani na zniszczoną sieć wodociągową nie mają żadnej innej alternatywy i za ciężkie pieniądze muszą raczyć się tzw. surowizną, którą zaczęli promować cwani biznesmeni?

Eksperci krytycznie wypowiadają się na temat ekologicznych głupstw, które w marketingowym opakowaniu sprzedają mediom entuzjaści surowej wody: że jest zdrowsza od wszystkich innych płynów, ponieważ naturalna, niefiltrowana, nieoczyszczona, z najczystszych źródeł. Tylko że taka „surowa i czysta” nie jest wcale bezpieczniejsza, ponieważ mogą być w niej bakterie E. coli lub pasożyty! Co nie musi być groźne dla wszystkich, ale ci, którzy mają pecha lub słabszy układ immunologiczny – zwiększają u siebie ryzyko zachorowania na gardiozę, dur brzuszny lub wirusowe zapalenie wątroby typu A.

Fani prozdrowotnego stylu życia otrzymali z Doliny Krzemowej nowy, kosztowny eliksir. Mukhande Singh z firmy „Life Water” – pomysłodawca i producent tego ekologicznego towaru – w ciągu kilku tygodni stał się majętnym człowiekiem, ponieważ wiedział, że znajdzie wokół siebie wielu, którzy uwierzą w jego dyrdymały. Opowiada na przykład, że woda w kranach jest zatruta, ponieważ pochodzi z toalet, w których rozpuszczane są hormonalne pigułki antykoncepcyjne. A fluor, dodawany w niektórych wodociągach w celu ochrony zębów przed próchnicą, to jego zdaniem nic innego jak sposób na kontrolowanie umysłów. Nie wiem sam, czy w to wierzy, czy też tak dobrze zna się na marketingu i ludzkich fobiach, iż celnie potrafi je ze sobą połączyć.

U nas cała ta marketingowa fala związana z surową wodą wpisuje się w trwającą od dawna dyskusję, co pić: kranówkę czy wodę z butelek (ha, teraz amatorzy raw water powiedzą: jedno i drugie truje!)? Odsyłam do artykułu „Pij, ale się nie zalewaj” – mimo upływu półtora roku żadna z zawartych w tym tekście porad nie straciła aktualności. Kranówka przepływająca przez skorodowane lub zanieczyszczone rury będzie gorszej jakości niż butelkowa woda źródlana, a ta z butelki – nieodpowiednio przechowywana – może wyrządzić więcej szkód niż wypita z domowego kranu.

Woda surowa to najgorsze rozwiązanie. Jej jedyny cud polega chyba na tym, że choć ma być emanacją natury wolną od ingerencji człowieka, kosztuje dziesięć razy więcej niż tradycyjne wody butelkowe. To się nazywa zrobić dobry interes!

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną