Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Nauka

UKSW ma kształcić lekarzy. I wpajać im „szczególną postawę etyczną”

Minister Jarosław Gowin na UKSW Minister Jarosław Gowin na UKSW Maciek Jaźwiecki / Agencja Gazeta
Lekarze wykształceni na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego mają wyróżniać się szczególną postawą etyczną. Co proszę?

Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego otrzymał od parlamentarzystów, po wczorajszej zmianie ustawy, prawo do rozpoczęcia kształcenia na nowym kierunku lekarskim.

W tym akurat nie ma nic dziwnego, bo nie jest to pierwsza uczelnia w Polsce pozbawiona zaplecza medycznego, która od dawna rwie się do otwarcia takiego wydziału. W dobie braku lekarzy starania większości szkół wyższych, nawet bardzo prowincjonalnych, zostają zwieńczone sukcesem, lecz dopiero za kilka lat dowiemy się, czy adepci medycyny z tych nowych uczelni paramedycznych są dobrze przygotowani do pracy. Pierwszym weryfikatorem będzie oczywiście państwowy egzamin obowiązujący wszystkich absolwentów medycyny po sześciu latach studiów i stażu. Drugim, i nie mniej ważnym – codzienna praktyka.

Czytaj także: Lekarze rezydenci protestują – dlaczego?

Liczy się ilość czy jakość?

To, co oburza w tym wypadku, to pośpiech prezentowany przez władze uczelni i występujących w ich imieniu posłów, by zdążyć z nadaniem nowych uprawnień przed Ustawą 2.0 Jarosława Gowina.

W UKSW nie kształcono do tej pory żadnych kadr dla ochrony zdrowia (mam tu na myśli lekarzy, pielęgniarki i ratowników medycznych), nie współpracowano z żadnym szpitalem klinicznym – a takie wymogi stawia nowe prawo planowane przez obecne Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Nie wchodząc w szczegóły Ustawy 2.0, zakwestionowane zresztą niedawno przez studentów i wspierających ich akademików, w przypadku medycyny wprowadza ona ograniczenia dla uczelni, które chciałyby otwierać nowe kierunki lekarskie w przyszłości. I UKSW, gdyby wczoraj nie doczekał się zmiany w ustawie o własnej działalności, też byłby w kropce – ale usłużni posłowie pomogli, przepchnęli, co trzeba i od października uniwersytet ten będzie mógł kształcić lekarzy.

„Biorąc pod uwagę znaczący niedobór kadr medycznych w Polsce, kształcenie lekarzy na Uniwersytecie przyczyni się do chociażby częściowego zniwelowania tego problemu” – można przeczytać w uzasadnieniu. Ale konia z rzędem temu, kto dziś może zapewnić, że absolwenci medycyny po UKSW rzeczywiście wypełnią tę bolesną lukę. Studiowanie medycyny to nie filozofia ani teologia – do tego potrzebna jest odpowiednia baza i wysoko wykwalifikowana kadra. Jeśli nasze państwo stawia na ilość, czyli szybkie i byle jakie wykształcenie medyków, będziemy wkrótce mieli zastępy felczerów z dyplomami politechnik, szkół technicznych i teologicznych. Oni rzeczywiście nie wyjadą z Polski, gdyż w innych krajach nikt ich nie będzie chciał zatrudnić.

Na czym polega szczególna etyka?

Najbardziej jednak oburzający jest inny argument, który zadecydował o przyznaniu UKSW prawa do otwarcia nowego kierunku. Jego główną ideą ma być bowiem „kształcenie kadr medycznych wyróżniających się szczególną postawą etyczną”. To absolwenci z innych uczelni medycznych nie wyróżniają się taką postawą, a ci akurat będą?

„To, co szczególnie stanowi o wyjątkowości UKSW to przede wszystkim etyka i wartości, które będą tworzyć nową jakość w medycynie” – perorował były minister zdrowia Konstanty Radziwiłł w ubiegłym roku, gdy zapadła decyzja, iż UKSW rozpocznie ścisłą współpracę przy kształceniu studentów z Wojskowym Instytutem Medycznym.

Czytaj również: Warto uczyć lekarzy właściwego podejścia do pacjentów

Tak, to ten sam szpital przy ulicy Szaserów, gdzie od niedawna leczą się nasi notable i gdzie był hospitalizowany ostatnio prezes Jarosław Kaczyński. Dyrektor tej placówki podległej Ministerstwu Obrony Narodowej to jedyny generał dywizji – jak obśmiano go w mediach społecznościowych – który kule nosi, ale od nowego roku akademickiego będzie musiał zapewnić studentom UKSW kadry, by uczyły „etycznie, pamiętając o wartościach”. Czy Ordo Iuris pomoże?

Obecni lekarze są bez wartości?

Ciekawą rzeczą będzie przyjrzeć się programowi nauczania lekarzy, którzy rozpoczną naukę w UKSW, z przeświadczeniem, że będą wyróżniać się szczególną postawą etyczną. Ale to dopiero za kilka lat, gdy rozpoczną się zajęcia kliniczne z przedmiotów takich jak ginekologia i położnictwo, pediatria, anestezjologia. Czy młodzi lekarze będą po tych studiach wiedzieli, kogo skierować na badanie prenatalne, czy będą znali dostępne środki antykoncepcyjne, czy będą zachęcać do szczepień, czy nauczą się – oczywiście w swoim czasie – pomagać kobietom, które z różnych powodów muszą mieć wcześniej zakończoną ciążę?

Czytaj także: Zapaść w służbie zdrowia. Czy Szumowski to zmieni?

Takich życiowych sytuacji, do których przygotowują się przyszli medycy czy to na studiach, czy na stażu, jest dużo więcej. I wymagają one szczególnej wrażliwości etycznej, a nie takiej, która zostanie im narzucona z góry. Naczelna Rada Lekarska oraz rektorzy dotychczasowych uczelni medycznych powinni ostro zaprotestować przeciwko takiemu stawianiu sprawy. Bo sugerowanie Polakom, iż większość absolwentów medycyny – z dyplomami kilkunastu akademii i uniwersytetów o dużej renomie i wieloletnim doświadczeniu – nie pracuje w duchu poszanowania wartości, to po prostu kolosalne nadużycie.

Czytaj również: Stypendia 500 plus dla młodych pielęgniarek, czyli pieniądze lepsze i gorsze

Reklama

Czytaj także

Świat

Gerhard Schröder, towarzysz Putina. Toksyczny związek na dobre i złe

Były kanclerz Gerhard Schröder, który wciąż nie wyrzekł się przyjaźni z gospodarzem Kremla, jest symbolem wszystkich niemieckich problemów z Rosją. Ale wcale nie najgorszym.

Marek Orzechowski
19.05.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną