Strażnik parku narodowego – śmiertelnie niebezpieczna profesja
Rangersi, strażnicy kilku wielkich i ważnych parków narodowych w centralnej i południowej Afryce, ryzykują życie, chroniąc zagrożone gatunki przed kłusownikami.
Kadr z filmu „Virunga” w reżyserii Orlanda von Einsiedela
mat. pr.

Kadr z filmu „Virunga” w reżyserii Orlanda von Einsiedela

Goryl górski z pasma górskiego Wirunga
Anna S. Kowalska/•

Goryl górski z pasma górskiego Wirunga

Goryl górski z pasma górskiego Wirunga
Anna S. Kowalska/•

Goryl górski z pasma górskiego Wirunga

Na początku kwietnia tego roku świat obiegła wiadomość o zabiciu pięciu strażników Parku Narodowego Wirunga, położonego w paśmie gór wulkanicznych o tej samej nazwie, w prowincji North Kivu w Demokratycznej Republice Konga. Zabójstwa dokonała prawdopodobnie milicja Mai Mai, czyli bojówkarze zbrojnej grupy rebeliantów, powstałej po konflikcie między plemionami Tutsi i Hutu w sąsiedniej Rwandzie. Przez ostatnie 20 lat działania parku (który został utworzony jeszcze przez kolonistów belgijskich w 1925 r.) zginęło tam aż 170 strażników. Ostatni taki przypadek miał miejsce zaledwie w sierpniu ubiegłego roku, gdy trzech strażników zginęło, a dwóch zaginęło.

Czytaj także: Rozmowa o małpach, które mają klasę

Gorylom górskim zagrażają i kłusownicy, i firmy naftowe

Sytuacja w Wirundze jest dramatyczna. Jest to jeden z najstarszych i najważniejszych parków Afryki, w którym schronienie znalazło wiele gatunków zwierząt, w tym populacja prawie 500 wspaniałych goryli górskich (połowa wszystkich żyjących), hipopotamów, słoni itd., w sumie ponad 200 gatunków. Zajmujący obszar niemal 8 tys. km kw. park jako jeden z pierwszych obiektów został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, jednak odkąd na jego terenie odkryto złoża ropy naftowej, stał się łakomym kąskiem dla wszystkich: władz, okolicznych chłopów, korporacji wydobywających ropę naftową i cenne minerały.

Czytaj również: Większość ropy jest wydobywana kosztem praw człowieka

Do tego sytuacja w Demokratycznej Republice Konga od dziesięcioleci jest niepewna, kraj jest wstrząsany ciągłymi rebeliami, począwszy od wojny domowej w Rwandzie, a skończywszy na wieloletniej wojnie (największej w Afryce) po upadku zairskiego prezydenta Mobutu Sese Seko. Do dzisiaj nikt w tym rejonie Afryki nie panuje nad sytuacją i ciągłe walki wszystkich ze wszystkimi są na porządku dziennym. Sytuacja jest źródłem wielu zagrożeń, z którymi muszą się mierzyć strażnicy parku. Są dobrze uzbrojeni i wyszkoleni (ich miesięczne wynagrodzenie to ok. 250 dolarów amerykańskich), ale w starciach z bojówkami wynajętymi przez firmy naftowe i dużymi oddziałami kłusowników lub zdesperowanych rebeliantów często nie mają szans.

Czytaj także: Dian Fossey – samotna obrończyni goryli

Brutalny atak na nosorożce w Imire

Podobnie niebezpieczna sytuacja panowała w dużym i ważnym parku narodowym Imire w Zimbabwe. Tam z kolei duże grupy kłusowników często atakują zagrody i ostoje dla nosorożców, by zdobyć ich cenne rogi. Swego czasu – w 2008 r. – bardzo głośna była sprawa ataku kłusowników na obóz obrońców nosorożców, gdy z zemsty, ponieważ wcześniej nosorożce pozbawiono rogów dla ich bezpieczeństwa, bandyci zabili wszystkie zwierzęta. Maltretowali też i poddawali torturom ludzi, którzy wówczas w obozie przebywali. Nie raz dochodziło też w Imire do zabijania całych stad zebr (skóra zebry jest warta ok. tysiąca dolarów). Choć obecnie sytuacja w parku uspokoiła się nieco, wciąż bywa tam niebezpiecznie.

Czytaj więcej: Tygrysy i nosorożce w proszku. Przez Chiny

Niestety, parki narodowe w Afryce to często upiorne miejsca. Albo wojny domowe, albo ataki miejscowych band, wreszcie szarże i mordy dokonywane przez mafie kłusownicze są tam na porządku dziennym. Wprawdzie strażnicy są coraz lepiej szkoleni i zbrojeni, mają też zwykle zezwolenie na natychmiastowe zabijanie napastników, ale siły są często nierówne i giną rangersi. Będzie tak dopóty, dopóki skóry i rogi lub ciosy dzikich zwierząt będą wciąż drogocenne. Za mord nosorożców w Imire są na przykład odpowiedzialni dwaj Chińczycy, którzy atak na ostoję tych zwierząt zlecili.

Zwierzęta zagrożone także w innych rejonach świata

Ale i w Azji nie jest lepiej. Lampart amurski, chyba najpiękniejszy dziki kot, jest obecnie na skraju wyginięcia (na wolności jego populacja liczy mniej niż 30 osobników), ponieważ został wytrzebiony dla bardzo cennych skór. Tygrys syberyjski – również, ponieważ tradycyjna medycyna chińska z kłów i kości tych kotów pozyskuje „ważne” mikstury. Też raczej nie ma dla niego ratunku. W rezultacie liczba gatunków, które giną w zastraszającym tempie, rośnie. Niestety, szacunki WWF mówiące o tym, że do końca tego wieku z powierzchni ziemi zniknie większość kręgowców, wcale nie są przesadzone.

Czytaj także: Do czego jest zdolny umysł szympansa

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj