Wyłącz telefon i spójrz w niebo. Dziś spadają gwiazdy
W nocy z 12 na 13 sierpnia mamy najlepsze od lat warunki do podziwiania „spadających gwiazd”, czyli Perseidów. Co to za fenomen, opowiada Karol Wójcicki.
Noc spadających gwiazd w okolicach Zawoi.
Jakub Dąbrowski/Agencja Gazeta

Noc spadających gwiazd w okolicach Zawoi.

O tym, dlaczego drobne ziarnka kometarnego pyłu wyciągają z domów tysiące ludzi, rozmawiamy z Karolem Wójcickim, pasjonatem nocnego nieba, popularyzatorem nauki i astronomii, twórcą największego polskiego fanpage’a poświęconego astronomii – „Z głową w gwiazdach”.

ANNA S. KOWALSKA: – Dlaczego warto spojrzeć w niebo nocą z 12 na 13 sierpnia?
KAROL WÓJCICKI: – Bo będziemy mieli do czynienia – jak co roku – z maksimum roju Perseidów, który popularnie nazywamy „nocą spadających gwiazd”. To w zasadzie od kilku lat nie tylko zjawisko astronomiczne, ale też społeczny fenomen. Jak mało które sprawia, że ludzie – nie tylko w Polsce, ale i na całej półkuli północnej – masowo wychodzą z domów i spoglądają w stronę nieba, wypatrując spadających gwiazd, fachowo nazywanych meteorami. Nic dziwnego – w nocy z niedzieli na poniedziałek będziemy mogli zobaczyć nawet ok. 100–110 takich zjawisk na godzinę.

Nam się wydaje, że spadają gwiazdy, a tymczasem ani nie są to gwiazdy, ani nie spadają… Co właściwie takiego możemy obserwować?
To prawda. Ten efekt, który nazywamy „spadającą gwiazdą”, ze spadającą gwiazdą ma tylko to wspólnego, że na pierwszy rzut oka wygląda jak gwiazda oderwana od sfery niebieskiej i szybująca gdzieś w stronę Ziemi. W rzeczywistości te obiekty są dużo mniejsze od prawdziwych gwiazd – mających przecież olbrzymie, wręcz… kosmiczne rozmiary. Meteory to tak naprawdę zjawiska, które tworzą się w górnych partiach atmosfery, gdy wtargną do nich małe drobinki pyłu, nazywane przez nas meteoroidami.

Czytaj także: Tak widzimy Wszechświat: kilka słów o kosmologii obserwacyjnej

Meteoroidy są często pochodzenia kometarnego – komety przelatujące w pobliżu Ziemi pozostawiają chmury takich drobinek i gdy zwiększona ich ilość wpada do atmosfery, mamy do czynienia właśnie z rojami meteorów. Te drobinki do górnych partii atmosfery wpadają z olbrzymimi prędkościami, dochodzącymi nawet do 70 km/s, i wskutek dużej siły tarcia o powietrze, która powstaje przy takiej prędkości, te drobiny się rozgrzewają, ulegają spaleniu, a powstała w tym procesie temperatura pobudza gazy do świecenia. I my to widzimy właśnie jako taki krótki, szybki błysk na niebie. A im bliżej maksimum, czyli im bliżej Ziemia znajduje się fizycznie w centrum tej chmury cząstek pozostawionych przez kometę, tym więcej takich zjawisk możemy oglądać.

Czyta także: Mgławica Tarantula – kolebka gigantów

A skąd ten „gwiezdny pył”? Czym są chmury meteoroidów, jak powstają?
Roje meteorów mają swoją genezę w kometach przelatujących w pobliżu Ziemi, a w zasadzie przelatujących nawet po orbitach przecinających orbitę Ziemi. Takie komety, czyli lodowe ciała niebieskie pochodzące z zewnętrznych rejonów Układu Słonecznego, przelatując w miarę blisko Słońca, zaczynają się rozgrzewać na skutek ciepła słonecznego. Podnoszenie temperatury stałej komety sprawia, że zaczyna ona sublimować, tzn. ze stanu stałego zamienia się w gaz – i ten gaz podnoszący się z komety podrywa również duże ilości pyłu, który na komecie zalega. Kometa po prostu ten pył wyrzuca za sobą w Kosmos, tworząc długie szlaki obfite w drobny, nie większy od ziarenek piachu pył. Warkocz komety pozostaje na trasie jej przelotu i jeśli jej orbita przecina się z orbitą Ziemi, Ziemia przechodzi przez strumień tych drobinek i jest nimi bombardowana. I to właśnie są roje meteorów.

Na przykład Perseidy.
Roje meteorów mają różne nazwy, pochodzące od łacińskiej nazwy gwiazdozbioru, z którego meteory zdają się wylatywać. W przypadku Perseidów mamy do czynienia z gwiazdozbiorem Perseusza. Orbita tej komety i trajektoria Ziemi tak się ustawiają w przestrzeni kosmicznej, że mamy wrażenie, jakby te cząsteczki rozchodziły się promieniście właśnie od strony konstelacji Perseusza.

Nie zawsze jednak jest to takie oczywiste, bo mamy Perseidy od Perseusza, Leonidy od Leo, czyli Lwa, Geminidy z Bliźniąt (Gemini), ale mamy też np. Kwadrantydy, a na niebie próżno szukać gwiazdozbioru Kwadrantów. Próżno szukać dzisiaj, ale na początku XX w., kiedy ten rój został opisany, taka konstelacja na niebie istniała. Po reformie gwiazdozbiorów nocnego nieba z 1928 r. ten gwiazdozbiór został z listy konstelacji wykreślony, ale ślad po nim pozostał właśnie w roju Kwadrantydów, który – co ciekawe – jest największym rojem meteorów w ciągu całego roku.

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj