Wpadki amerykańskiej agencji wojskowej

Owady z wątpliwościami
DARPA – słynna amerykańska agencja wojskowa – obchodzi 60. urodziny. Choć ma wiele osiągnięć, część sponsorowanych przez nią badań budzi kontrowersje.
DARPA zaliczyła kilka poważnych wpadek, głównie podczas wojny w Wietnamie. Jej pomysły związane z rolnictwem spotykają się więc z raczej chłodnym przyjęciem.
Sasin Tipchai/Getty Images

DARPA zaliczyła kilka poważnych wpadek, głównie podczas wojny w Wietnamie. Jej pomysły związane z rolnictwem spotykają się więc z raczej chłodnym przyjęciem.

DARPA ma na koncie wiele znakomitych projektów technologicznych, m.in. protezę dla osób po amputacji ręki.
DARPA/Handout/Reuters/Forum

DARPA ma na koncie wiele znakomitych projektów technologicznych, m.in. protezę dla osób po amputacji ręki.

Można rzeczywiście nabrać podejrzeń, czy nowy projekt „Sprzymierzone owady” ma służyć wyłącznie usprawnianiu rolnictwa.

Można rzeczywiście nabrać podejrzeń, czy nowy projekt „Sprzymierzone owady” ma służyć wyłącznie usprawnianiu rolnictwa.

Projekt „Sprzymierzone owady” może naruszać międzynarodową konwencję o zakazie stosowania, rozwijania i kupowania broni biologicznej – stwierdziło jesienią na łamach tygodnika „Science” kilkoro niemieckich badaczy. Ich opinia sprawiła, że kosztujący 45 mln dol. program (pisaliśmy o nim na www.polityka.pl) wzbudził ogromne emocje u ekspertów i w mediach.

Jego założeniem jest wykorzystanie owadów będących szkodnikami roślin uprawnych (np. mszyc) do przenoszenia zmienionych w laboratorium wirusów, które dokonywałyby modyfikacji genetycznej roślin. Innymi słowy – rodzaj terapii genowej mającej uodpornić rosnące już na polach rośliny na pojawiające się choroby oraz spowodować, że będą one lepiej tolerować suszę. Problem w tym – twierdzą Niemcy – że wiedza uzyskana w ramach programu „Sprzymierzone owady” wydaje się dawać niewielkie szanse na ratunek dla rolnictwa, np. w obliczu braku deszczu. Dlatego może on być postrzegany jako służący rozwojowi „czynników biologicznych” i środków ich przenoszenia we wrogich zamiarach.

Na tę krytykę zareagowali związani z projektem naukowcy z Pennsylvania State University, Ohio State University, University of Texas i Boyce Thompson Institute. Tłumaczyli, że alarmistyczna opinia niemieckich badaczy wynika prawdopodobnie z niezrozumienia celów programu. Jest on całkowicie pokojowy, ma służyć wyłącznie rolnictwu, a wirusy będą modyfikowane w ten sposób, by znajdowały się w nich molekularne zabezpieczenia, które można w razie potrzeby uruchomić. Ponadto uzyskają zdolność zmieniania materiału genetycznego wyłącznie konkretnych gatunków roślin uprawnych.

Zapewne jednym ze źródeł podejrzeń niemieckich naukowców jest świadomość, że „Sprzymierzone owady” sponsoruje amerykańska Defense Advanced Research Projects Agency (Agencja Zaawansowanych Projektów Badawczych w Obszarze Obronności). Dzięki swoim osiągnięciom DARPA stała się znana na całym świecie jako wspaniały inkubator przełomowych technologii i wynalazków (nie ma własnych laboratoriów, tylko zleca prace naukowcom lub inżynieriom i ich placówkom badawczym, jak również prywatnym firmom). Ale jej 60-letnia historia jest znacznie bardziej pogmatwana i mroczna niż utrwalony w powszechnej świadomości sielankowy obraz.

Przegrany kosmos

4 października 1957 r. Stany Zjednoczone zostały zaskoczone wiadomością o wystrzeleniu przez Związek Radziecki na orbitę okołoziemską pierwszego sztucznego satelity Sputnik 1. To była bolesna porażka – Amerykanie realizując własny program wysłania w kosmos podobnego urządzenia, okazali się sporo w tyle za swoim najpoważniejszym przeciwnikiem. A nie chodziło jedynie o prestiż – zwycięstwo w tym wyścigu było dowodem posiadania lepszej techniki rakietowej, za pomocą której można również przenosić na bardzo duże odległości ładunki nuklearne.

Blamaż USA miał co najmniej kilka przyczyn, w tym złą organizację prac nad rakietami, która zniweczyła sukcesy operacji Paperclip (Spinacz) prowadzonej w Niemczech pod koniec II wojny światowej i w pierwszych latach po jej zakończeniu. Owszem, udało się zgromadzić i zaangażować do amerykańskiego programu grupę niemieckich inżynierów i naukowców, na czele z głównym twórcą słynnej rakiety balistycznej V2 (czyli pierwszej udanej tego typu konstrukcji) Wernherem von Braunem. Jednak nie potrafiono wykorzystać ich potencjału. Trudno było się do tego przyznać, dlatego prezydent USA Dwight Eisenhower podczas pierwszej konferencji prasowej na temat lotu Sputnika 1 uciekł się do kłamstwa. Stwierdził, że to ZSRR przejął wszystkich niemieckich speców w bazie Peenemünde na wyspie Uznam, gdzie znajdował się główny ośrodek badań nad „latającymi bombami” V1 i rakietami balistycznymi V2.

Nie był to koniec kłopotów Amerykanów. Miesiąc po pierwszym kosmicznym sukcesie ZSRR posłał na orbitę Sputnik 2 z psem Łajką na pokładzie. To już spowodowało w USA panikę, która jeszcze wzrosła, gdy 6 grudnia na oczach telewidzów start amerykańskiej rakiety Vanguard zakończył się eksplozją. Dopiero 17 marca 1958 r. Amerykanom udało się umieścić na orbicie okołoziemskiej pierwszego własnego satelitę (do dziś zresztą krążącego wysoko nad naszymi głowami, w przeciwieństwie do Sputników, które po pewnym czasie spłonęły w atmosferze).

Poradzenie sobie z kryzysem amerykańskiego programu kosmicznego wymagało podjęcia szybkich i zdecydowanych działań, ale różne wojskowe oraz rządowe agendy miały odmienne pomysły, co robić. Przy tym niektóre próbowały całkowicie go sobie podporządkować – np. marynarka wojenna USA, odpowiedzialna za loty rakiet Vanguard, mętnie tłumaczyła, że przestrzeń kosmiczna stanowi… poszerzenie oceanów. W końcu nowy (powołany w październiku 1957 r.) szef Departamentu Obrony przychylił się do pomysłu dwóch doradzających mu naukowców, by stworzyć centralną instytucję badawczą odpowiedzialną za całość programu kosmicznego.

Czytaj także

Co nowego w nauce?

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną