Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Nie tylko Nobel. Te nagrody to większe pieniądze i inne dyscypliny. Ale to nie wszystko

Breakthrough Prize 2025 Breakthrough Prize 2025 Breakthrough / Facebook
Konkurencyjne nowe nagrody imponują przede wszystkim pod względem finansowym. Czy jednak są w stanie zdetronizować ponadstuletni symbol naukowej chwały?

Dla wielu uczonych zdobycie Nobla jest ukoronowaniem kariery i ostatecznym dowodem uznania ich osiągnięć w świecie nauki. Jednak w ostatnich dekadach pojawiły się inne prestiżowe wyróżnienia. Niektóre z nich powstały, by wypełnić luki w dziedzinach pomijanych przez Komitet Noblowski. Niektóre oferują też wyższe nagrody finansowe. Mimo to, zdaniem samych laureatów, Nobel pozostaje niedościgniony – można przeczytać na stronie internetowej tygodnika „Nature”.

Nagrody Nobla i próg miliona

Konkurencyjne nowe nagrody imponują przede wszystkim pod względem finansowym. Tu liderem jest Breakthrough Prize, wręczana od 2012 r. za dokonania w dziedzinie nauk o życiu, fizyce i matematyce, która oferuje laureatom aż po 3 mln dol. Próg miliona (sama Nagroda Nobla to 1,2 mln dol.) przekraczają również takie wyróżnienia jak Tang Prize (1,6 mln dol. za badania dotyczące zrównoważonego rozwoju, nauk biomedycznych, sinologii oraz prawa), Nagroda Shawa (1,2 mln dol. za osiągnięcia na polu astronomii, nauk przyrodniczych i medycyny oraz matematyki), Millennium Technology Prize (1,17 mln dol.). Z kolei Nagroda Turinga (informatyka) oraz Kavliego (astrofizyka, nanonauka i neurobiologia) „warte” są po 1 mln dol.

Część spośród nich wypełnia oczywiste luki. Nobel nie obejmuje bowiem np. matematyki, technologii ani nauk o klimacie. Wiele wspaniałych odkryć nie ma więc szans na to najbardziej prestiżowe wyróżnienie – zauważa w rozmowie z „Nature” prof. Sara Seager, planetolożka z MIT, laureatka Nagrody Kavliego. I podaje przykład wybitnego amerykańskiego matematyka i meteorologa Edwarda Lorenza, pioniera teorii chaosu.

Jednak nowe wyróżnienia nie rozwiązują wszystkich bolączek systemu nagród naukowych. Wiele z nich – podobnie jak Noble – preferuje bowiem indywidualnych badaczy, podczas gdy nauka jest dziś najczęściej pracą zespołową.

Jak hojni są konkurenci Nagrody Nobla?mat. pr.Jak hojni są konkurenci Nagrody Nobla?

Czy mnożenie nagród ma sens?

Problemem pozostaje również niedostateczna reprezentacja kobiet: z 8 747 wyróżnień naukowych przyznanych w latach 1731–2021 zaledwie ok. 15,4 proc. trafiło do badaczek. Czasami były pomijane, czego głośnym przypadkiem jest historia brytyjskiej astrofizyczki Jocelyn Bell Burnell. W 1967 r. odkryła pulsary, czyli szybko wirujące gwiazdy neutronowe, które emitują wiązki promieniowania obserwowane z Ziemi jako regularne impulsy (przypominają latarnie morskie). Nobel z fizyki w 1974 r. powędrował do jej promotora Antony’ego Hewisha. Bell Burnell uhonorowano dopiero niecałe pół wieku później nagrodą Breakthrough Prize.

Co więc dziś nadal odróżnia oble od innych laurów naukowych? Zwolennicy wskazują na rygor, ciągłość oraz umiejętność oceniania badań na podstawie ich „rzeczywistej wartości”. „Nagroda Nobla jest jedyna w swoim rodzaju. I to nie tylko ze względu na jej ponadstuletni rodowód. To złoty standard, względem którego mierzy się wszystkie pozostałe nagrody” – mówi w rozmowie z „Nature” fizyk i noblista Andre Geim.

Czy w takim razie mnożenie nagród ma sens? Prof. Seager uważa, że tak, i porównuje je do Oscarów czy Grammy: dzięki nim nauka na moment znajduje się w centrum medialnej uwagi. Ponadto pomagają przypominać o kreatywności, oryginalności i innowacji. Bywa też, że niektóre nagrody, jak Wolf Prize w chemii, są postrzegane jako dobry „wskaźnik” przyszłych Nobli, a inne – jak Nagroda Turinga – funkcjonują w obiegu jako „Nobel z informatyki”. Ponadto właśnie konkurencja o uwagę i uznanie może w przyszłości wymusić bardziej sprawiedliwy i zespołowy system nagradzania pracy naukowej.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną