Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Tak, możemy robić naukę w Polsce

Tak, możemy robić naukę w Polsce. Tak, możemy robić naukę w Polsce. pogonici / Smarterpix/PantherMedia
Publikujemy jedną z dziesięciu najlepszych prac zgłoszonych do Voice Impact Award, konkursu, który wyrósł z przekonania, że słowa mogą zmieniać świat.
Kacper Koźlukmat. pr. Kacper Koźluk

Pół miliona złotych polskich leży na podłodze, wystarczy się po nie schylić. Nieczęsto słyszy się takie słowa w nauce, nie słyszą ich zwłaszcza studenci pracujący za satysfakcję. Chociaż ministerialny grant, o którym rozmawiamy, jest bardzo skomplikowany, wymaga znacznego zaangażowania uczelni i nie jest przeznaczony do końca na to, co planujemy w jego ramach zrobić, to sama namacalność finansowania napawa optymizmem. To nie jest nasz pierwszy rok na uczelni, nie pierwszy pomysł ani nie pierwszy projekt naukowy, za który się zabieramy.

Jednak serce zaczyna bić trochę mocniej, gdy rozmawiamy o iGEM-ie – międzynarodowym konkursie biologii syntetycznej, zbierającym zespoły z najlepszych światowych uniwersytetów, za którego samo wpisowe można by kupić mały samochód. Na palcach jednej ręki (sic!) można policzyć krajowe zespoły, które w ostatnich dwóch dekadach w ogóle wzięły w nim udział. Rzucamy sobie ciężką rękawicę, ale wszyscy nie możemy się doczekać, żeby ją podnieść.

Zajrzeć tam, gdzie nikt nie szuka

Jest czerwiec 2024. Siedzimy w jednej z uniwersyteckich salek na spotkaniu nowo zawiązującego się zespołu i wybieramy palący problem współczesności, którego rozwiązywaniu poświęcimy się przez kolejne półtora roku. Jesteśmy grupą biologów, więc to oczywiste, że myśleliśmy o mikroorganizmach jedzących plastik, roślinnych substytutach produktów zwierzęcych czy innych rozwiązaniach problemów, doskonale wpisujących się w cele zrównoważonego rozwoju. Szala przechyla się jednak ku marzeniu lekarzy – leku na raka – propozycji naszego lidera. Toehold switch, czyli specjalna cząsteczka RNA, zmieniająca swoją strukturę po przyłączeniu określonego transkryptu (cząsteczki mRNA kodującej białko), będzie reagowała na alfa-fetoproteinę – białko charakterystyczne dla komórek raka wątrobowokomórkowego.

Zetknięcie cząsteczek rozpocznie programowaną śmierć komórki nowotworowej i uruchomi reakcję układu odpornościowego przeciwko guzowi. Wszystko za sprawą innych genów, które na jednej cząsteczce z naszym toeholdem trafią do organizmu. Skutecznie i bez szwanku dla komórek zdrowych. Problem niskiej skuteczności leków spowodowanej ich transportem i metabolizowaniem w wątrobie, zanim zdążą zadziałać, zdaje się działać na naszą korzyść. Konstrukty same trafią w odpowiednie miejsce, łatwiej myśleć o nich w kategorii funkcjonalnych leków.

Za technicznym opisem pomysłu terapii celowanej stoją pacjenci. Późno wykryty rak wątrobowokomórkowy charakteryzuje się jedną z największych śmiertelności wśród nowotworów – dotąd nie doczekał się skutecznego leczenia. Sięganie po nowe techniki biologii syntetycznej i zaglądanie tam, gdzie mało się dotąd szuka, daje nadzieję na realne uratowanie wielu ludzkich istnień.

W laboratorium i na komputerze

Dwie minuty temu opublikowaliśmy post pod nowymi nazwą i logotypem, a świat po raz pierwszy usłyszał o naszym projekcie. Niewiele jest w tym megalomanii. LinkedIn to nasze narzędzie do budowania rozpoznawalności i poszukiwania partnerów czy sponsorów, bez których nasz projekt nie ruszy. Już od kilku tygodni wiemy, że otrzymamy nieco ponad połowę wnioskowanej kwoty. Na wiele starczy, na wiele nie starczy, ale dzięki ministerstwu możemy w ogóle myśleć o październikowym finale iGEM-u. Jest luty 2025, do finału pozostało niecałe osiem miesięcy. Od tygodnia piszemy do uczelni z prośbami o udostępnienia, dzięki którym będziemy wyglądać wiarygodniej. Odzywamy się do mediów i zaprzyjaźnionych kół, z którymi zbudujemy większe zasięgi. W końcu kontaktujemy się z korporacjami biotechnologicznymi, prosząc o dofinansowanie. Nasz projekt staje się punktem styku różnych uczestników środowiska life science, zdecydowanie za rzadko współpracujących na co dzień we wspólnych sprawach. Ze wszystkich tych stron spotykamy się z życzliwym odbiorem, ale i to nie zawsze pomaga. Maile idą długo, szukają dróg do osób decyzyjnych, a pieniędzy brakuje wszystkim. Sam grant dostaliśmy z kilkumiesięcznym poślizgiem, chociaż od znajomych naukowców słyszymy, że tak to wygląda dla nich na co dzień.

Sam iGEM jest konkursem dość specyficznym jak na naukowy, ponieważ zrobienie nawet najlepszej terapii na raka może nie zagwarantować pełnego sukcesu. Działania uczestników traktuje holistycznie i każe im spojrzeć na wszystkie aspekty swojej pracy. To zarówno zaplanowanie, jak i wykonanie projektu – w laboratorium i na komputerze. To komunikacja i działania skierowane do osób, których rozwiązanie dotyka bezpośrednio, czy sposób konstrukcji modelu biznesowego. To również promocja nauki i edukacja – wywieranie pozytywnego wpływu na ludzi wokół nas. Potrzebujemy zróżnicowania pracy, więc nasz zespół przypomina nieco małą korporację. Lider, koordynatorka komunikacji zewnętrznej i finansów, czworo laborantów, troje bioinformatyków, osoba od działań edukacyjnych, graficzka i dwie osoby od PR-u. Chcemy inspirować młodych ludzi i pokazywać im karierę naukową, budując platformę edukacyjną o biologii syntetycznej i kręcąc rolki na social media. Chcemy pokazać świat oczami pacjentów onkologicznych i lekarzy specjalistów, którzy z rakiem wątrobowokomórkowym walczą na co dzień – w wakacje nagrywamy reportaż, który zbierze ich głosy.

Nie zapominajmy w tym jednak o sednie, czyli pracy naukowej. Jej codzienność jest zdecydowanie różna od wizji mieszania kolorowych płynów w szklanej kolbie. To tygodnie planowania eksperymentów, projektowania konstruktów i tworzenia oprogramowania, które poprzedzają właściwe eksperymenty. Przed nami mnóstwo pracy. Najprościej jest ją zacząć, najtrudniej dowieźć do końca.

Praca na mokro

Z szóstego piętra Centrum Nowych Technologii UW oglądamy czerwcową panoramę Warszawy. Po wielomiesięcznych poszukiwaniach miejsca weszliśmy do laboratorium i zaczęliśmy pracę, jak mawiamy, na mokro. Przestrzeń jest droga i trudno dostępna – nie tylko na rynku mieszkaniowym. Mamy gdzie pracować wyłącznie dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej naukowczyni. Pierwsze dni i tygodnie ciężko doświadczają nasz zespół, kiedy najprostsze procedury okazują się wyzwaniem. Chociaż nasz projekt przeszedł walidację doświadczonych naukowców, m.in. tych, którzy dwie dekady temu sami odbierali medale na iGEM-ie, to na co dzień pracujemy sami.

Robienie nauki to kopanie tam, gdzie jeszcze nikt nie kopał. Trudno w takich warunkach oczekiwać, że w odstępach co 1,5 m będziemy natrafiać na przełom, a za którymś z nich znajdziemy w końcu rozwiązanie. To raczej powolne powtarzanie tych samych eksperymentów, ustępowanie, gdy widać, że się nie da, i drążenie tam, gdzie zdajemy się obserwować obiecujące rezultaty. Biologia jest złożona i wybredna, a na jej zrozumienie i wykorzystanie mamy jeszcze niecałe pięć miesięcy.

Czwarty raz powtarzamy to samo ujęcie do rolki z labu. Trudno powiedzieć, czy rolę grają niskie zainteresowanie widowni TikToka nauką czy nasze niskie umiejętności zainteresowania widowni TikToka nauką. Liczby wyświetleń pozostają bezlitosne. Nie tylko zresztą na tym odcinku poprawianie swoich błędów i ciągła nauka jest leitmotivem naszego projektu. Nikt w toku edukacji nie przygotowuje nas do czegoś więcej niż rozumienia biologii i wykonywania procedur laboratoryjnych. Planowania pracy, działania w zespole, pisania
wniosków, wystąpień publicznych czy mówienia prosto o nauce uczymy się sami we własnych projektach i mamy tylko nadzieję, że nauczymy się tego na tyle szybko, że nikt nie dostrzeże naszych deficytów. Za nami pierwsze artykuły w prasie i występy w radiu, wierzymy, że przedstawiamy naukę w jak najlepszym świetle.

Projekty studenckie to także ekwilibrystyka pod względem kompozycji kalendarza. Wraz z rozpoczęciem projektu nie znikają ćwiczenia, wykłady, sesja egzaminacyjna, praca dyplomowa ani praca zarobkowa. Spotykamy się weekendami, z labu zdarza nam się wychodzić po północy. Każdy projekt to przede wszystkim długie godziny spędzone na samotnej pracy, wykonywanej za darmo. Nikt z nas nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w tym siedzi i co go motywuje. Może wpis do CV, prestiż albo rozpęd – bo w sumie dlaczego nie. Może to okazja, która, skoro się już nadarzyła, to nie można jej przegapić. A może wizja realnego wpływu na rozwijanie terapii onkologicznych. Tego, że ktoś zainspirowany ruszy kiedyś z podobnym projektem, albo poczucie odpowiedzialności. Wtedy, kiedy jako jedyny krajowy zespół jedzie się reprezentować Polskę i pokazywać, że tu też potrafimy robić światowej klasy naukę.

Chcemy to robić w domu

W połowie maja ubiegłego roku siedzieliśmy na konferencji WSB Symbiozy i z zapartym tchem słuchaliśmy zespołów z Gdańska i Krakowa, opowiadających o swoich iGEM-owych projektach. Jedni byli pół roku po swoim finale. Drudzy pół roku przed. Nikt z nas nie spodziewał się jeszcze wtedy, że zaledwie kilka dni później, porwani opowieścią o światowej nauce, postanowimy sami stanąć na ich miejscu. Nie jesteśmy przecież pierwszymi ani najlepszymi, którzy biorą się za takie projekty. Na swojej drodze trafiliśmy na świetnych, inspirujących ludzi, specjalistów otwartych do dzielenia się swoją wiedzą czy mentorów towarzyszących nam na drodze. Już te parę miesięcy nauczyło nas, że warto pytać i wyciągać rękę po wsparcie. Najczęściej nie zostanie odrzucona.

Piszę ten tekst, gdy 420 km nad naszymi głowami pracuje drugi w historii Polak w kosmosie. Jego lot jak mało co w ostatnich latach rozbudziło fascynację nauką.

Ludzie, którzy zdążyli zapomnieć, że Międzynarodowa Stacja Kosmiczna w ogóle istnieje, śledzą codzienne doniesienia z orbity. Przypomnieliśmy sobie, że nauka wciąż może rozpalać wyobraźnię i nie schodzić z pasków mediów głównego nurtu. Że z równym zaangażowaniem możemy oglądać start misji kosmicznej co mecz sportowy, czując narodową dumę. Tym właśnie są dla nas wydarzenia takie jak iGEM. Wierzymy, że pokazując naszą drogę niewiele młodszym od nas ludziom, możemy ich inspirować do podążania tym samym szlakiem. Kiedy z kolei będziemy stać na premierze naszego dokumentu o pacjentach i lekarzach walczących z rakiem wątrobowokomórkowym, chcemy wierzyć, że widzowie zobaczą w nauce rozwiązania realnych, przygniatających problemów.

Nie jest przypadkiem, że Polska łączy w sobie niskie zaufanie do nauki z jednym z najniższych w Europie poziomów nakładów na badania i rozwój. Jeśli chcemy to zmienić, musimy pokazywać, ile lat życia w zdrowiu obywateli możemy tą drogą, za te pieniądze kupić.

I chcemy to robić w domu. Zespół z Gdańska z systemem degradacji kwasu ftalowego z Bałtyku, zespół z Krakowa z testem na obecność złotej algi w Odrze czy nasz zespół z Warszawy z terapią celowaną raka wątrobowokomórkowego pokazują, że można. Drenaż mózgów odbiera akademii mnóstwo świetnych, młodych umysłów, które decydują się na realizację swoich planów na zagranicznych uczelniach. Stając w szranki z najlepszymi uniwersytetami na świecie, z sukcesem konfrontujemy przewagę zagranicznych uniwersytetów. Wystarczy spojrzeć na trofea, które dotychczasowe polskie zespoły przywiozły do domu. Mamy jednak nadzieję, że pójdą za tym zmiany systemowe. Tak żebyśmy w kolejnych latach nie mieli już jednego zespołu na kraj, ale jeden na województwo. Zapraszając do tej drogi jak najwięcej młodych naukowców.

Nie robimy wyników pracy laboratoryjnej do szuflady, nie docieramy do pacjentów czy personelu medycznego, nie mając im nic do powiedzenia, i nie piszemy postów w social mediach o niczym. Tworząc ten projekt, mamy wpływ na nasze środowisko. Opowiadając o tym, jak niewiele trzeba, by jako student pracować w Polsce nad lekiem na raka i pokazując, że nie ma na tej drodze barier nie do przejścia, wywieramy realny wpływ na nasze wspólne jutro.

***

Redakcja Polityka.pl dołączyła do jury konkursu Voice Impact Award, organizowanego przez T-Mobile po raz pierwszy. Wszystkim laureatom i laureatkom gratulujemy!

Czytaj więcej o konkursie: Voice Impact Award. Nagrodziliśmy historie, które budują porozumienie

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Węgierska azylantka Patrycja Kotecka. „Są sprawy, które mogą wyjść na jaw. To ją psychicznie rozkłada”

Inteligentna, odporna psychicznie i tajemnicza. Ma wpływy w mediach. Decydowała o tym, co się działo w Ministerstwie Sprawiedliwości. Od niedawna znajduje się pod ochroną węgierskiego rządu. Jaką rolę odgrywa Patrycja Kotecka-Ziobro?

Anna Dąbrowska
29.01.2026
Reklama