COP30: jubileusz bez fajerwerków. Mało kogo cieszy dokument przyjęty na finał
COP30, czyli konferencja klimatyczna ONZ organizowana w ramach Ramowej Konwencji ds. Zmian Klimatycznych (UNFCCC), zwieńczyła dekadę od pamiętnego szczytu klimatycznego w Paryżu w 2015 r., kiedy udało się przyjąć nowe porozumienie klimatyczne po wysłużonym protokole z Kioto. To wtedy ustalono, że celem światowego procesu klimatycznego ma być ograniczenie wzrostu temperatury do 1,5 st. C powyżej poziomu z epoki przedprzemysłowej.
Naukowcy wspomagający proces klimatyczny w ramach Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatycznych (IPCC) w raportach opisali, co trzeba zrobić, żeby cel osiągnąć. Jedyny sposób – systematyczne zmniejszanie emisji gazów cieplarnianych, których głównym źródłem jest spalanie paliw kopalnych, rolnictwo i związana z nim emisja metanu, produkcja cementu i deforestacja. Skoro tak, to należy odejść od paliw kopalnych, przekształcać rolnictwo, zalesiać, zamiast wycinać lasy, i poszukiwać nowych technologi wytwarzania materiałów potrzebnych do funkcjonowania współczesnej cywilizacji.
Deklaracja z Belém
Proste, dlatego bardzo trudne do wykonania. Bo każdy z elementów tego systemu związany jest z grupami interesu, które nie mają zamiaru szybko zrezygnować z ustalonych sposobów życia i zarabiania. Państwa naftowe, choć już zdają sobie sprawę, że przyszłość należy do technologii powęglowych, i nawet Arabia Saudyjska stawia na sztuczną inteligencję i cyfryzację jako podstawę przyszłej gospodarki, to jednak chcą maksymalnie wykorzystać zasób, który zdecydował i ciągle decyduje o ich potędze.
W efekcie dokument końcowy konferencji z Belém pozbawiony jest zapisów o odejściu od paliw kopalnych, bo sprzeciwiły się temu państwa naftowe.