Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Nauka

Więcej niż tamy. Aktywność bobrów zatrzymuje znaczące ilości CO2. To ogromna korzyść

Bobry, budując tamy, tworzą naturalne zbiorniki CO2. Bobry, budując tamy, tworzą naturalne zbiorniki CO2. Mark Ma / Unsplash
Międzynarodowy zespół naukowców udowodnił i opisał, w jaki sposób bobry i ich budowle wodne wpływają na zatrzymanie ogromnych ilości dwutlenku węgla.

Ciekawy artykuł na ten temat ukazał się w ostatnim wydaniu czasopisma „Communication Earth and Environment”. Prace prowadzili badacze z uniwersytetów w Birmingham i Wageningen oraz Uniwersytetu w Bernie w korytarzu rzecznym w północnej Szwajcarii, gdzie od ponad 10 lat trwa duża aktywność bobrów. Okazuje się, że bobry przekształcają koryta rzek w niezwykle wydajne zbiorniki dwutlenku węgla.

Czytaj także: Co potrafią bobry? Rozmowa z bobrowniczym

Naturalne zbiorniki CO2

Zespół badawczy połączył dane hydrologiczne, analizy chemiczne, pobieranie próbek osadów, monitorowanie gazów cieplarnianych oraz modelowanie długoterminowe. Z badań wynika, że bobrowe tereny podmokłe mogą magazynować węgiel nawet w dziesięciokrotnie wyższym stopniu aniżeli podobne obszary rzeczne, ale bez aktywności bobrów. W ciągu 13 lat badany w Szwajcarii teren podmokły zagospodarowany przez bobry zgromadził szacunkowo 1194 tony węgla, co odpowiada 10,1 tony CO2 na hektar rocznie.

Dr Joshua Larsen z Uniwersytetu w Birmingham, główny autor badania, powiedział: „Nasze wyniki pokazują, że bobry nie tylko zmieniają krajobrazy: w sposób zasadniczy wpływają one na retencję, czyli gromadzenie CO2, które przechodzi przez tereny, które zasiedlają. Spowalniając wodę, zatrzymując osady i rozszerzając tereny podmokłe, zamieniają strumienie w potężne zbiorniki węgla. To pierwsze tego typu badanie, które stanowi ważną szansę i przełom dla przyszłych rozwiązań klimatycznych w całej Europie”.

Czytaj także: Bobry przegryzły się na czołówki gazet. Dlaczego płacą za ludzkie grzechy? Pora obalić mity

Bobry, inżynierowie klimatu

Budując tamy, bobry zalewają brzegi rzek, tworzą tereny podmokłe, zmieniają drogi wód gruntowych oraz zatrzymują duże ilości materii organicznej i nieorganicznej, w tym CO2. Badanie to sugeruje, że wysiłki na rzecz utrzymania populacji bobrów na odpowiednich terenach podmokłych mogą przynieść znaczące korzyści, ponieważ duże ilości węgla mogą zostać zatrzymane i przechowane, co zapobiega ich powrotnemu wejściu do atmosfery.

Węgiel jest blokowany, gdy osady rzeczne i martwe drewno gromadzą się na terenach podmokłych zbudowanych przez bobry. Naukowcy odkryli, że badane przez nich osady szwajcarskiej rzeki zasiedlonej przez bobry zawierały do 14 razy więcej węgla nieorganicznego i osiem razy więcej węgla organicznego niż otaczające je gleby leśne (węgiel nieorganiczny to związki węgla, które nie zawierają wiązań węgiel-wodór; są to głównie tlenki, węglany i wodorowęglany). Tereny podmokłe zmodyfikowane przez bobry działają więc jak niezawodne, długotrwałe pochłaniacze węgla – o ile ich tamy pozostają nienaruszone. Jednocześnie oszacowano, że tereny podmokłe powstające dzięki aktywności bobrów mogłyby zrekompensować aż 1,2–1,8 proc. rocznych emisji dwutlenku węgla w całej Szwajcarii, przynosząc korzyści klimatyczne bez aktywnej ingerencji człowieka, a także bez ponoszenia kosztów finansowych.

Czytaj także: Inżynierowie pod ostrzałem. Bobry walczą z suszą, a ludzie z bobrami

Uroczemu bobrowi, największemu gryzoniowi Eurazji, należy się jak najszybsza rehabilitacja, ponieważ w wielu miejscach uznaje się go za szkodnika, który zalewa ziemie uprawne i niszczy wały przeciwpowodziowe. To prawda, bobry zmieniają nadrzeczne krajobrazy, ale ich aktywność o wiele bardziej sprzyja przyrodzie oraz ludziom aniżeli szkodzi. Bobry na szczęście, po dekadach wspólnych działań ochronnych, coraz częściej wracają do rzek w całej Europie. I bardzo dobrze, niech wracają i niech budują swoje tamy i żeremia. Niech żyją bobry!

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną