UE będzie walczyć z producentami sprzętu do tortur

Biznes na mękach
Unia Europejska wypowiedziała wojnę producentom narzędzi tortur i handlarzom nimi. Zwycięstwo będzie trudne, bo chętnych do stosowania tortur na świecie nie brakuje. A gdzie jest popyt, pojawia się i podaż.
Wystawa „Wojna to zbrodnia” w Kuala Lumpur przedstawia m.in. sceny z tortur, jakim amerykańscy żołnierze poddawali pojmanych Irakijczyków oskarżanych o terroryzm.
Bazuki Muhammad/Reuters/Forum

Wystawa „Wojna to zbrodnia” w Kuala Lumpur przedstawia m.in. sceny z tortur, jakim amerykańscy żołnierze poddawali pojmanych Irakijczyków oskarżanych o terroryzm.

Zamieszanie wprowadza handel sprzętem bdsm dla osób lubiących seks w wersji sadomasochistycznej.
123 RF

Zamieszanie wprowadza handel sprzętem bdsm dla osób lubiących seks w wersji sadomasochistycznej.

Żelazna dziewica, łoże sprawiedliwości, kołyska Judasza – średniowiecznym twórcom narzędzi tortur nie można odmówić makabrycznej fantazji. Ich budzące niegdyś grozę dzieła dziś stanowią wakacyjną atrakcję. W wielu miejscach Polski można je oglądać w osobliwych placówkach muzealnych, takich jak krakowska Kacia Nora, Katownia Warszyckiego w Ogrodzieńcu, Cela Czarownic w Darłowie, Izba Tortur w Lwówku Śląskim, Muzeum Tortur w Zielonej Górze. Katowskie narzędzia, rzadko oryginalne, zwykle współczesne repliki, eksponowane są w piwnicznych lochach. Jak zapewniają organizatorzy, służą popularyzacji historii. Chętnych do oglądania nie brakuje.

Tyle że wymyślne narzędzia tortur nie należą do historii. Od tamtych czasów konstruktorzy nie próżnowali i poszli dużo dalej. Widok średniowiecznej żelaznej dziewicy, czyli pudła z kolcami, w którym ponoć zamykano torturowanych, może dostarczyć dreszczu emocji (choć są podejrzenia, że to XIX-wieczna mistyfikacja), ale bardziej szokujący był ujawniony niedawno film z wrocławskiego komisariatu, gdzie widać, jak okrutne cierpienia można zadać za pomocą policyjnego paralizatora elektrycznego.

Biznes się rozkręcił

Zabytkowa żelazna dziewica nie umywa się do współczesnych hermetycznych komór do okrutnego wykonywania egzekucji, a łoże sprawiedliwości do łóżek-klatek czy tygrysich krzeseł do krępowania osób przesłuchiwanych. W przeciwieństwie do tych starożytnych, robionych przez rzemieślników, współczesne narzędzia to produkty przemysłowe, wytwarzane seryjnie przez wyspecjalizowane firmy. Dziś to spory biznes.

Na światowym rynku numerem jeden są Chiny. Nie tylko za sprawą wielowiekowej tradycji, ale także dlatego, że i dziś tortury są tam na porządku dziennym, choć państwo to jest sygnatariuszem konwencji ONZ z 1984 r. o zakazie ich stosowania. Ale jeśli chodzi o produkcję sprzętu do tortur i handel nim, nic nie wskazuje, by były jakiekolwiek ograniczenia. Według raportów Amnesty International i brytyjskiej fundacji Omega Research w ciągu ostatniej dekady przemysł sprzętu do tortur bardzo się w Chinach rozwinął. Przed dekadą doliczono się 28 specjalistycznych firm, dziś jest ich już ponad 130. Duża część to przedsiębiorstwa z państwowym kapitałem.

Formalnie produkują sprzęt dla sił porządkowych służący egzekwowaniu prawa. Jednak spora część uznawana jest za narzędzia do tortur, a także do okrutnego, nieludzkiego lub poniżającego traktowania albo karania. Firmy z Chin produkują niemal wszystko: od policyjnych pałek, w tym także z metalowymi kolcami albo rażących prądem, przez najrozmaitsze odmiany kajdanek, także zakładanych na kciuki, i szczególnie dolegliwych ciężkich kajdan, narzędzia do brutalnego przesłuchiwania, w tym tygrysie krzesła, aż po sprzęt do bezwzględnego pacyfikowania manifestantów.

Chińczycy przyznają, że ten biznes szczególnie się rozkręcił po wybuchu arabskiej wiosny. Państwa Bliskiego Wschodu zaczęły składać spore zamówienia na specjalny sprzęt policyjny. Dziś np. oddziały egipskiej policji są od stóp do głów wyposażone w nowy chiński sprzęt. Firma Xinxing Import/Export Corporation chwali się, że do samych tylko państw afrykańskich eksportuje sprzęt za 100 mln dol.

Oczywiście Chińczycy nie są monopolistami. Rozmaite urządzenia uznawane za narzędzia tortur lub do okrutnego, nieludzkiego i poniżającego traktowania produkują też kraje Ameryki Południowej (Brazylia, Argentyna, Wenezuela), a także USA. Nawet w Europie można je znaleźć. Niemiecka firma PKI chwali się, że wytwarza rodzaj obroży elektronicznej dla ludzi. Zakłada się ją na nogę osoby zatrzymanej, teoretycznie po to, by zapobiec próbie ucieczki. Nadzorca za pomocą pilota może w każdej chwili zdalnie spowodować porażenie prądem o napięciu 60 tys. V. Ponoć skuteczność gwarantowana. „Nigdy nie widziałeś, by ktoś się tak szybko zatrzymał” – wesoło komentuje to na swojej stronie internetowej producent. Oferuje też kajdanki z funkcją zdalnego fundowania elektroszoku.

Amnesty International wylicza listę unijnych krajów, w których działają producenci urządzeń uznawanych za mogące służyć torturom lub okrutnemu traktowaniu. Na liście tej są też dwie firmy z Polski. Zresztą nie trzeba długich poszukiwań, by w polskich sklepach internetowych znaleźć np. zakazane kajdanki na kciuki (cena 38 zł).

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną