Rynek

Wojna o handel na Lotnisku Chopina

Powierzchnie handlowe na Lotnisku Chopina po francuskim Lagardere Travel Retail przejmie Baltona, od 2010 r. należąca do indyjskiego koncernu Flemingo. Powierzchnie handlowe na Lotnisku Chopina po francuskim Lagardere Travel Retail przejmie Baltona, od 2010 r. należąca do indyjskiego koncernu Flemingo. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Do listy sporów związanych z przyszłością warszawskiego lotniska dołączył temat lotniskowego handlu.

Od początku lipca pasażerów podróżujących z warszawskiego lotniska spotyka niemiła niespodzianka – duża część sklepów, w tym dwa największe – z alkoholami, wyrobami tytoniowymi czy kosmetykami – jest zamknięta. W strefie non-Schengen, czyli części terminala za stanowiskami kontroli paszportowej przeznaczonej dla osób lecących m.in. poza Unię Europejską, do Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Chorwacji, nie działa prawie żaden sklep.

Czytaj także: Lotniska w Europie zakorkowane jak autostrady. Okęcie w czołówce

Powodem jest trwająca zmiana operatora sklepów na lotnisku. 30 czerwca zakończył się kontrakt z oddziałem francuskiego koncernu Lagardere Travel Retail, jednym z największych na świecie przedsiębiorstw w branży duty free. Placówki przejmuje teraz Baltona, od 2010 r. należąca do indyjskiego koncernu Flemingo. A że każda firma urządza sklepy po swojemu, to Baltona dostała kilka tygodni na przebudowę.

Źle zaplanowany przetarg – strata przychodów i oskarżenia o nieuczciwość

To, że przebudowę sklepów zaplanowano na szczyt sezonu letniego, to już dowód na złe zarządzanie lotniskiem. Nie chodzi tylko o dyskomfort pasażerów, choć na zatłoczonym Lotnisku Chopina przydałoby się nadrabiać atrakcyjnymi sklepami. Ale prowizje od sprzedaży i czynsze od najemców to nawet 30 proc. przychodów lotniska, więc ograniczenie oferty w szczycie sezonu to po prostu niegospodarność.

Można było jej pewnie uniknąć, gdyby przetarg był dobrze zaplanowany. Ale był przeprowadzony w złej porze i przede wszystkim w wątpliwy sposób. Przegrane Lagardere zapowiada sądową walkę, bo uważa, że postępowanie było nieuczciwe. Lotnisko poza pieniędzmi traci też wiarygodność i wikła się potencjalnie w wieloletni spór.

Lotniska to galerie handlowe

Handel dla portów lotniczych w Europie i Azji (inaczej jest w Stanach) już dawno przestał być jedynie dodatkową atrakcją dla pasażerów. To kluczowy element planu biznesowego; na wielu lotniskach przychody z tzw. usług pozalotniczych – czynszów, prowizji, opłat za parkowanie, wynajmu biur – stanowią ponad połowę wszystkich wpływów. Opłaty lotniskowe są regulowane i pod ciągłą presją ze strony linii lotniczych; szczególnie mniejsze lotniska boją się je podnosić, aby nie stracić przewoźników. Natomiast w obszarze usług pozalotniczych swoboda jest znacznie większa.

Czytaj także: W Locie wojna. To groźne dla pasażerów i gospodarki

Pasażerowie ogólnie lubią robić na lotniskach zakupy, a wiele firm (zwłaszcza producentów alkoholi i kosmetyków) wypuszcza specjalne serie produktów dostępnych tylko w terminalach. Podróżni zwykle mają nieco czasu przed odlotem, więc z braku innych atrakcji chodzą po sklepach. Za najlepszych klientów w Polsce uchodzą osoby lecące na wakacje lotami czarterowymi oraz osoby latające do pracy w Wielkiej Brytanii czy Skandynawii.

Zmiana najemców to rzecz normalna, da się ją przeprowadzić sensownie

Zmiany operatorów to nic dziwnego, bo koncesje najczęściej są przyznawane na kilka lat. W Polsce trwa teraz fala odnawiania koncesji po poprzednich, przyznawanych przed Euro 2012, po rozbudowie terminali największych lotnisk. Wyboru nie ma dużego, bo w kraju działa obecnie już w zasadzie tylko dwóch dużych operatorów – Lagardere i Baltona – ale jednak do zmian dochodzi.

Jednak przeprowadzanie tak poważnej zmiany w szczycie sezonu letniego to z punktu widzenia zarządzania lotniskiem porażka. Spółka traci przychody, pasażerowie są zirytowani, a sklepy ruszą dopiero wtedy, gdy ruch będzie już znacznie mniejszy.

Da się to zrobić inaczej, co w zeszłym roku pokazało lotnisko we Wrocławiu. Kontrakt z poprzednim najemcą – niemiecką firmą Heinemann, kończył się tuż przed sezonem letnim. Lotniskowa spółka podpisała więc aneks do umowy, aby uniknąć zmian w trakcie największego natężenia ruchu. Baltona, która wygrała przetarg na kolejną pięcioletnią koncesję, przeprowadzała przebudowę zimą.

Lagardere uważa, że zostało oszukane

Termin zmian to jedno, ale w przypadku Warszawy sprawa ma też drugie, prawne dno. Ten wątek będzie ciągnął się znacznie dłużej niż remont sklepów.

Przegrane w przetargu Lagardere mówi wprost, że zostało oszukane. Firma zarzuca Portom Lotniczym, zarządcy warszawskiego lotniska, że cały przetarg był ustawiony tak, aby wygrała go Baltona. Dotychczasowy najemca twierdzi, że nie był informowany o procedurach, że jego oferty w niewytłumaczalny sposób ginęły i wreszcie, że decyzja zapadła w ramach dogadywania się Portów Lotniczych z Baltoną (a właściwie z Flemingo) w trakcie ugody sądowej.

Przetarg na powierzchnie handlowe na Chopinie był ustawiony?

Flemingo od dawna toczyło bowiem prawne batalie z Portami Lotniczymi. Firma wygrała w arbitrażu w Sztokholmie 20 mln euro odszkodowania od Skarbu Państwa za de facto wywłaszczenie Baltony ze sklepów w terminalu przed przebudową. Porty Lotnicze użyły wtedy naciąganych prawnie argumentów, by zakończyć kontrakt i zwolnić sklepy przed planowaną przebudową budynku. W polskich sądach do niedawna toczyło się kolejne kilka spraw o odszkodowania. Łączne roszczenia Flemingo opiewały na ok. 430 mln zł.

Czytaj także: Okęcie, wybory i co dalej?

Jednak pod koniec zeszłego roku Porty Lotnicze dogadały się z Flemingo. Indyjska firma wycofała roszczenia i zrzekła się 20 mln euro odszkodowania, a w zamian operator lotniska wliczył te sumy do wartości oferty Baltony na najem sklepów. To rodzi mnóstwo pytań o legalność takiego postępowania, zaczynając od tego, że Porty Lotnicze wliczyły do wartości oferty „oszczędności” na odszkodowaniach, których polskie sądy jeszcze nie zasądziły.

PLL rzuca się z jednego wieloletniego procesu w kolejny

Lagardere mówi wprost, że to „załatwianie spraw za plecami, poza procedurami i prawem”. Zarzuca Portom Lotniczym, że te tracą państwowe pieniądze, bo po wliczeniu ulgi na remont sklepów oferta Baltony jest po prostu gorsza niż stawki, które oferowało Lagardere. Firma zamierza walczyć w sądach polskich i unijnych o odszkodowanie.

Lotnisko broni się i odrzuca wszystkie zarzuty. Twierdzi, że cały przetarg był pod kontrolą służb i Prokuratorii Generalnej, a rozstrzygnięcie jest korzystne. O tym, gdzie leży prawda, rozstrzygną zapewne za kilka lat sądy. Ale przeskoczenie od wieloletniego sporu z Baltoną do zapowiadającego się równie czasochłonnie konfliktu z Lagardere to i tak problem dla lotniska. Kiedyś może doprowadzić do konieczności wypłaty wysokich odszkodowań. A na razie przez zamieszanie cierpią głównie pasażerowie, którzy nie mogą zrobić pożegnalnych zakupów przed wylotem.

Czytaj także: Za 10 lat lotnisko Chopina będzie zamknięte dla pasażerów

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama