Z czego najbardziej zapamiętamy 2018 r.? Walka o prąd
„Po nas choćby potop!” – rząd PiS w końcówce 2018 r. w swoim stylu zagrał o wybory. Ale za mrożenie cen prądu i inne wygłupy obecnej ekipy zapłacimy my. I rachunki za energię długo nie pozwolą nam o tym zapomnieć.
Nagły wzrost cen energii elektrycznej o kilkadziesiąt procent okazał się zjawiskiem porażającym tak dla gospodarki, jak dla rządu.
chuttersnap/Unsplash

Nagły wzrost cen energii elektrycznej o kilkadziesiąt procent okazał się zjawiskiem porażającym tak dla gospodarki, jak dla rządu.

„Zamrożenie cen energii”, „bałagan z cenami prądu”, „prądowa eksplozja cen”, „kryzys energetyczny” – nasi komentatorzy nie mieli najmniejszych wątpliwości, które z wydarzeń w polskiej gospodarce AD 2018 najbardziej zapadnie Polakom w pamięć. Paniczne ruchy rządu PiS wokół cen prądu będziemy wspominać jeszcze długo, a konsekwencje polityki energetycznej obecnej ekipy równie długo – lub dłużej – odczuwać. I nie będą to przyjemne wspomnienia ani odczucia. Powstrzymanie wzrostu cen prądu w 2019 r. będzie kosztowało państwo – czyli nas – 9 mld zł. A potem rachunki i tak wzrosną.

Komentują Joanna Solska, Adam Grzeszak, Cezary Kowanda i Adam Czerniak.

Adam Czerniak: Zamrożenie cen energii

2018 był rokiem gwałtownego wzrostu cen prądu na giełdach towarowych w Polsce i krajach ościennych. Na skutek podwyżek kosztów emisji dwutlenku węgla przez elektrownie i rosnącego zużycia energii osiągnęły one poziomy nienotowane nigdy w historii. Aby nie dopuścić do podwyżek cen prądu również dla odbiorców indywidualnych, Sejm na nadzwyczajnym posiedzeniu przyjął ustawę, która bezpośrednio reguluje ceny energii elektrycznej dla Polaków. To rozwiązanie rodem z PRL, które po raz pierwszy w historii III RP ingeruje ustawowo tak silnie w wolny rynek, może być kamieniem milowym w cofnięciu reform kapitalistycznych. W przyszłości rząd będzie stał bowiem przed trudnym wyborem między ustalaniem co roku cen prądu lub dopuszczeniem do ich gwałtownego wzrostu.

Joanna Solska: Bałagan z cenami prądu

Przez trzy lata rządów PiS nie przejmował się rosnącymi kosztami. Wytwórcom energii elektrycznej kazał ratować bankrutujące kopalnie. Od firmy francuskiej kazał odkupić elektrownię, żeby cała branża stała się narodowa i łatwiej było ją zmuszać do innych nieracjonalnych posunięć. Wykończył firmy, które zainwestowały w odnawialne źródła energii. I nagle okazało się, że w roku wyborów parlamentarnych ceny prądu wzrosną o kilkadziesiąt procent, czego wyborcy z pewnością nie zaakceptują. Więc na gwałt uchwalono ustawy zmniejszające akcyzę i opłatę przesyłową, ale tylko na rok, do wyborów.

Co potem? Po nich choćby potop? Nadal będziemy coraz więcej węgla sprowadzać z Rosji i nadal – według statystyk NFZ – 45 tys. osób rocznie będzie umierać z powodu smogu. Pan prezydent będzie na to patrzył spokojnie, nie pozwoli zamordować polskich kopalń. Za brak polityki energetycznej długo będziemy płacić.

Cezary Kowanda: Prądowa eksplozja cen

W ostatnich godzinach starego roku PiS próbuje zapobiec ogromnym podwyżkom cen prądu w roku nowym. Obniżki akcyzy i różnych opłat oraz zaciśnięcie pasa przez rozpasane państwowe giganty energetyczne mają uratować polską gospodarkę i nas wszystkich, konsumentów, od prądowego szoku. Szoku w dużej mierze zawinionego przez ten sam rząd, który teraz występuje w roli zbawcy. Mści się uporczywe stawianie na węgiel i walka z odnawialnymi źródłami energii, której symbolem była ustawa antywiatrakowa. Jedynym rozwiązaniem problemu rosnących kosztów emisji dwutlenku węgla bez zmiany polityki energetycznej byłoby po prostu wyjście z Unii Europejskiej, ale przecież PiS zapewnia nas o swojej wielkiej miłości do Europy. Wkrótce przekonamy się, czy rzeczywiście system rekompensat będzie skuteczny i czy rachunki za prąd nie wzrosną ani klientom indywidualnym, ani firmom, ani samorządom. Nawet jeśli tak się stanie, będzie to tylko odroczenie wyroku. Bo polski prąd dotąd był tylko brudny, teraz stał się jeszcze bardzo drogi. To bezsprzecznie gospodarcza klęska AD 2018.

Adam Grzeszak: Kryzys energetyczny

Nagły wzrost cen energii elektrycznej o kilkadziesiąt procent okazał się zjawiskiem porażającym tak dla gospodarki, jak dla rządu. Z tym że rząd długo nie przyjmował tego do wiadomości, a kiedy sobie uświadomił, jakie mogą być konsekwencje, kompletnie się pogubił. Świadczyła o tym dramatyczna akcja uchwalania ustawy o cenach energii i poszukiwania pieniędzy w publicznej kasie, by uniknąć podwyżek i stworzyć wrażenie, że nic się nie stało. Tymczasem wzrost cen to w dużym stopniu uboczny efekt polityki PiS w energetyce. Kosztowna ustawa to tylko chwilowe znieczulenie – choroba powróci być może jeszcze w 2019 r., a z pewnością w 2020.

Czytaj też: Co Morawiecki i Tchórzewski mówią o rosnących cenach prądu

Rynek: aktualności i komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj