Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Wytchnienie dla kredytobiorców

Według najnowszych danych Związku Banków Polskich do sądów poszło ok. 147 tys. kredytobiorców. Według najnowszych danych Związku Banków Polskich do sądów poszło ok. 147 tys. kredytobiorców. Shutterstock
Długi proces, ale prawie zawsze wygrany, czy mniej korzystna, choć szybka i dzisiaj nawet bardziej opłacalna, ugoda? Kredytobiorcy walutowi wreszcie mają jakiś realny wybór.

Najważniejszym wydarzeniem ostatnich miesięcy dla frankowiczów był z pewnością czerwcowy wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), który wzmocnił pozycję kredytobiorców procesujących się z bankami. Sędziowie w Luksemburgu uznali, że instytucjom finansowym po unieważnieniu umowy kredytowej nie przysługuje tzw. odszkodowanie czy rekompensata za korzystanie z kapitału.

Tego elementu bało się wielu frankowiczów, którzy zwlekali z pozywaniem banków. Te co prawda przekonują, że wciąż otwarta jest jeszcze kwestia tzw. waloryzacji kapitału, czyli obowiązku zwrotu przez klienta pożyczonej przed laty kwoty z odsetkami po unieważnieniu kredytu. Jednak pełnomocnicy frankowiczów zapewniają, że również w tej sprawie wypowiedział się TSUE, stając jednoznacznie po stronie klientów.

Na tym nie koniec dobrych wiadomości dla frankowiczów. – Mimo różnych zapowiedzi nie pojawił się żaden projekt ustawy mającej wprowadzić specjalne opodatkowanie od korzyści z unieważnienia umów kredytowych. O takim scenariuszu, mającym odstraszyć klientów od drogi sądowej, mówili przedstawiciele Komisji Nadzoru Finansowego. Jednak ostatecznie skończyło się na samych groźbach. Klienci nie muszą się zatem obawiać, że państwo zabierze im pieniądze, które uda im się wygrać w sądzie – przekonuje dr Jędrzej Jachira, adwokat i wspólnik w Kancelarii Prawnej Sobota Jachira. Podkreśla on, że zdecydowana większość wyroków jest nieustannie korzystna dla frankowiczów. Innymi słowy, sędziowie decydują o unieważnieniu umowy z powodu obecności w niej klauzul abuzywnych, a klient musi tylko oddać bankowi pożyczony kapitał. Sam natomiast ma prawo do zwrotu wszystkich wpłaconych rat czy prowizji.

Według najnowszych danych Związku Banków Polskich do sądów poszło ok. 147 tys. kredytobiorców (łącznie mamy wciąż 360 tys. spłacanych kredytów hipotecznych w szwajcarskiej walucie). Jednak także instytucje finansowe zmieniają swoją taktykę, chętniej niż wcześniej oferując klientom propozycje ugód. – Mamy już 77 tys. ugód oraz dodatkowo prawie 2 tys. ugód sądowych. To nowe zjawisko – do porozumienia dochodzi już po złożeniu przez klienta pozwu. Decyduje się on na ugodę, bo nie chce czekać nierzadko nawet pięciu czy sześciu lat na prawomocny wyrok. Zachęcamy banki do wychodzenia z inicjatywą ugód, a klientów do negocjacji z nimi – mówi Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich. Dodaje on, że podstawą ugody jest potraktowanie kredytu jak złotowego od chwili jego zaciągnięcia. Jednak klient może często liczyć na dodatkowe, korzystne dla siebie, rozwiązania – na przykład promocyjne, okresowo stałe oprocentowanie czy umorzenie części kapitału.

Wciąż znaczna część frankowiczów nie zdecydowała się ani na ugodę, ani na proces. Ich oczekiwanie może mieć podłoże taktyczne. Z jednej strony liczą na to, że warunki ugód oferowane przez banki będą jeszcze bardziej korzystne. A równocześnie sprawdzają, czy kolejka frankowych spraw przed sądami nie zacznie wreszcie maleć. Tak może stać się w Sądzie Okręgowym w Warszawie, gdzie działa specjalny wydział zwany potocznie frankowym. Po zmianie przepisów pozwy kierować do niego mogą tylko mieszkańcy części stolicy. To oczywiście pozwala odciążać tę jednostkę, jednak równocześnie znacznie wzrósł napływ spraw do sądów w innych miastach. Wcześniej bowiem część klientów decydowała się pozwać bank w miejscu jego siedziby, a nie własnego miejsca zamieszkania. Perspektywa kilkuletniego procesu działa na niektórych frankowiczów odstraszająco, ale równocześnie korzyści finansowe z ugody nie są i nigdy nie będą tak duże jak z unieważnienia umowy. Ale taki sukces można osiągnąć tylko na drodze sądowej.

O ile frankowicze są dzisiaj w naprawdę dobrej sytuacji, o tyle wciąż trudno powiedzieć, jakie szanse na poprawę swojego losu mają spłacający kredyty złotowe, oparte na wskaźniku WIBOR. Jest on już stopniowo zastępowany przez WIRON, jednak zarówno banki, jak i wszystkie państwowe instytucje stoją twardo na stanowisku, że nie wolno podważać prawomocności WIBOR. Innymi słowy, jest to wskaźnik w pełni legalny, a wszelkie oskarżenia o manipulację jego poziomu pozostają nieuprawnione.

Inne zdanie ma część kredytobiorców, którzy w sądach próbują walczyć o usunięcie WIBOR z umów z bankami. Oznaczałoby to spadek oprocentowania takich pożyczek do poziomu samej marży. Na razie sędziowie albo oddalają takie pozwy, albo ostrożnie się nad nimi zastanawiają, odraczając postępowania. Coraz częściej pojawiają się głosy oczekujące wytycznych ze strony luksemburskiego Trybunału. To przecież on, poprzez długą serię wyroków, pomógł polskim sędziom poradzić sobie z frankowym chaosem i stworzyć w miarę spójną linię orzeczniczą. Czy także w sprawie wskaźnika WIBOR przejmie inicjatywę i rozwieje wątpliwości? O tym przekonamy się być może w nadchodzącym roku.

Polityka 52.2023 (3445) z dnia 19.12.2023; Poradnik frankowicza; s. 54
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Kolejny zjazd Lewicy. Tkwi w pułapce, a przed nią scenariusze złe i jeszcze gorsze

Pokiereszowana w kolejnych wyborach Lewica już wie, że kręci się w kółko i w najlepszym razie czeka ją dalszy dryf. Ale kręcić się będzie nadal, bo ma do wyboru jedynie scenariusze złe i jeszcze gorsze.

Rafał Kalukin
16.04.2024
Reklama