Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

E-papierosowa szara strefa poza kontrolą

Antonin FELS / Unsplash
Ponad połowa rynku e-papierosów w Polsce działa poza kontrolą państwa – wynika z najnowszego raportu Instytutu Fraunhofera. Aż 58 proc. obrotu odbywa się w szarej strefie, z czego niemal 90 proc. stanowi zorganizowany, nielegalny handel, pozbawiony nadzoru nad podatkami, jakością urządzeń i składem płynów.

„Kilkadziesiąt tysięcy pojemników z płynem do e-papierosów w rękach policji”, „Policjanci zabezpieczyli nielegalne e-papierosy”, „Funkcjonariusze przejęli ponad 600 jednorazowych e-papierosów i około 50 litrów olejków bez akcyzy”. To tylko niektóre nagłówki portali informacyjnych z ostatnich tygodni. Według danych Krajowej Administracji Skarbowej w 2025 r. zabezpieczono ponad 3,2 mln ml płynów do e-papierosów bez polskich znaków akcyzy i blisko 50 tys. sztuk e-papierosów, które nie powinny były trafić na polski rynek. Jak wynika z najnowszej publikacji Instytutu Fraunhofera, to tylko wierzchołek góry lodowej. W raporcie o szarej strefie e-papierosów w Europie Polska pojawia się w roli niechlubnego czempiona.

Mowa o raporcie „The Irregular Market for E-Cigarettes in Europe”, opublikowanym w połowie marca. Wynika z niego, że około 58 proc. rynku e-papierosów w Polsce funkcjonuje poza oficjalnym systemem sprzedaży i opodatkowania. Oznacza to, że ponad połowa produktów trafiających do polskich konsumentów nie przechodzi przez krajowy system akcyzowy ani kontrolę jakości.

E-papierosy. Czym różni się „szara strefa” od „czarnego rynku”?

Tu warto się na chwilę zatrzymać, bo raport różnicuje znaną nam wszystkim „szarą strefę” i „czarny rynek”. Ten pierwszy termin oznacza wprowadzenie do obrotu produktów bez uiszczenia podatków, w tym wypadku akcyzy. Czarny rynek idzie o krok dalej: obejmuje handel całkowicie nielegalny, zorganizowany, oparty na przemycie, fałszowaniu dokumentów celnych lub wprowadzaniu na rynek produktów, które w ogóle nie zostały zgłoszone do systemu. To e-papierosy o nieznanym składzie, które nie spełniają przepisów bezpieczeństwa, mają wyższą zawartość nikotyny niż dopuszczona w Polsce i mogą zawierać toksyczne składniki, takie jak np. ołów.

Zdecydowana większość tych produktów ma wspólne źródło. Globalnym centrum produkcji e-papierosów jest chińskie Shenzhen – miasto, które w ostatnich dwóch dekadach stało się czymś w rodzaju Doliny Krzemowej tzw. vapingu, czyli produkcji e-papierosów. Według danych przywoływanych w raporcie działa tam nawet kilkanaście tysięcy firm produkujących urządzenia do waporyzacji oraz ich komponenty. Szacuje się, że około 90 proc. e-papierosów trafiających na rynek europejski pochodzi właśnie z Chin. Do Unii przyjeżdżają trzema głównymi kanałami: statkami przez porty w Rotterdamie, Antwerpii, Hamburgu czy Gdyni, transportem lotniczym do hubów cargo takich jak Liège czy Frankfurt, a także koleją w ramach Nowego Jedwabnego Szlaku – m.in. przez polskie terminale intermodalne w Małaszewiczach, Łodzi, Poznaniu i Warszawie.

Paradoks polega na tym, że produkty, które masowo trafiają na rynek europejski, są w samych Chinach coraz bardziej ograniczane. W 2022 r. Pekin wprowadził bardzo restrykcyjne regulacje dotyczące vapingu, obejmujące m.in. zakaz sprzedaży smakowych e-papierosów na rynku krajowym. Chińskie fabryki nie przestały jednak istnieć – po prostu zaczęły się jeszcze silniej orientować na eksport. W efekcie Europa i Stany Zjednoczone stały się głównymi odbiorcami produktów, które w kraju ich wytworzenia nie mogą być legalnie sprzedawane. Produkcja e-papierosów na eksport przynosi Chinom tak duże przychody, że w lutym chińska Państwowa Administracja Monopolu Tytoniowego zdecydowała o ograniczeniu mocy produkcyjnych w celu ograniczenia nadprodukcji, bo olbrzymia konkurencja między rozproszonymi chińskimi producentami prowadziła do silnej walki cenowej i ograniczenia zysków.

Nielegalne e-papierosy. Cios w zdrowie młodzieży

Przedstawione w raporcie liczby są frapujące przede wszystkim z perspektywy zdrowia publicznego. Państwo chce ograniczyć dostęp nastolatków do e-papierosów – stąd pomysł całkowitego zakazu sprzedaży urządzeń jednorazowych (Rada Ministrów przyjęła taki projekt kilka tygodni temu i wkrótce trafi on do Sejmu) – ale równolegle mamy do czynienia z ogromnym, praktycznie niekontrolowanym rynkiem szarym, który podważa sens tych działań.

W tej sytuacji postawienie tamy wobec zalewu tanich, niezweryfikowanych produktów – głównie z Azji – poprzez uszczelnienie systemu i objęcie wszystkich wkładów do e-papierosów wielorazowych pełnym nadzorem regulacyjnym wydaje się rozwiązaniem racjonalnym nie tylko fiskalnie, ale także zdrowotnie. Każdy produkt wprowadzony do legalnego obrotu podlegałby kontroli, a wyroby funkcjonujące poza systemem można byłoby skuteczniej eliminować.

Kluczowe są tu jednak nie wpływy budżetowe, lecz bezpieczeństwo użytkowników. Jak wynika z raportu Instytutu Fraunhofera, nielegalne produkty do waporyzacji często nie spełniają podstawowych norm – zarówno jeśli chodzi o skład, jak i oznakowanie. W praktyce oznacza to, że konsumenci – w tym młodzi ludzie – narażeni są na kontakt z substancjami, których obecność nie powinna mieć miejsca w tego typu wyrobach. Mowa m.in. o metalach ciężkich, takich jak ołów czy nikiel, a także o toksycznych związkach chemicznych, jak aldehyd octowy.

Tym samym z perspektywy zdrowia publicznego mamy tu do czynienia z podwójnym problemem: po pierwsze, samo używanie e-papierosów nie jest obojętne dla zdrowia, po drugie – i to dodatkowo pogłębia skalę ryzyka – ogromna część tego rynku funkcjonuje poza jakąkolwiek kontrolą.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Czynsze grozy. Są takie bloki, które zamieniły się w miejsca walk. Podwyżki, straszenie sądem, finansowa panika

Wspólnoty mieszkaniowe zaczęły masowo powstawać w Polsce 30 lat temu. Były jak powiew wolności: małe środowiska rządzące się przejrzystymi, demokratycznymi zasadami. Dziś to tylko wspomnienie. Demokracja wynaturzona, zarząd jak dyktatura, kontroli państwa brak.

Marcin Kołodziejczyk
06.03.2026
Reklama