Ostatnie wydarzenia to dla działających w Polsce biur podróży jednocześnie złe i dobre wiadomości. Złe, bo trzeba było odwołać wyjazdy, a nawet przerwać trwające wycieczki do takich krajów jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, Oman czy Jordania. Ale touroperatorzy mogą pocieszać się faktem, że Iran został zaatakowany pod koniec lutego, a nie na przykład w październiku czy listopadzie, gdy dopiero rozpoczyna się wysoki sezon na wyjazdy w tych kierunkach. Strat oczywiście nie dało się uniknąć, ale są one ograniczone. Świadczy o tym ostatni komunikat notowanego na giełdzie biura Rainbow, jednego z trzech największych w Polsce. Ten operator musiał na początku marca organizować powrót do Polski 1270 osób przebywających w krajach objętych konfliktem. Łączne koszty ewakuacji, zwrotów i odwołanych późniejszych wyjazdów Rainbow szacuje na 8 mln zł. To raczej niewiele, biorąc pod uwagę, że roczne przychody tego biura sięgają ok. 5 mld zł.
Czytaj także: Koniec raju w Dubaju. Wojna w Iranie uderzyła w światowy rynek paliw i turystykę
Egipt i Turcja kluczowe dla branży
Poza tym biura, które przerwały lub odwołały wycieczki na Bliski Wschód, mogą liczyć na wsparcie z Turystycznego Funduszu Pomocowego, stworzonego w pandemii. Finansowany jest on ze składek płaconych przez klientów. Fundusz, na którego koncie jest niemal 450 mln zł, jest aktywowany w przypadkach szczególnych. Touroperatorzy mogą otrzymać z niego korzystną pożyczkę na zwrot klientom kosztów odwołanych wycieczek. Dzięki temu nie muszą nadwyrężać swoich budżetów. To mechanizm, który ma chronić również kolejnych klientów – destabilizacja w jednym regionie świata nie wpływa na kondycję całego biura, które może dalej normalnie funkcjonować. Oznacza to, że kryzys na Bliskim Wschodzie nie powinien zagrozić naszej branży turystycznej.
Czytaj także: Ceny biletów lecą w górę. Chodzi nie tylko o paliwo. Linie z Europy chcą szybko zarobić
Nie znaczy to, że nie ma ona powodów do obaw. Emiraty Arabskie czy Oman to głównie kierunki sezonowe – popularne od listopada do marca. Są oczywiście wyjazdy organizowane tam również w innych miesiącach (np. największe biuro podróży Itaka ryzykuje i wciąż sprzedaje wycieczki do tych krajów na kwiecień czy maj!), ale ich skala jest niewielka. Za to Turcja czy Egipt popularne są przez cały rok. Turcję odwiedziło w ubiegłym roku 1,9 mln Polaków, a Egipt ok. 1 mln – zdecydowana większość w ramach wycieczek sprzedawanych przez biura podróży. Operatorzy podkreślają w ślad za naszym Ministerstwem Spraw Zagranicznych, że nie ma przeciwwskazań do odpoczywania w obu tych krajów. Rezygnacja z Egiptu, a zwłaszcza z Turcji, byłaby dla wielu biur podróży prawdziwą katastrofą. Na razie przed nimi spore wyzwanie – przekonać klientów, że to kierunki bezpieczne i można tam nadal jeździć bez obaw. Chociaż oba kraje mają za sąsiadów państwa objęte konfliktem zbrojnym (Turcja graniczy z Iranem, Egipt z Izraelem), biura nie tylko nie odwołują wyjazdów do tych miejsc, ale też nie chcą zwracać pieniędzy tym, którzy wcześniej kupili wycieczki, a teraz boją się tam lecieć.
Czytaj także: Zmierzch wielkiego żarcia, koniec all inclusive? Szwedzkie stoły mogą zniknąć. „Polacy zrozpaczeni!”
Taniej na Cypr, drożej do Maroka?
Prawdopodobny scenariusz na ten rok to obniżenie cen wycieczek do Egiptu, Turcji, czy na Cypr (zainteresowanie rezerwacjami na tych kierunkach na razie wyraźnie spadło), przy równoczesnym podwyższeniu stawek za wyjazdy w inne regiony, uchodzące za bezpieczniejsze – np. do Maroka, na Wyspy Kanaryjskie i do europejskich państw śródziemnomorskich. Ostatnie lata przyniosły biurom podróży rekordowe przychody i zyski – ten rok będzie z pewnością trudniejszy, jeśli wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem szybko się nie skończy. Jednak touroperatorzy są w dobrej sytuacji finansowej i raczej nie należy martwić się ich kondycją. Dużo bardziej problematyczna jest odpowiedź na pytanie, dokąd można bez obaw jechać. Obok tradycyjnych kryteriów, jak jakość hoteli i wyżywienia, miejsca do zwiedzania czy wycieczki fakultatywne, pojawia się nowe: bezpieczeństwo w danym regionie. I to właśnie na nim biura podróży w tym sezonie mogą zarówno sporo stracić, jak i jeszcze więcej zarobić.