Dwa lata – tyle wytrwał na stanowisku prezesa Poczty Polskiej Sebastian Mikosz. Ministerstwo Aktywów Państwowych tłumaczy, że decyzja o jego odwołaniu wynika z konieczności zapewnienia „skutecznej realizacji założeń strategicznych, w tym odbudowy pozycji rynkowej spółki”. Mówiąc wprost, Mikosz najwyraźniej nie przekonał ministra Wojciecha Balczuna, że jest w stanie uczynić z państwowego molocha skutecznie zarządzaną firmę. Mimo że zdołał znacznie poprawić jej wyniki. Poczta Polska miała w 2023 r. stratę przekraczającą 600 mln zł, a rok później była na minusie już „tylko” nieco ponad 200 mln zł. W ubiegłym roku prezes Mikosz dokonał drastycznej operacji odchudzenia spółki – liczba etatów spadła z prawie 59 tys. do ok. 50 tys.
Nie udała się fuzja z Orlenem
Mikoszowi udało się w 2025 r. zwiększyć przychody ze sprzedaży usług finansowych – o prawie 10 proc. Planował wykorzystać potencjał Banku Pocztowego (trzy czwarte jego akcji należy do Poczty), a z placówek uczynić regionalne centra usług finansowych. Jednak równocześnie aż o 13 proc. spadły przychody z usług kurierskich. Być może ten właśnie element zaważył na decyzji Ministerstwa Aktywów Państwowych. To segment kurierski ma być dla Poczty Polskiej kluczowym elementem rozwoju, skoro liczba tradycyjnych listów spada i będzie spadać. Tymczasem Mikosz nie zrealizował bardzo ważnego projektu, o którym wielokrotnie mówił – połączenia sił Poczty Polskiej i Orlenu na polu usług kurierskich. Obie spółki kontrolowane przez Skarb Państwa zawarły nawet w ubiegłym roku wstępne porozumienie, a Poczta marzyła o przejęciu Orlen Paczki, która bardzo dynamicznie rozwijała się w ostatnich latach. Orlen ma ponad 7 tys. automatów paczkowych, podczas gdy Poczta Polska dysponuje zaledwie ok. 2 tys. takich urządzeń.
Po kilku miesiącach współpracy Orlen poinformował, że do kurierskiej fuzji jednak nie dojdzie, a Orlen Paczka pozostaje na razie częścią koncernu energetycznego, chociaż zupełnie do niego nie pasuje. Z nieoficjalnych informacji wynikało, że Poczta po prostu nie ma pieniędzy, aby sfinansować to przejęcie i nie może liczyć na wsparcie Skarbu Państwa. Ten i tak dotuje spółkę, rekompensując jej koszty związane z utrzymywaniem nierentownej sieci ponad 7 tys. placówek w całym kraju. Rynek kurierski w Polsce jest bardzo konkurencyjny, a Poczta bez mocnego zaplecza finansowego nie ma szans, aby skutecznie rywalizować z takimi potentatami jak InPost, DPD czy DHL. Sama wymiana Mikosza na innego prezesa tego nie zmieni. Każdy, kto przejmie stery w Poczcie, stanie przed tymi samymi wyzwaniami: konieczność modernizacji placówek (ten proces wreszcie się rozpoczął od zmiany asortymentu tzw. bazarku), budowa nowoczesnego zaplecza informatycznego czy walka o większy udział w rynku kurierskim.
Czym ma być Poczta Polska
Sebastian Mikosz cudów nie dokonał, ale przynajmniej zaczął zmiany w spółce, która w czasach PiS stała się skansenem, rządzonym w dużej mierze przez związkowców zaprzyjaźnionych z ówczesną władzą. Zaniedbania na Poczcie są tak ogromne, że potrzeba lat i spójnej strategii, aby wyprowadzić przedsiębiorstwo na prostą. Na razie wiemy, że według Ministerstwa Aktywów Państwowych Mikosz się do tego nie nadaje. Ale nie wiemy, czym ma być Poczta Polska w rządowej strategii. I przede wszystkim: gdzie znajdą się pieniądze na realizację tej wizji. Bo sama Poczta na pewno ich nie ma. Były już prezes otwarcie przyznawał, że aż 65 proc. wydatków spółki to pensje pracowników – najczęściej na poziomie płacy minimalnej lub odrobinę powyżej. W takich warunkach nie da się zbudować nowoczesnego koncernu logistycznego. Bez względu na to, ilu prezesów się wymieni.