Dla kartelu to potężny cios, niektórzy twierdzą, że być może śmiertelny. OPEC (Organization of the Petroleum Exporting Countries) powstał w 1960 r. w odpowiedzi na dramatycznie spadające ceny ropy. Celem, jaki sobie postawił, była kontrola wydobycia, tak by cena ropy była akceptowalna zarówno dla producentów, jak i konsumentów. Kiedy cena spadała, OPEC uzgadniał redukcję wydobycia, decydując, kto i o ile ma przykręcić kurek, a kiedy cena nadmiernie rosła, kurek odkręcano. Zbyt niska cena sprawiała, że w krajach producenckich nie dopinały się budżety, co groziło niepokojami, a może nawet rewolucjami. Z kolei cena szybująca zbyt wysoko groziła załamaniem gospodarczym u konsumentów ropy, co mogło doprowadzić do nagłego spadku popytu na nią.
Czytaj także: Świat na głodzie naftowym. Skąd mamy ropę, skoro cieśnina Ormuz jest zamknięta?
OPEC i OPEC+
Kiedy OPEC powstał, kontrolował ponad 50 proc. globalnego wydobycia. Nie wszyscy jednak zdecydowali się wejść do kartelu, niektórzy go opuszczali, rosło światowe wydobycie, więc udział grupy w globalnym rynku spadał, dochodząc do ok. 30 proc. całkowitego wydobycia. Najważniejszym nienależącym do kartelu producentem są Stany Zjednoczone, dziś największy światowy konsument i producent ropy. Amerykanie są wrogami OPEC, a Donald Trump oskarża kartel o sztuczne zawyżanie cen ropy. Choć dziś to przede wszystkim on odpowiada za najwyższą cenę ropy w historii.
Czytaj także: Benzyna drożeje, diesel szaleje. Płacimy za wojny wszczynane przez innych
Członkami OPEC są: Algieria, Angola, Arabia Saudyjska, Gabon, Gwinea Równikowa, Irak, Iran, Kongo, Kuwejt, Libia, Nigeria, Wenezuela, no i do 1 maja jeszcze ZEA. Z czasem kartel rozszerzył swoją działalność, tworząc OPEC+ – rodzaj sojuszu z głównym partnerem, czyli Rosją, oraz grupą krajów takich jak Azerbejdżan, Bahrajn, Brazylia, Brunei, Kazachstan, Malezja, Meksyk, Oman, Sudan Południowy. W ramach OPEC+ członkowie koordynują sprawy wydobycia.
ZEA przystąpiły do OPEC w 1967 r. i od początku były ważnym uczestnikiem kartelu, bo sporo produkują, a jednocześnie mają równie duży margines, w ramach którego można kurek odkręcać i przykręcać. Nie wszyscy uczestnicy kartelu mają taki luksus. Właściwie w samym OPEC tylko Arabia Saudyjska. Dziś w ramach limitów ZEA produkuje 3,2–3,6 mln baryłek dziennie (bpd), ale ma wolne moce sięgające 4,8 mln bpd. To 12 proc. całkowitej produkcji OPEC lub 3 proc. globalnej podaży (światowe zużycie to ok. 100 mln bpd). Oczywiście są to dane przedwojenne, bo ZEA cierpią na skutek blokady cieśniny Ormuz i eksportują tyle, ile jest w stanie przetłoczyć rurociągiem Habshan-Fujairah, który omija krytyczny odcinek Zatoki Perskiej.
Kluczowa przewidywalność rynku
Problemem OPEC była zawsze dyscyplina członków. Nie wszyscy stosowali się do ustalanych limitów, co sprawiało, że ropa często taniała poniżej ustalonego poziomu cen. Dla wielu krajów producentów wydobycie ropy jest podstawowym źródłem dochodów i jeśli ropa taniała za bardzo, zaczynały się ich problemy finansowe, które rozwiązywano, zwiększając wydobycie i sprzedaż ropy. Sprawcy nadwyżek liczyli, że Arabia Saudyjska lub ZEA przykręcą kurki i w efekcie ceny nie spadną. Nie zawsze to działało.
Trzeba bowiem pamiętać, że w różnych krajach jest różny koszt wydobycia ropy. W Arabii Saudyjskiej wydobycie baryłki kosztuje 3–4 dol., ale w Rosji lub USA ten koszt sięga ok. 50 dol. Więc sprzedaż tej samej ilości surowca może dawać bardzo różny zysk, a jeśli cena zejdzie poniżej granicy bezpieczeństwa, niektóre kraje mogą sporo tracić.
Początkowo świat, czyli konsumenci ropy, widzieli w OPEC gospodarczego pasożyta. Z czasem zaczęto dostrzegać pewne plusy, bo przewidywalność rynku jest sprawą kluczową nie tylko dla producentów, ale i konsumentów. W normalnych czasach OPEC pilnował poziomu 80 dol. za baryłkę (plus minus 20 dol.). To była cena do przełknięcia dla odbiorców, a producentom zapewniała finansowy komfort. Budżety się dopinały.
Czytaj także: Choroba holenderska po wenezuelsku. Dlaczego plan Trumpa tak przeraża nafciarzy w USA?
Benzyna za półdarmo?
A co by się stało, gdyby cena zjechała dużo niżej, tak jak marzy Donald Trump? Benzyna byłaby za półdarmo? Być może, ale bardzo krótko. Bo w pozbawionych dochodów krajach producenckich natychmiast wybuchłyby niepokoje społeczne, co odbiłoby się na wydobyciu ropy. Trzeba także pamiętać, że ropa to nie jest coś, co po prostu jedni mają, a inni nie. Trzeba najpierw wydać ogromne pieniądze na poszukiwanie złóż, bywa, że podmorskich (co pomnaża koszty), trzeba potem takie złoże zagospodarować, stworzyć całą infrastrukturę. Więc producenci muszą zarabiać, by opłacało im się szukać i wydobywać surowiec. W okresach, gdy cena ropy nadmiernie spada, maleje zainteresowanie firm naftowych poszukiwaniem nowych złóż. A stare się wyczerpują i zaczyna ropy brakować. Dlatego z rejterady Zjednoczonych Emiratów Arabskich z OPEC nie mamy się co cieszyć. Donald Trump wystarczająco rozregulował rynek ropy, więc kolejni deregulatorzy nie są potrzebni.