Kłopoty z paliwem lotniczym. Czy tanie loty będą jeszcze możliwe? Zachowaj spokój i planuj wakacje
Kłopoty z paliwem lotniczym. Czy tanie loty będą jeszcze możliwe? Zachowaj spokój i poluj
Czy w Europie zabraknie paliwa lotniczego? Zależy, komu wierzyć. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ostrzega, że może się to stać już pod koniec maja. Przed problemami ostrzegają także organizacje zrzeszające europejskie lotniska i przewoźników. Tymczasem Komisja Europejska uspokaja: w najbliższych miesiącach kerozyny nie powinno zabraknąć. Dotąd około połowy paliwa lotniczego nasz kontynent sprowadzał z regionu Zatoki Perskiej, przede wszystkim z Kuwejtu. Część tych dostaw odbywa się nadal mimo blokady cieśniny Ormuz, ale Europa potrzebuje importu z innych kierunków, np. ze Stanów Zjednoczonych. Istnieją oczywiście rezerwy strategiczne, ale one w pierwszej kolejności przeznaczane są dla wojska, a nie dla lotów cywilnych.
Czytaj także: Ceny biletów lecą w górę. Chodzi nie tylko o paliwo. Linie z Europy chcą szybko zarobić
Problem to cena, a nie brak kerozyny
Nie wiadomo zatem, co stanie się w czerwcu i kolejnych miesiącach. Prawdopodobnie paliwa na większości europejskich lotnisk nie zabraknie, ale mogą się zdarzać lokalne problemy z jego dostępnością. Na razie przewoźnicy martwią się przede wszystkim eksplozją cen kerozyny, która wzrosła o ponad 100 proc. od momentu ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. Chociaż nad Zatoką Perską trwa wciąż zawieszenie broni, cieśninę Ormuz blokują równocześnie Amerykanie i Irańczycy. Ci pierwsi kontrolują statki obsługujące porty irańskie, a ci drudzy wzięli na cel wszystkie pozostałe. Jeszcze niedawno koszt zakupu paliwa stanowił 20–25 proc. wszystkich wydatków linii lotniczych. Teraz, w przypadku niektórych przewoźników, sięga połowy.
Linie już reagują i zaczynają ograniczać liczbę lotów. Na razie nie z powodu braku paliwa, ale jego ceny, która sprawia, że część połączeń stała się nierentowna.
Koniec Lufthansy CityLine
Największe zamieszanie na europejskim niebie spowodowała ubiegłotygodniowa decyzja Lufthansy, która z dnia na dzień zamknęła jedną ze swoich spółek córek o nazwie Lufthansa CityLine. Obsługiwała ona głównie połączenia z różnych europejskich lotnisk do Frankfurtu i Monachium, dowożąc pasażerów do tych niemieckich hubów przesiadkowych. Koncern już wcześniej planował zamknąć tę deficytową linię, ale miało się to stać dopiero na jesieni. Przyspieszył decyzję, bo Lufthansa CityLine używała starszych maszyn Bombardier CRJ, w których zużycie paliwa na pasażera jest znacznie większe niż w nowocześniejszych samolotach.
Na decyzji Lufthansy ucierpiały też polskie porty – Rzeszów i Bydgoszcz straciły połączenia do Frankfurtu, a Gdańsk i Wrocław do Monachium. Zawieszone kierunki być może wrócą w czerwcu, ale na razie Lufthansa musi gruntownie przebudować swoją siatkę, wykorzystując do tego istniejące w swojej grupie linie (jak Lufthansa City Airlines, Swiss czy Austrian Airlines). Mniejszych redukcji połączeń dokonują też inne linie, w tym Lot, który nieco ograniczył liczbę kursów na Bałkany. Przewoźnicy straszą też podwyżkami cen biletów, chociaż w tym przypadku ich pole manewru jest ograniczone. Znacznie droższe połączenia oznaczałyby utratę części pasażerów. Zwłaszcza osób podróżujących dla przyjemności, które lecą, gdy znajdą tani bilet. A gdy im się to nie uda, inaczej spędzają wolny czas.
Czytaj także: Lufthansa ma kłopoty, ale nie tacy giganci znikali już z nieba. Czy Lot będzie umiał się obronić?
Zachować spokój i planować wakacje
Co w takiej sytuacji mają robić pasażerowie? Przede wszystkim zachować spokój i normalnie planować wakacje. Najważniejsze z punktu widzenia polskich lotnisk linie – Ryanair, Wizz Air i Lot – zachowują się rozsądnie i częściowo są chronione przed podwyżkami cen paliwa dzięki wcześniejszemu zagwarantowaniu sobie jego zakupu po określonych stawkach. Poza działaniami Lufthansy nie ma również na razie istotnego ograniczania oferty lotów z polskich portów. Równocześnie trudno przewidzieć, co przyniosą letnie miesiące. Kto zatem na własną rękę organizuje wyjazd, ten po zakupie biletu powinien wstrzymać się z rezerwacją hotelu czy samochodu na miejscu pobytu albo wybrać opcję, która pozwala na bezpłatną anulację.
Czytaj także: Linie lotnicze na oparach. Czy rozejm w Zatoce Perskiej uratuje nam wakacje?
Tanie loty – jak, gdzie i dokąd?
A co stanie się z samymi cenami biletów? Od dawna już obowiązuje prosta zasada: linie starają się, aby pasażer zapłacił jak najwięcej, ale równocześnie nie ma dla nich nic gorszego niż lecieć z pustym fotelem. To dlatego wielokrotnie zmieniają ceny na konkretny rejs – na przemian podnosząc je i obniżając. Ostatnie zamieszanie ma oczywiście wpływ na ceny, ale przede wszystkim dlatego, że zmieniają się preferencje klientów. Spadło zainteresowanie wyjazdami na Cypr, więc to właśnie tam łatwiej znaleźć atrakcyjne oferty. Jeżeli natomiast jest więcej zainteresowanych wylotem do Hiszpanii czy Włoch, to linie natychmiast to wykorzystują, zwiększając ceny na tych kierunkach. Przewoźnicy, narzekając na drogie paliwo i strasząc kłopotami z jego dostępnością, wysyłają jasny sygnał do pasażerów: rezerwujcie jak najszybciej, bo potem będzie drożej. Powinny jednak uważać, żeby w ten sposób potencjalnych klientów nie wystraszyć. Bo jak wtedy zapełnią samoloty?