Kryptomiłośnicy. PiS i Konfederacja stoją murem za wetem. Nie widzą, że to straceńcza taktyka?
Koalicji rządowej znów nie udało się obalić prezydenckiego weta do ustawy kryptowalutowej. Było to do przewidzenia, gdyż Konfederacja i PiS stoją murem za wetem, przytaczając dość mętne argumenty o zbyt daleko idących uprawnieniach Komisji Nadzoru Finansowego w stosunku do podmiotów działających na tym rynku. Zaskakujące było natomiast manifestacyjne zignorowanie głosowania przez prezesa Kaczyńskiego, który tym samym dał powody, by twierdzić, że się z kryptowalutową linią Nawrockiego – niech się dzieje, co chce – nie zgadza.
Zondacrypto była oszustwem
Niewykluczone, że prezes Kaczyński wyczuł, iż idący w Polskę komunikat, że kryptowalutowe giełdy nie potrzebują nadzoru ani regulacji akurat w momencie, gdy dziesiątki tysięcy ludzi od ponad dwóch tygodni nie mogą wypłacić swoich środków z giełdy Zondacrypto, to jednak straceńcza taktyka.
Wszystko wskazuje na to, że Zondacrypto była oszustwem – kolejne terminy uporania się przez pracowników giełdy z tzw. problemami technicznymi uniemożliwiającymi wypłaty nie zostały dotrzymane, transakcje wciąż figurują jako „oczekujące”, a prezes giełdy Przemysław Kral (miejsce pobytu: nieznane) opublikował w czwartek nagranie wideo, w którym usiłował coś wyjaśniać, ale absurd gonił tam absurd, a na szczycie tej piramidy niedorzeczności Kral umieścił zapewnienie, że 4,5 tys. bitcoinów (niemal 1,2 mld zł), które jego giełda miała posiadać na poczet zabezpieczenia transakcji klientów, znajduje się na portfelu kryptowalutowym Sylwestra Suszka, do którego tylko Suszek ma dostęp.
Dla niewtajemniczonych: Suszek był twórcą giełdy BitBay, poprzedniczki Zondacrypto, ale zaginął w tajemniczych okolicznościach cztery lata temu, a stery nowej firmy przejął właśnie Kral, prawnik Suszka. Szybko zresztą ustalono, że na portfelu, którego adres Kral pokazał w nagraniu, od dziesięciu lat nie dokonano żadnej transakcji.
Czytaj także: Polski komitet kryptoolimpijski. Co wiadomo o zondacrypto, które do PKOl wprowadził Piesiewicz?
PiS i Konfederacja mają problem
Liczbę pokrzywdzonych klientów Zondacrypto szacuje się na kilkadziesiąt tysięcy, poniesione przez nich straty mogą iść w miliardy złotych, a doświadczenia z upadków innych kryptowalutowych giełd podpowiadają niestety, że może być to historia w rodzaju „szukaj wiatru w polu”. Za BitBay ciągną się zarzuty o pranie brudnych pieniędzy oraz uczestnictwo w projekcie członków śląskiej mafii paliwowej. W Czeladzi, w paliwowej bazie niejakiego „Mańka”, po raz ostatni widziano Suszka, zaś „Maniek” jest podejrzany o pozbawienie Suszka wolności, a w innym śledztwie ma zarzuty oszustw podatkowych i narażenia skarbu państwa na stratę 300 mln zł.
Taki właśnie jest rodowód Zondacrypto, co nie przeszkadzało jednak prawicowym politykom (Przemysław Wipler, Zbigniew Ziobro) inkasować od Krala wpłat idących w setki tysięcy złotych, z pieniędzy Zondy finansowane były również prawicowe konwencje i imprezy, poratowały pustą kasę Polskiego Komitetu Olimpijskiego, w którym uporczywie trzyma się prezesowskiego stołka skompromitowany i „wyhodowany” w czasach PiS Radosław Piesiewicz, a teraz okazuje się jeszcze, że pełnomocnikiem Krala w jednej ze spraw sądowych jest „etatowy” obrońca posłów PiS Bartosz Lewandowski. PiS i Konfederacja mają ewidentny problem, gdyż wniosek jest oczywisty: ludzie potracili pieniądze na giełdzie, a obie partie się nimi pożywiły.
Polscy kryptomiłośnicy
Polska pozostaje wciąż jedynym unijnym krajem, który nie wprowadził przepisów wykonawczych do rozporządzenia MiCA. Wchodzi ono w życie 1 lipca tego roku i zobowiązuje giełdy kryptowalut do audytowania swoich finansów, odseparowania środków własnych od wpłat klientów, identyfikacji posiadaczy portfeli oraz przede wszystkim przedstawienia dowodów na posiadanie rezerw (w obligacjach lub walucie) w wysokości adekwatnej do skali działalności. Giełdy, które się do tego nie zastosują, nie otrzymają licencji.
Rozporządzenie obowiązuje bezpośrednio, co oznacza, że w Polsce będą mogły działać giełdy, które z powodzeniem przejdą proces licencyjny w innych krajach Unii. Na ten argument powoływał się m.in. Sławomir Mentzen, gorący orędownik utrzymania prezydenckiego weta. Powinien jeszcze dodać: nie martwcie się, drodzy kryptomiłośnicy, dzięki unijnemu prawu od połowy roku będziecie na tym rynku bezpieczniejsi.