Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Zondacrypto: gdzie wyparowały miliony? Mroczna historia z polityczną burzą w tle

Zondacrypto Zondacrypto Wojciech Olkuśnik / East News
Klienci Zondacrypto drżą dziś o los swoich pieniędzy, a w tle rozwija się polityczna burza o to, komu przypisać odpowiedzialność za ewentualne wpuszczenie klientów kryptogiełdy w maliny.

„Problemy techniczne”, „wdrażanie zaawansowanych systemów monitoringu”, „manualna weryfikacja wypłat” – tego rodzaju enigmatycznymi hasłami zarządzający giełdą kryptowalut Zondacrypto tłumaczą opóźnienia w realizacji wypłat przez klientów, których w Polsce jest ponoć pół miliona. Kilka dni temu portale Money.pl i Wp.pl ujawniły, że fachowa analiza firmy Recoveris wykazała, iż z tzw. gorącego portfela Zondacrypto wyparowało w ciągu ostatnich czterech miesięcy 21 mln dol. Portfel ten jest na stałe podłączony do sieci internetowej, a więc w teorii funkcjonuje jako rezerwy dla transakcji. W chwili wykonywania analizy stan gorącego portfela Zondacrypto wynosił niespełna 0,1 bitcoina, a więc jakieś 20 tys. zł.

Czytaj także: Polski komitet kryptoolimpijski. Co wiadomo o zondacrypto, które do PKOl wprowadził Piesiewicz?

Zondacrypto: klienci drżą

Historia Zondacrypto – o której pisała również „Polityka” – jest wyjątkowo mroczna. W swym poprzednim wcieleniu giełda nazywała się BitBay i ciągnęły się za nią podejrzenia prania brudnych pieniędzy i biznesowego zaangażowania ludzi ze śląskiego półświatka, a Krajowa Administracja Skarbowa bezskutecznie domagała się od założyciela BitBay Sylwestra Suszka ujawnienia danych klientów. W końcu w 2019 r. Komisja Nadzoru Finansowego wpisała BitBay na listę ostrzeżeń, więc Suszek przeniósł biznes do Estonii. Trzy lata później zaginął w tajemniczych okolicznościach, jego los do dziś jest nieznany, a stery w nowym podmiocie, Zondacrypto, przejął adwokat Suszka Przemysław Kral. Nie wiadomo, skąd miał na to środki.

Klienci Zondacrypto drżą dziś o los swoich pieniędzy, a w tle rozwija się polityczna burza o to, komu przypisać odpowiedzialność za ewentualne wpuszczenie klientów kryptogiełdy w maliny. W odżegnywaniu się od tego póki co zdecydowanie przoduje Sławomir Mentzen, który kilka tygodni temu zachęcał Karola Nawrockiego do zawetowania ustawy dającej Komisji Nadzoru Finansowego pewne narzędzia kontroli i nadzoru nad rynkiem kryptowalut oraz weryfikowania wypłacalności działających na nim podmiotów.

Nawrocki przepisy zawetował (nawet dwukrotnie), zaś Mentzen bił brawo za „świetną decyzję zgodną z oczekiwaniami branży krypto”. Wcześniej poseł uparcie lansował narrację, że unijne regulacje w przedmiocie kryptowalut to jedna wielka opresja, Polakom należy pozwolić na inwestowanie, w co chcą i jak chcą, a państwo nie powinno im w tym przeszkadzać. Zresztą jego wyborcy co do zasady się z tym zgadzali. Ale to było w czasach, gdy bitcoin piął się w górę (aktualnie stracił połowę wartości w stosunku do rekordowych notowań sprzed paru miesięcy), a kryptowalutowe giełdy nie miały kłopotów z płynnością.

Kryptogiełdy po wecie Nawrockiego

Weto Nawrockiego oznacza, że Polska jest ostatnim krajem unijnym, który wciąż nie przyjął przepisów implementujących unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto Assets), wprowadzające dużo ściślejszy nadzór nad działalnością kryptowalutowych giełd. Teoretycznie rozporządzenie to obowiązuje i może być stosowane bezpośrednio, ale w praktyce prawo jest martwe, gdyż to w krajowej ustawie miał być wskazany organ – Komisja Nadzoru Finansowego – sprawujący nadzór i udzielający licencji. Nie ma ustawy, nie ma organu, nie ma kontroli, zaś wkrótce – od lipca – nie będzie licencji dla nowych kryptogiełd, a już wydane wygasną.

Zondacrypto afiszowała się ze swoim finansowym wsparciem dla szeroko rozumianego obozu prawicowego (reklamy w TV Republika, finansowanie zlotów i konwencji konserwatystów, sponsoring Polskiego Komitetu Olimpijskiego, w którym rządzi zblatowany z obozem PiS Radosław Piesiewicz), a premier Donald Tusk właśnie ujawnił, że w październiku, tuż przed głosowaniem nad obaleniem pierwszego prezydenckiego weta, Przemysław Kral wpłacił 450 tys. zł na rzecz fundacji Instytut Polski Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry, a inna spółka powiązana z Kralem przelała 70 tys. euro dla fundacji „Dobry rząd” należącej do Przemysława Wiplera, partyjnego kolegi Sławomira Mentzena.

Na prawicy zapowiada się ciąg dalszy pasjonującego wyścigu o przerzucanie gorącego kryptowalutowego kartofla z bardzo podejrzanym lobbingiem w tle.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Terapia integracji sensorycznej: zaglądamy za kulisy. Dorośli płacą krocie na zajęcia dla dzieci

Na terapię integracji sensorycznej Polacy wydają rocznie kilkaset milionów złotych z prywatnych kieszeni i z publicznych środków. Sprawdzamy, czy warto, i zaglądamy za kulisy branży.

Joanna Cieśla
29.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną