RAPORT: jak zdać maturę z internetowym gotowcem

POKOLENIE kopiuj-wklej
Tysiące licealistów podczas matury ustnej z języka polskiego zamiast własnych prezentacji przedstawi kupione prace. Większość oszuka nauczycieli nie pierwszy i nie ostatni raz. I co? I nic.
Piotr Socha/Polityka

Portale internetowe, za pośrednictwem których można zlecić komuś odrobienie lekcji czy napisanie pracy – od rozprawki po pracę dyplomową – odwiedzają każdego miesiąca miliony osób. – Od własnego syna, 12-latka, usłyszałam niedawno: „po co mam odrabiać lekcje? Przecież jest Internet!?” – mówi nauczycielka polskiego w jednym z łódzkich liceów. Kiedyś, gdy uczeń nie odrobił pracy domowej, mógł tylko prosić kolegę, żeby dał mu odpisać. Byli tacy, którzy spisywali nagminnie, ale większość widziała w tym coś krępującego. Dziś wystarczy uruchomić komputer i otwierają się tysiące możliwości, by uniknąć nie tylko odrabiania pracy domowej, ale w ogóle wszelkich szkolnych obowiązków.

Samopomoc uczniowska

Wśród uczniów gimnazjów i liceów, a także w ostatnich klasach szkoły podstawowej ogromnym powodzeniem cieszą się portale samopomocowe. Najpopularniejszym z nich jest zadane.pl. Każdy, kto się w nim zarejestruje, dostaje na start określoną liczbę punktów. Gdy chce, by inni użytkownicy odrobili za niego zadanie domowe, zamieszcza je na portalu. Za rozwiązanie płaci punktami.

Od uruchomienia serwisu we wrześniu ub.r. zarejestrowało się w nim 300 tys. użytkowników. Odrobili za siebie nawzajem ponad 630 tys. prac domowych. Rozwiązane zadania i gotowe wypracowania dostępne są na portalu także dla osób niezarejestrowanych. Dzięki temu w samym tylko marcu stronę odwiedziło 1,6 mln internautów.

Łukasz Haluch, współtwórca zadane.pl, w działalności portalu nie widzi niczego złego. – Ten, kto nie umie zrobić pracy domowej, i tak spisałby ją na kolanie przed lekcją. To nie jest oferta dla cwaniaków czy leni, ale dla tych, którzy nie radzą sobie z niektórymi przedmiotami. Początkowe punkty wystarczą na rozwiązanie jednego zadania. Kolejne użytkownik zdobywa, odrabiając za innych lekcje z przedmiotów, które lubi i w których czuje się pewniej – przekonuje.

W rzeczywistości punkty można również kupić, wysyłając sms (1,22 zł za 10 pkt potrzebnych na rozwiązanie jednego prostego zadania) lub zdobyć, zachęcając innych do korzystania z portalu (30 pkt za każdą osobę z polecenia). Sposobów, by zlecić innym robienie zadań, a samemu się nie narobić, jest więcej.

Z kumplami z klasy stosujemy taki patent: jeden z nas wrzuca na portal zadanie, które było rozwiązywane podczas lekcji w szkole. Drugi zamieszcza rozwiązanie i dostaje za to punkty. Płaci nimi za odrobienie naszej pracy domowej – zdradza Marcin, uczeń jednego z warszawskich liceów.

Kto zatem rozwiązuje zadania? Okazuje się, że obok nastolatków korzystających z portalu, tak jak Marcin i jego koledzy, są osoby, które wyłącznie odrabiają prace domowe za innych, nie dając do odrobienia swoich. Zachętą są prowadzone przez serwis rankingi rozwiązywaczy zadań. Nagroda za zajęcie pierwszego miejsca w rankingu semestralnym wynosi tysiąc złotych. W konkursach miesięcznych laureaci trzech pierwszych miejsc dostają bony zakupowe o wartości 100–400 zł, a pozostali z pierwszej dziesiątki – doładowania do telefonów o wartości 30–50 zł.

Ewcia58

Gdy użytkownicy portalu samopomocowego trudne.pl potrzebują pilnie pomocy, zwracają się do niej. Piszą jak do koleżanki ze szkolnej ławki: „Ewcia, ratuj…”. Czasami, jak wówczas, gdy gimnazjalistka Wiola96 prosiła, by „na dziś” napisać jej wypracowanie z polskiego, Ewcia sarka: „To coś się tak późno obudziła?!”. Ale prawie zawsze pomaga. Udzieliła już blisko 2 tys. odpowiedzi. Najchętniej na poziomie gimnazjum, z polskiego i religii. Jej prace często przypominają wpisy na forach internetowych – z podobnym poszanowaniem składni, interpunkcji i ortografii. Często myli lektury, nazwiska. Ale ci, którym pomogła, wystawiają jej na trudne.pl bardzo dobre oceny. Czasem chwalą się, że dostali w szkole czwórki, piątki. – Całe życie coś sobie pisałam na brudno. Jak mnie ktoś prosi, piszę wiersze na różne okoliczności. Na trudne.pl udzielam się nie dla nagrody – iPhone’a, ale z myślą o umieszczeniu dla potomnych moich prac. Cieszę się, że mogę oddać się literaturze, a przy okazji pomóc innym – tłumaczy Ewcia. A raczej Ewa, bo parę lat temu skończyła pięćdziesiątkę. Ma trójkę dzieci: dorosłą córkę i dwoje gimnazjalistów. Sama w młodości ukończyła zawodówkę, teraz uczy się w liceum dla dorosłych w Warce. – Gdy ktoś na trudne.pl prosi mnie o pomoc, sięgam do swoich notatek z lekcji i streszczeń. Analizuję je i własnymi słowami piszę. Oczywiście, jeśli zajęcia w domu i praca mi pozwolą. Co robi zawodowo? – Sprzątam.

Gotowiec na każdą okazję

Coraz częściej uczniowie szukają w Internecie gotowych wypracowań. Największy wybór – aż 100 tys. prac z różnych przedmiotów – oferuje im istniejący od 1998 r. portal ściąga.pl. W swoich zasobach ma on 2,3 tys. gotowców ze słowem „Antygona”, 983 ze słowem „Solidarność” i 252 ze słowem „chlorofil”. Bazę tworzą głównie nastolatki, które udostępniają serwisowi swoje stare prace. Także bezpłatnie portal udostępnia je innym internautom. Ostatnio stronę odwiedzało miesięcznie blisko 3,5 mln osób. – Kilka razy w miesiącu uczniowie przynoszą mi prace żywcem ściągnięte ze ściąga.pl albo skompilowane z kilku wypracowań – mówi polonistka z łódzkiego liceum. Ściąga.pl jest także, według statystyk serwisu antyplagiatowego plagiat.pl, najpopularniejszym źródłem zapożyczeń w pracach dyplomowych studentów. Co ciekawe, spółka Freshmind, do której należy ściąga.pl, utrzymuje się z reklam zamieszczanych na portalu głównie przez szkoły pomaturalne i uczelnie wyższe (także publiczne). W 2008 r. zapłaciły one firmie za reklamę blisko 1,2 mln zł.

Niedawno portal ściąga.pl udostępnił nową usługę – miniściągę. Internauci mogą sobie zakładać w nim własne notatniki, do których dostęp uzyskuje się podobnie jak w innych portalach do skrzynki pocztowej. Administratorzy zachęcają użytkowników, by w notatnikach tworzyli własne katalogi tematyczne (np. „klasówka Średniowiecze”) i kopiowali do nich te wypracowania z serwisu, które mogą im się na daną okazję przydać. Kto ma w telefonie komórkowym dostęp do Internetu, może w dowolnej chwili otworzyć swój notatnik i wykorzystać zgromadzone w nim teksty. – Oczywiście istnieje ryzyko, iż notatnik w wersji mobilnej zostanie wykorzystany do ściągania na lekcjach. Ale korzystanie z telefonów komórkowych podczas klasówek i lekcji powinno być zabronione – mówi Piotr Krzaczkowski, prezes firmy Freshmind. Powszechnie wiadomo, że w wielu szkołach zabronione jednak nie jest.

Gryzoń

Kilka lat temu na jednym z forów internetowych rozgorzała dyskusja na temat ściągania przez komórkę. Gryzoniowi, który chodził wówczas do pierwszej klasy liceum, pomysł wydał się początkowo absurdalny. W jego szkole każdemu, kogo podczas lekcji złapano z telefonem, natychmiast go rekwirowano. Kilku dyskutantów twierdziło jednak, że od dawna ściągają wyłącznie w ten sposób, a gdy nauczyciel coś zauważy, mówią, że sprawdzali tylko, która jest godzina albo czy telefon jest na pewno wyciszony, bo nie chcieliby przeszkadzać kolegom. Dla zabawy Gryzoń ściągnął wówczas z Internetu program pozwalający tak przerobić plik z komputera, by można go było odczytać w jego telefonie. Potem ktoś go poprosił, by przerzucił mu do komórki gotowce na sprawdzian z historii. Polecił Gryzonia następnemu. A ten kolejnemu. I zrobiła się z fabryka. Gryzoń – już za pieniądze – kopiował wybrane przez klientów wypracowania ze ściąga.pl i innych podobnych portali i dostosowywał format do ich komórek. Gdy telefon się do tego nie nadawał – radził, jaki kupić, by mieć wygodniejszy dostęp do ściąg. Ostatnio jednak biznes podupadł. Coraz więcej nastolatków ma w komórce Internet i często nie robią ściąg, licząc, że podczas klasówki uda się im wszystko wygooglować. Poza tym konkurencja jest ogromna: gotowe bryki na komórkę oferuje coraz więcej portali, a producenci gier na komórkę poszerzyli asortyment o opracowania epok literackich oraz aplikacje z wzorami matematycznymi i fizycznymi.

Noga z polaka

Od kilku lat w Internecie, a także na niewielką skalę poza nim, kwitnie handel prezentacjami maturalnymi z języka polskiego. Zostały one wprowadzone w 2005 r., w miejsce dawnej matury ustnej z polskiego (czyli trzech pytań z zakresu programu nauczania). Idea była taka, że uczniowie sami będą proponować i opracowywać tematy, które zaprezentują na ustnej maturze – dzięki czemu będą mogli wykazać się swoimi zainteresowaniami. Praktyka jest inna. – Na rok przed maturą każda szkoła średnia musi przygotować listę stu tematów maturalnych. Uczniowie mogą zgłaszać swoje propozycje, ale w drugiej klasie większość z nich jeszcze nie ma pomysłu na prezentację. W efekcie większość tematów zgłaszają nauczyciele – mówi wieloletnia dyrektorka jednego z liceów w powiecie bełchatowskim.

Wielu tegorocznych maturzystów w dyskusjach na forach internetowych przyznawało, że szkoda im czasu na przygotowania do ustnego egzaminu z polskiego (jego wynik nie jest brany pod uwagę przy rekrutacji na studia). Część nawet chciała zrobić prezentacje – ale nie wiedzieli, jak się do tego zabrać, a na pomoc polonisty nie mogli liczyć. Rozwiązaniem mógł być wybór jednej z tysięcy dostępnych w Internecie ofert sprzedaży prezentacji maturalnych.

Gotowe prace maturzystów z ubiegłych lat kupić można m.in. w serwisie Noga z polaka. Do wyboru jest blisko 2 tys. tytułów. Cena – zaledwie 40 zł. Właściciele portalu zapewniają, iż dzięki temu, że klient kupuje pracę, a nie jak w niektórych serwisach dostaje za darmo – zyskuje pewność, że jest ona unikatowa. Tyle że w tym samym portalu znaleźć można ranking najlepiej sprzedających się prezentacji. Rekordy popularności bije praca o zapożyczeniach językowych zamieszczona w serwisie w 2007 r. przez maturzystę III LO we Wrocławiu. Sprzedano ją 75 razy, z tego 18 w tym roku szkolnym. Z komentarzy kupujących wynika, że co najmniej kilku z nich na egzaminie maturalnym przedstawiło ją jako własną. Niektórzy dostali więcej punktów niż jej autor.

Drożej trzeba zapłacić za gotową pracę, kupując ją bezpośrednio u autora (50–150 zł). Ale i tu nie ma gwarancji wyłączności. Seba, który maturę zdawał 3 lata temu, prezentację przygotował sam. Dotyczyła literatury science fiction. Dostał komplet punktów. Rok później sprzedał ją kilku osobom. Dwaj koledzy z klasy zrobili to samo. W ubiegłym roku chcieli znów wystawić prace na sprzedaż, ale ich charakterystyczne tytuły znaleźli na liście 300 prac, które po 45 zł wystawił na sprzedaż „wieloletni nauczyciel LO”. Były tam też tytuły prac innych kolegów z klasy, którzy nigdy ich nie sprzedawali. – Jedyną osobą, której dawaliśmy wszyscy do przejrzenia nasze prezentacje, była nasza nauczycielka polskiego. Komisja egzaminacyjna dysponowała tylko planami ramowymi – tłumaczy Seba.

Ogłoszeń „nauczycieli” wystawiających na sprzedaż setki „osobiście sprawdzonych prac” można w Internecie znaleźć wiele. Niektórzy oferują również napisanie na zlecenie pracy oryginalnej.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną