W telewizji najważniejszy jest juror

Juror musi mieć talent
Umiejętne poniżanie ludzi przed kamerą to dla telewizyjnych stacji kura znosząca złote jaja. Dlatego kluczową postacią dobrego talent show jest spontaniczny juror.
„Taniec z Gwiazdami”, od lewej: Iwona Szymańska-Pavlowić, Janusz Józefowicz, Jolanta Fraszyńska, Piotr Galiński.
Cezary Piwowarski/TVN/materiały prasowe

„Taniec z Gwiazdami”, od lewej: Iwona Szymańska-Pavlowić, Janusz Józefowicz, Jolanta Fraszyńska, Piotr Galiński.

Adam Darski z programu „The Voice of Poland”.
Jan Bogacz/TVP/materiały prasowe

Adam Darski z programu „The Voice of Poland”.

„Must Be The Music', od lewej: Wojtek Kozo Kozowski, Kora, Elżbieta Zapendowska, Adam Sztaba.
Paweł Mazurek/Studio 69/materiały prasowe

„Must Be The Music", od lewej: Wojtek Kozo Kozowski, Kora, Elżbieta Zapendowska, Adam Sztaba.

„X Factor”, od lewej: Czesław Mozil, Maja Sablewska, Kuba Wojewódzki.
TVN/materiały prasowe

„X Factor”, od lewej: Czesław Mozil, Maja Sablewska, Kuba Wojewódzki.

Wbrew nazwie, w programach typu talent show kluczową postacią nie jest wcale amator z talentem. Kołem zamachowym maszynki do pieniędzy jest właściwie dobrane jury. Dlatego jeden z producentów w TVP narzeka, że wyrzucając demonicznego jurora Adama Darskiego z programu „The Voice of Poland”, prezes wyrwał własnej stacji przedni ząb, którym zaczęła ona kąsać konkurencję.

Edward Miszczak, dyrektor programowy w konkurencyjnym TVN, mógłby odetchnąć z ulgą, ale rozumie, co może czuć producent w TVP. – Kiedy Kuba Wojewódzki wymówił udział w kolejnej edycji programu „Mam talent”, wpadliśmy w panikę. Mieliśmy 40 proc. udziału w rynku, chętnych reklamodawców, szkoda było zamykać biznes. Siedzieliśmy w gabinecie załamani, aż przypomnieliśmy sobie o Robercie Kozyrze, który potrafi być złośliwy i obecnie dynamicznie współistnieje na antenie z jurorkami Chylińską i Foremniak.

Wojciech Iwański z firmy producenckiej Freemantle reżyserujący dla TVN programy „Mam talent” oraz „X Factor” nie przeceniałby znaczenia Nergala. – Ich oglądalność nie dosięga nawet naszych przerw na reklamę – tłumaczy, pokazując palcem wykresy oglądalności wywieszone na ścianie biura. Oznacza to, że kiedy część widowni oglądająca „Mam talent” w przerwie na reklamy przełącza kanał bądź idzie do toalety, przed telewizorem zostaje i tak milion osób więcej niż w chwilach kulminacyjnych ogląda „The Voice of Poland” w TVP. – Jesteśmy potęgą – mówi Iwański. I dodaje: – Okazuje się, że rozstanie z Dodą i satanizm to za małe kwalifikacje, by pociągnąć widownię. Nie wykluczam jednak, że Nergal by się jeszcze rozkręcił.

Stwórcy

Historia programów z jurorami w roli głównej w telewizji polskiej zaczyna się od prof. Aleksandra Bardiniego, który w latach 70. oceniał na żywo występy aktorskie. Następne były „Progi i bariery” Mariusza Waltera. Jednak w tamtej epoce to nie od oglądalności zależał los programu, juror mógł więc być merytoryczny, pomocny, mieć czas dla występującego. Według dzisiejszych kryteriów pojawiał się na antenie w sposób anachroniczny.

Nowożytną historię talent shows liczy się od występu Simona Cowella, brytyjskiego producenta muzycznego, którego poproszono w 2001 r., by został jednym z czterech jurorów w nowym programie „Idol”. Jurorzy, z branży muzycznej lub z jej pobliża, przesłuchiwali śpiewających amatorów i wybierali zwycięzcę, któremu ułatwiano start w show-biznesie. Cowell w przeciwieństwie do trójki pozostałych aksamitnych sędziów był nieprzyjemny, niegrzeczny, nie wahał się brutalnie krytykować występów, a nawet wyglądu amatorów. Okazał się strzałem w dziesiątkę: po jego komentarzach uczestnikom zdarzało się nawet płakać.

Widzowie go pokochali, producenci natomiast zrozumieli, że umiejętne poniżanie ludzi przed kamerą to recepta na sukces. Zwykły telewidz sam jest często poniżany w pracy, więc chętnie popatrzy, jak się dręczy i upokarza amatora zwabionego do studia szansą osiągnięcia sławy i wielkich pieniędzy. Jeśli polubi ofiarę, może ją wesprzeć esemesem i mieć poczucie sprawczości. Wkrótce Cowell zaczął wymyślać własne formaty ze sobą w roli głównej. Magazyn „The Statesmen” uznał, że dziś plasuje się on na 40 miejscu wśród najbardziej wpływowych osób na świecie.

Format „Idola” kupiła telewizja Polsat, a w roli złośliwego prowadzącego odnalazł się dziennikarz Kuba Wojewódzki. Obecnie każda duża polska stacja ma swój talent show; TVN nawet dwa programy tego typu i jeszcze „Taniec z gwiazdami” zaliczany do pokrewnej kategorii celebrity show ze względu na status uczestników. Wszystkie to sprawdzone zagraniczne formaty, które producent kupuje, by zminimalizować ryzyko błędu biznesowego. Do każdego formatu sprzedający dołączają instrukcję obsługi zwaną biblią, od której się raczej nie odstępuje. Biblia określa liczbę prowadzących, sposób wyłaniania amatorów, ustawienie mebli w studiu. Dopuszczone są jedynie drobne modyfikacje. Na przykład jeśli sponsor zapłaci za spot specjalną cenę, repertuar muzyczny można dostosować do jego profilu produkcji – uczestnikom proponuje się wtedy piosenki o oknach lub o czekoladzie.

Charyzmatyczny

Biblia mówi, że jurorem, czyli przewodnikiem widza po świecie konkurujących amatorów lub celebrytów, może zostać człowiek o przyciągającej osobowości. Musi uwodzić telewidza, żeby czekał on z pilotem w ręku w kolejną sobotę lub niedzielę. Widz powinien być zainteresowany również jego życiem pozazawodowym. Te warunki spełnia na pewno Kora Jackowska. Informacja, że podczas nagrań programu „Must Be The Music” zjada trzy jaja na twardo, cieszy się rekordową popularnością na plotkarskich portalach.

Agnieszka Chylińska („Mam talent”) budziła ciekawość, odkąd publicznie poprosiła nauczycieli, by się od niej odpieprzyli. Teraz publiczność jest ciekawa, czy po urodzeniu kolejnego dziecka piosenkarka zmieniła zdanie. Jeśli juror nie jest szeroko znany, powinien się wyróżniać. Znakiem firmowym Czesława Mozila („X Factor”) była słaba polszczyzna. Ale też umiejętność opowiadania dowcipów tą polszczyzną, przyznaje Edward Miszczak z TVN. Wyróżnikiem menedżerki gwiazd Mai Sablewskiej (także „X Factor”) – niezapomniane głośne awantury z Dodą i z Edytą Górniak. Jolanta Fraszyńska („Taniec z gwiazdami”) została jurorką ze względu na ciepło, jakie roztacza.

Edward Miszczak, którego uważa się na rynku za mistrza intuicji, przyznaje, że czasem ciężko mu wytłumaczyć, dlaczego wybiera danego jurora. Niektórzy jego wybrańcy też nie są pewni, z jakiego powodu zostali zatrudnieni, np. Beata Tyszkiewicz i Zbigniew Wodecki. Oboje natomiast doceniają gest Miszczaka, który stał za tą propozycją. – To jest stały angaż – wyjaśnia Tyszkiewicz, która znów jest rozpoznawana na ulicy. – Dzieci i młodzież, którzy nigdy nie widzieli moich filmów, mówią mi dzień dobry. Podobnie czuje Wodecki: „Taki mam zawód, żeby się lansować. Poszedłem do »Tańca z gwiazdami«, żeby się ponownie pokazać w telewizji” – tłumaczy w książce „Pszczoła, Bach i skrzypce”.

Juror może być nieprzyjemny, złośliwy, nawet pogardliwy w stosunku do amatora lub celebryty, ale nie może całkowicie odstraszać swoją postawą życiową. Łatwo tutaj przedobrzyć. Wydaje się więc, że Nergal na razie przestrzelił. Niszczenie Biblii czy parodiowanie uzdrawiania podczas koncertu to dla widza na razie za dużo, zwłaszcza w telewizji publicznej. (Widz komercyjny jest bardziej otwarty: dla niego nawet tożsamość płciowa uczestnika nie musi być ściśle zdefiniowana, czego dowodzi popularność Michała Szpaka czy Madoxa). Robert Kozyra, w przeciwieństwie do Nergala, odnalazł złoty środek. – Jestem jednocześnie ostry i łagodny – mówi.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną