Społeczeństwo

Rodzice naprzemienni

Raz u mamy, raz u taty

Olga z mamą Inessą Kim Olga z mamą Inessą Kim Monika Bereżecka
A jednak można się rozwieść i dalej wspólnie wychowywać dzieci.
Olga z tatą Tomaszem KrzyżanowskimMonika Bereżecka Olga z tatą Tomaszem Krzyżanowskim
Mateusz Kijowski z synemMonika Bereżecka Mateusz Kijowski z synem

Na samym początku, zaraz po rozstaniu, miałam potrzebę mówienia, że dom to jest moje mieszkanie, a tam, u ojca mojego dziecka, to jest „na Nowogrodzkiej” – opowiada Anna Sas. – Aż syn mi kiedyś powiedział: mama, ale dlaczego ty tak mówisz? Tam też jest mój dom. Przez chwilę poczułam się zazdrosna, ale potem pomyślałam sobie: no to super, przecież o to nam chodziło.

Plan wyjściowy był inny. Oficjalny, zgodnie z zapisami Kodeksu rodzinnego złożony w sądzie wspólnie przez Annę Sas i jej byłego męża Przemysława. 13-letni Michał miał mieszkać u mamy, a tatę odwiedzać dwa dni w tygodniu i w co drugi weekend. W praktyce okazało się, że Michał mieszka na zmianę u obojga rodziców.

Opieka naprzemienna – tak to się nazywa. W Polsce ciągle rzadkość, w innych krajach rozwiązanie stosowane od dawna. Sprawdzone w Szwecji, gdzie ok. 30 proc. dzieci po rozstaniu rodziców mieszka naprzemiennie. Gruntownie przebadane przez Państwowy Zarząd Zdrowia i Opieki Społecznej na próbie prawie 200 tys. małych Szwedów. Sprawdzano ich rozwój, zdrowie, samopoczucie, wyniki osiągane w szkole. Wnioski: dzieci mieszkające „po równo” u każdego z rodziców mają się dobrze, choć odrobinę gorzej niż te mieszkające z obojgiem rodziców, ale najgorzej czują się dzieci mieszkające z jednym rodzicem.

Podobne badania przeprowadzono m.in. w Kanadzie, USA i Norwegii, ze zbliżonymi wnioskami. W Danii, Holandii i USA co piąte dziecko po rozstaniu rodziców mieszka u nich naprzemiennie, w Norwegii, Australii, Wielkiej Brytanii – co dziesiąte. Wariantem dostępnym dla najbogatszych jest opieka naprzemienna w jednym domu – to rodzice wymieniają się przy dziecku; by tak żyć, potrzebne są trzy mieszkania. W praktyce stosowane jest to więc rzadko, w krajach skandynawskich głównie jako wariant tymczasowy, dopóki dziecko jest małe (tzn. do trzeciego roku życia).

W Polsce trudno o badania na ten temat, mimo że co roku rozwodzą się rodzice ok. 50 tys. dzieci (ok. 30 tys. z nich ma w momencie rozwodu 7–15 lat, ok. 14 tys. – 3–6 lat). Rodziców opiekujących się naprzemiennie jest niewielu i najczęściej – tak jak Przemysław Sas i Anna Sas – nie informują sądów o swoich uzgodnieniach. Opieka naprzemienna nie ma u nas dobrych notowań, widać to także w wyrokach sądów; przekonał się o tym Mateusz Kijowski, założyciel fundacji No Co Ty, Tato i tata czwórki dzieci. Gdy złożył wniosek o rozszerzenie kontaktów z trójką swoich dzieci z pierwszego małżeństwa, sędzia w uzasadnieniu odmowy napisała, że „domaga się rozwiązania, które w praktyce jest opieką naprzemienną i choć polskie prawo takie rozwiązanie przewiduje, to jest ono kontrowersyjne”.

W Internecie znaleźć można wpisy o małych nieszczęśnikach, których rodzice „jak paczkę przekazują”, „kłócą się o zapomniane podręczniki i piżamy” oraz „myślą tylko o tym, żeby mieć wolny tydzień na własne przyjemności”. Bardziej powściągliwi dodają, że „to jest może dobre dla rodziców, ale nie dla dziecka, bo dziecko ma prawo do tego, żeby mieć swoje bezpieczne miejsce, jeden dom”.

W mediach mocno przebija się też głos wielu psychologów rozwojowych, że dziecko potrzebuje stałego kontaktu z jednym, głównym opiekunem, zwłaszcza we wczesnym dzieciństwie. Jednak rozstanie bywa faktem. A utrata więzi z rodzicem to najgorsze możliwe dla dziecka rozwiązanie.

Zdecydować

Rodzice z decyzją, że chcą być dalej razem przy dziecku, choć już po rozwodzie, zostają najczęściej sami.

Na początek muszą przewalczyć własne opory. Pewne normy są głęboko zakodowane w kulturze: matka wychowuje i dźwiga codzienność, ojciec płaci i zabiera dziecko na weekend. Rozwiązania niezgodne z tym scenariuszem budzą niepokój. Nawet jeśli ona byłaby skłonna próbować dogadać się z byłym mężem, tak żeby dziecku stworzyć dom (no dobrze, dwa) i życie z dwojgiem rodziców, to zaraz wtrącą się jej krewni – jaka z niej matka, że oddaje dziecko. Co powiedzą znajomi, sąsiedzi? Ojcowie czasem muszą walczyć ze stereotypem, jakoby to matki były lepszymi rodzicami. – Jednak dziecko ma prawo mieć dwoje rodziców – ripostuje Łukasz Kwiatkowski, który od ponad roku opiekuje się ośmioletnim Filipem na zmianę z byłą żoną. Prawie dwa lata zajęło mu przemyślenie, jakie rozwiązanie będzie najlepsze dla syna. Mama chłopca była bardzo sceptyczna. W końcu trafili do psycholożki, która wsparła Łukasza i powiedziała, że za granicą opieka naprzemienna jest coraz popularniejsza i dobrze się sprawdza. Sam Filip też nie chciał wybierać jednego z rodziców.

Zorganizować

Potem pojawia się wyzwanie drugie: jak to zorganizować. Logistyka wymaga dyscypliny i ustalenia zasad.

Rodzice dzielący opiekę mają to już przerobione; najwygodniej jest, kiedy domy położone są blisko siebie, tak jak u Michała. Nawet jak się czegoś zapomni, to nie ma kłopotu. Jeśli nie można mieszkać blisko, trzeba mieć dwie bazy podstawowych rzeczy w obu mieszkaniach. Takie rozwiązanie zastosował Łukasz – on mieszka na Ursynowie, jego była żona na Ochocie – ale oprócz tego kupił synowi lekką walizeczkę, w której Filip przewozi swoje ulubione stroje i zabawki. – To bywa uciążliwe – przyznaje Przemysław Sas. – Tu majtek nie ma, tam butów korków do gry w piłkę; ale szczerze mówiąc, co to jest za problem? W całej tej trudnej i nowej sytuacji akurat to jest naprawdę mało istotne.

Magdalena Grudziecka, psycholożka, terapeutka i mediatorka z Polskiego Centrum Mediacji, dodaje też, że opieka naprzemienna wymaga od rodziców gotowości do współpracy i umiejętności komunikacji. Szczegółowej i szczerej. Kiedy dziecko mieszka w dwóch różnych domach, bardzo ważne są wspólne założenia wychowawcze. – Jeżeli będziemy niezgodni w stylu wychowawczym, dzieci to wykorzystają – opowiada. – Należy też pamiętać o tym, że dziecko ma swoją prawdę. Niekoniecznie zgodną z rzeczywistością czy z naszą prawdą, ale zgodną z ich perspektywą. Mama i tata powinni więc weryfikować to, co mówi dziecko, np. zdając relację ze swojego pobytu u drugiego rodzica. Dlatego konieczny jest dialog. Tak to właśnie wygląda u rodziców naprzemiennych: dzwonią, raportują, kontaktują się prawie codziennie. Przemysław Sas: – Po odwiezieniu Michała do szkoły telefonuję do Ani i mówię, że widział się z dziewczyną i czeka teraz na jej telefon w sprawie kolejnego spotkania. Ania wie wtedy, że jeśli odbierze go ze szkoły, a on będzie nie w humorze, to znaczy, że dziewczyna nie zadzwoniła. Podobnie jest u Łukasza i jego byłej żony. Rozmawiają często, chodzą razem na szkolne występy, co jakiś czas idą też wspólnie do kina, bo Filip uwielbia takie wyprawy tylko we troje. Łukasz chce, żeby syn czuł, że między rodzicami nie ma wrogości, że są nadal mamą i tatą, tylko nie mieszkają już razem.

Czasem bywa jeszcze trudniej. Jak w przypadku Olgi, córki Tomasza Krzyżanowskiego i Inessy Kim. Dla dziecka autystycznego zaburzenie codziennej rutyny to wielkie wyzwanie. Tomasz Krzyżanowski: – Córka ma potrzebę ładu, świadomości, że jedno następuje po drugim w określonym porządku. Źle znosi odstępstwa od rytmu. Dlatego na początku było trudno. Ale okazało się, że Olga przystosowała się zadziwiająco szybko. Już wie, że z tatą to nie tylko chodzi się do kina, ale ma się też codzienne obowiązki, np. trzeba spakować swoje rzeczy, zadbać o koty. Dało się.

Ale nawet świadome rozpoczęcie życia na dwa domy nie oznacza jeszcze końca niepokojów. Przeciwnie. Rodzice bacznie obserwują. Czy dziecko się zmieniło? Czy aby nie mniej się śmieje? Jak mu idzie w szkole? Czy dogaduje się z rówieśnikami? A może jest przemęczone ciągłymi przenosinami? Przemysław Sas dopiero po roku od rozstania uspokoił się – syn jest taki jak dawniej.

Wytrwać

W tle jest wyzwanie najpoważniejsze: relacja między rodzicami. Skoro kontaktują się codziennie w sprawach dziecka – tym bardziej wrażliwa na urazy. Adwokaci i mediatorzy rodzinni przekonują, że rozwód to zawsze wojna, a jej ofiarą najczęściej jest dziecko. Orzekanie o winie – nieznane np. w ustawodawstwie niemieckim lub szwedzkim – to akurat sztandarowy przykład prawa, które zachęca do sporu: ustalamy, kto jest „tym dobrym”, a kto „tym złym”, przyznajemy jednej stronie wyższość moralną i nagrodę: dziecko.

Niewiele pamiętam z tego okresu. To nadal boli – mówi Łukasz Kwiatkowski. – W ciągu jednej chwili mój cudowny, wzorcowy wręcz, 16-letni związek się rozsypał. Żona z dnia na dzień zostawiła go dla innego, z którym układa sobie na nowo życie. Dziecko niezwykle łatwo jest wykorzystać jako narzędzie zemsty. Na szczęście tę świadomość od początku mieli oboje. Łukasz zdecydował, że Filip nie stanie się ofiarą jego emocji i że nie będzie obciążać go konfliktem małżeńskim. Rozwiódł się bez orzekania o winie. Anna Sas postanowiła tak samo: – To rozstanie nie było takie słodkie. Włączała się czasem chęć odwetu: ja cię pozbawię, ja cię odłączę od dziecka, popamiętasz. Ale zaraz potem przychodziła refleksja: kogo ja w ten sposób ukarzę? Przecież Przemek jest fantastycznym ojcem, uwielbia Michała z wzajemnością. Mnie tak samo jak im zależy, żeby ich relacja była jak najlepsza.

Jeszcze inni mówią: im lepsza relacja każdego z rodziców ze wspólnym dzieckiem, tym mniej obciążone – a więc sprawiające dodatkowe problemy – dziecko. Im bardziej emocjonalnie stabilni matka i ojciec, tym bezpieczniej czuje się dziecko. To pokojowe życie wymaga ogromnej nieraz siły, ale działa.

Na szczęście w sukurs tym wysiłkom przychodzi zwykle samo dziecko. Zaskakująco często okazuje się, że te dwa pokoje w dwóch domach to jednak atrakcja – twierdzą zgodnie naprzemienni rodzice. Anna zapamiętała reakcję Michała na wiadomość o rozwodzie rodziców: – Powiedzieliśmy mu, że przestaliśmy się rozumieć, że się kłócimy, więc żeby się jeszcze więcej nie kłócić, rozstajemy się, ale zawsze będziemy się wspierać i zawsze będziemy go kochać – opowiada. – Od razu zaznaczyliśmy, że u taty też ma swój pokój, mieszkanie jest wyremontowane i jeśli chce, to może pojechać je obejrzeć. No i on od razu chciał ten nowy pokój oglądać. W całej tej dramatycznej sytuacji okazało się, że perspektywa drugiego własnego pokoju była dość fajna.

Rozumieć

Część psychologów powątpiewa, że opieka naprzemienna jako rozwiązanie standardowe przy rozwodach ma szansę przyjąć się w Polsce. Mówią: to, co sprawdza się u spokojnych Szwedów, gdzie sąd rozstrzyga o opiece nad dziećmi w zaledwie ok. 10 proc. przypadków, a reszta rodziców ustala to między sobą polubownie, u nas nie musi zdawać egzaminu. Skoro rodzice oczerniają się i kłócą, to po miesiącu mieszkania u nich na zmianę dziecko będzie wyniszczone emocjonalnie. Racja. Choć warto też zauważyć, że wzajemne ataki rodziców i wciąganie dziecka w konflikt szkodzą mu bez względu na to, u kogo mieszka.

Zdaniem Jerzego Książka, dyrektora Polskiego Centrum Mediacji i mediatora z wieloletnim doświadczeniem, to realia są kluczem do każdej z sytuacji, a nie idea, nawet słuszna: – Nie ma sensu na siłę wprowadzać opieki naprzemiennej. Rozstanie rodziców często powoduje zubożenie rodziny. Jak ojciec wyprowadził się np. do ciasnego pokoiczku, to w tym przypadku wysyłanie dziecka co drugi tydzień do niego może nie być najlepszym rozwiązaniem.

Wówczas najlepszym wariantem może być tzw. opieka zrównoważona. Z grubsza rzecz biorąc: odpowiedzialność wychowawcza spoczywa na obojgu rodzicach, żadne z nich nie jest Świętym Mikołajem pojawiającym się raz na jakiś czas i uszczęśliwiającym dziecko, które potem płacze, kiedy je zostawia.

Jeżeli tata bierze dziecko do siebie – czy to są weekendy, czy inne dni – to bierze je z jego podręcznikami szkolnymi i odprowadza z odrobionymi lekcjami. I świadomością, że wychowuje je wspólnie z jego matką. A gdy już przejdą przez najtrudniejsze – sprawę rozwodową, problemy finansowe – i powoli zaczną budowanie nowego życia, będą mogli pomyśleć o opiece naprzemiennej. Uratowane zostanie to, co najważniejsze: więź dziecka z każdym z rodziców.

Zdaniem Agnieszki Swaczyny, krakowskiej adwokat od 13 lat zajmującej się sprawami rodzinnymi, normy społeczne, a wraz z nimi i praktyka sądów powoli, ale jednak, się zmieniają. W krakowskim Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym w 2009 r. na 86 spraw, w których ojcowie ubiegali się o powierzenie im władzy rodzicielskiej, w 48 została wydana opinia pozytywna. To znaczy, że coraz częściej ojcowie uznawani są za rodziców równie dobrych (lub lepszych) jak matki. Skoro tak, to mogą po rozwodzie wspólnie z matkami wychowywać dzieci.

Tomasz Krzyżanowski, tata Olgi, jako rodzic przeszedł trzy etapy. Najpierw był ojcem rodziny, potem tatą weekendowym, a teraz jest tatą naprzemiennym. Przyznaje, że to dzisiaj spędza z córką więcej czasu i jest bardziej zaangażowany w jej wychowanie niż wtedy, gdy mieszkał z nią na co dzień. Bo w tamtych czasach ograniczał się do zarabiania na terapię Olgi. Choroba lub niepełnosprawność dziecka jak nic innego cementują tradycyjny podział ról; Inessa Kim rzuciła pracę i 6 dni w tygodniu woziła córkę na terapię, Tomasz walczył o przetrwanie finansowe. Oddalili się od siebie, małżeństwo się rozpadło. Olga zamieszkała z mamą, Tomasz zabierał córkę na weekendy i wakacje.

Oświeciły go tabloidowe plotki z życia gwiazd. Pomyślał – skoro tamci mogą, dlaczego nie my? Kolejny krok należał do Inessy. Trudno było porzucić psychologicznie wydajną rolę poświęcającej się opiekunki. Dojrzewała stopniowo. Dwa argumenty przekonały ją ostatecznie – położenie nowej szkoły Olgi (blisko mieszkania Tomasza) i konieczność rozkręcania własnej firmy. Nie podołałaby temu, gdyby samodzielnie musiała opiekować się córką. Podzieliła się opieką – i nie żałuje. Jest dobrze.

Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione.

***

Patent szwedzki

W Skandynawii w sprawie opieki nad dziećmi stosuje się zindywidualizowane podejście, zależne od postawy rodziców i związku dziecka z nimi, dążąc do tego, by z obojgiem rodziców budowało bezpieczną więź. W przypadku małych dzieci często zaleca się pobyty dzienne u jednego z rodziców, z czasem coraz dłuższe, a w wieku około dwóch lat 2–3-dniowe, połączone z nocowaniem. Rozwiązanie ze „zmienianiem się rodziców przy dziecku” stosowane jest zwykle jako tymczasowe, zanim dziecko podrośnie. Młodzi rodzice szwedzcy bardzo często sami chcą stosować opiekę naprzemienną, z równym podziałem obowiązków. Ale w przypadku najmłodszych dzieci, do 3 roku życia, konsultanci gminni, doradzający takim parom, nie zalecają tego rozwiązania. Istnieją badania, z których wynika, że długie (tydzień i więcej) rozstania z głównym opiekunem, czyli rodzicem, z którym dziecko wytworzyło bezpieczną więź, mają na maluchy negatywny wpływ.

Polityka 25.2013 (2912) z dnia 18.06.2013; Kraj; s. 30
Oryginalny tytuł tekstu: "Rodzice naprzemienni"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kraj

Brunatne Podhale: Fajne chopaki, ideologiczne i narodowościowe

„Mundury – co tam. Schludnie ubrani. Po Chochołowskiej chodzą? A gdzie mają chodzić? Co do tych Żydów, to raczej niepotrzebnie na nich krzyczą. On osobiście raczej by nie krzyczał. Ale Żydzi są przebiegli, mają pieniądze, rządzą na świecie. Tak było, jest i będzie”.

Przemysław Witkowski
24.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną