Polityka. Dajemy pełny obraz.

Czytaj, słuchaj, odkrywaj świat!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Wyznania Syryjczyków

Chrześcijańscy emigranci z Syrii już w Polsce

Jedna z pierwszych syryjskich rodzin wziętych pod opiekę za pośrednictwem Fundacji Estera. Tuż po przyjeździe na lotnisku w Warszawie. Jedna z pierwszych syryjskich rodzin wziętych pod opiekę za pośrednictwem Fundacji Estera. Tuż po przyjeździe na lotnisku w Warszawie. Marcin Obara / PAP
Syryjscy uchodźcy, którzy za sprawą Fundacji Estera półtora tygodnia temu przyjechali do Polski, z jednej wojny zupełnie nieświadomie trafili w sam środek innej. Światopoglądowej.
Głogówek w woj. opolskim. Dom, w którym mieszka jedna z syryjskich rodzin.Marta Mazuś/Polityka Głogówek w woj. opolskim. Dom, w którym mieszka jedna z syryjskich rodzin.

Nie ma ostatnio dnia, aby do internatu szkoły specjalnej w Głogówku, w woj. opolskim, nie próbowali dostać się jacyś dziennikarze. To właśnie tu, w pokoju użyczonym tymczasowo przez starostwo powiatowe, mieszka od półtora tygodnia jedna z 60 sprowadzonych do Polski przez Fundację Estera i rozlokowanych niemal po całym kraju rodzin syryjskich uchodźców. Ojciec Shadi (43 lata), matka Meryem (40 lat) i trójka dzieci (16, 14 i 12 lat).

Lokalnie: pierwsze kontakty

Dziennikarze są spragnieni jakiegoś pozytywnego przykładu polskiej otwartości i gościnności względem przybyszów. Nie mają jednak umiaru. Przyjeżdżają bez zapowiedzi, sami wchodzą do internatu, zaczepiają niezaaklimatyzowanych jeszcze w nowej rzeczywistości członków rodziny, którzy łamaną angielszczyzną próbują odpowiadać na pytania. Aż trzeba było wywiesić na drzwiach kartkę: „Ze względów bezpieczeństwa i prawa emigracyjnego wszelkie kontakty mediów z syryjską rodziną muszą spełnić wolę rodziny, Fundacji Estera oraz wolontariuszy – w tym celu prosimy o kontakt na numer…”.

Numer kontaktowy jest do Dominika, 27-letniego kulturoznawcy i twórcy scenografii teatralnych, reprezentanta nieformalnej grupy wolontariuszy Głogówek Bezpieczna Przystań. Czując odpowiedzialność za bezpieczeństwo i dobrostan swoich gości, ostrożnie porcjuje im kontakty z przedstawicielami mediów, ale akurat dzisiaj zezwala na widzenie. Usadowiony centralnie na wielkiej kanapie Shadi, ojciec rodziny, za pośrednictwem tłumacza, również Syryjczyka, odpowiada więc na pytania.

– Wiemy już, że są państwo chrześcijanami. W Syrii jest jednak cała paleta Kościołów. Z jakiego konkretnie pan jest Kościoła? – zagaduje Shadiego dziennikarz lokalnej katolickiej gazety.

Globalnie: przygotowania

Nie muzułmanie, tylko sprawdzeni i bezpieczni chrześcijanie – to od początku przewodnie hasło Fundacji Estera, pomysłodawcy sprowadzenia Syryjczyków do Polski. Wszystko zaczęło się pod koniec 2014 r., kiedy do Miriam Shaded, założycielki fundacji i córki pastora z polsko-syryjskiej rodziny, zgłosili się protestanccy duchowni z Syrii, z prośbą o przyjęcie przez Polskę 1,5 tys. osób; chrześcijan prześladowanych przez bojowników Państwa Islamskiego, zawłaszczającego stopniowo coraz większe obszary kraju pogrążonego od 2011 r. w wojnie domowej. Jej skutkiem, według statystyk UNHCR, jest już ponad 4 mln uchodźców i 7,6 mln tych, którzy porzucili swoje domy.

– Od dawna chciałam zaangażować się w pomoc Syryjczykom, jednak myślałam, że nastąpi to później, gdy ustabilizuje się trochę moje życie zawodowe. Apel duchownych wszystko przyspieszył, sytuacja chrześcijan w Syrii ciągle się pogarszała, musiałam więc zacząć działać. Spodziewałam się jednocześnie, że negocjacje z polskimi władzami nie będą łatwe – opowiada Miriam Shaded.

Wyposażona w statystyki ofiar wojny domowej oraz regularnie aktualizowaną stronę facebookową z doniesieniami o przestępstwach dokonywanych na chrześcijanach, ruszyła na początku 2015 r. do ofensywy medialnej oraz na spotkania z przedstawicielami instytucji państwowych. O ile w społeczeństwie pomysł od razu zyskał spore poparcie – choć w internetowych komentarzach przewijały się od czasu do czasu obawy, czy to aby jednak nie zamaskowana próba stworzenia w Polsce islamskich bojówek – o tyle z poparciem władz, zgodnie z przewidywaniami Shaded, było dużo trudniej.

Urzędnicy MSW i Urzędu ds. Cudzoziemców, do których Estera zgłosiła się w pierwszej kolejności, niechętnie wypowiadają się na temat kontaktów z fundacją. Temat drażliwy. Nie tylko ze względu na brak doświadczenia fundacji w przeprowadzaniu podobnych akcji, niezawarte umowy najmu lub użyczenia lokali, do których trafić miały rodziny, niewystarczające fundusze na ich utrzymanie, ale przede wszystkim brak wpływu polskich władz na dobór grupy, która miała przyjechać. Estera nie ustawała jednak w wysiłkach. W maju, na łamach „Tygodnika Powszechnego”, ukazał się list otwarty do premier Ewy Kopacz, wzywający do przyjęcia przez Polskę prześladowanych chrześcijan z Syrii. Tydzień później, 26 maja, w oficjalnym wystąpieniu premier poinformowała, że Polska przyjmie uchodźców, na początek 60 rodzin.

Dla urzędników (znów nieoficjalnie) było to zaskoczenie. Decyzja jednak zapadła, więc trzeba było zacząć przygotowania. Postanowiono, że Syryjczycy wystąpią w Libanie o polskie wizy turystyczne, co dodatkowo pozwoli na obowiązkową w takim przypadku weryfikację każdej osoby przez ABW. Z kolei Estera, przy wsparciu miejscowych duchownych, wybierała uchodźców do przyjazdu. Duchowni starali się być demokratyczni – wybrali po równo: protestantów, katolików i prawosławnych. Estera pozyskała też głównego sponsora finansowego przedsięwzięcia – Barnabas Fund, fundację z Wielkiej Brytanii działającą na rzecz prześladowanych chrześcijan na całym świecie, która zobowiązała się pokryć przelot i roczne koszty utrzymania rodzin. 10 lipca Syryjczycy dotarli do Polski.

Lokalnie: dylematy

Dalszy ciąg spotkania w Głogówku. Dowiedzieliśmy się już, że zanim wybuchła wojna, Shadiemu i jego rodzinie bardzo dobrze żyło się w Syrii – mieli mieszkanie w Damaszku, on był fryzjerem, a koszty życia nie były wysokie. Gdy zaczął się konflikt, na ich chrześcijańską dzielnicę od czasu do czasu zaczęły spadać bomby, ale na szczęście nie było jeszcze aż tak niebezpiecznie, jak w pozostałych częściach kraju. Jednak, kto mógł, uciekał, bo w Syrii nie było już normalnego życia.

Shadi podzielił się też pierwszymi wrażeniami na temat pobytu w Polsce – dobrze się tu czują, on odkrył, że ma uczulenie na komary, żona była już w miejscowym sklepie, tylko dzieci miały nieprzyjemny incydent na placu zabaw. Miejscowi chłopcy ich przedrzeźniali i pokazywali fucka, ale wiadomo, to tylko dzieci, na razie nie ma się czym przejmować.

Dziennikarz z katolickiej gazety prosi o zdjęcie rodziny – żeby pokazać czytelnikom, że uchodźcy naprawdę tu są i że to naprawdę chrześcijanie. Np. takie zdjęcie z krzyżykiem albo innym religijnym symbolem byłoby idealne. Shadi nie jest zbyt chętny, musi się zastanowić, na razie chciałby podziękować obecnym na spotkaniu wolontariuszom z Głogówka za miłe przyjęcie i pomoc.

– Jak można było nie pomóc? – pytają wolontariusze z grupy Głogówek Bezpieczna Przystań. – Gdy tylko w internecie przeczytaliśmy apel Fundacji Estera, że w Syrii odbywa się holocaust chrześcijan – dzieciom obcina się głowy, a dorosłych krzyżuje – od razu zgłosiliśmy chęć przyjęcia jednej z rodzin do siebie. Gdzie, jeśli nie w Polsce i w ich województwie, historycznie związanym z przyjmowaniem przesiedleńców, chrześcijanie powinni znaleźć schronienie?

Wiadomo było, że we wsi Dzierżysławice, pod Głogówkiem, stoi pusty dom Czesława Filarowskiego. Pan Czesław zgodził się użyczyć go syryjskiej rodzinie na pięć lat – z Fundacją Estera podpisał specjalną umowę. Ale dom wymagał remontu, więc już od prawie miesiąca pracują w nim wolontariusze. Codziennie przychodzą po godzinach swoich zawodowych zajęć, do nocy kładą podłogi, tynki na ściany, malują obdrapaną elewację na kolor brzoskwiniowy. Jeszcze tydzień i rodzina będzie mogła się tu wprowadzić.

Choć oczywiście jest jeszcze kilka wątpliwości. Na przykład czy w salonie zostawić surowe cegły na ścianie – to teraz modny trend w wystroju wnętrz, ale czy nie będzie się aby rodzinie kojarzył z ruinami? No i co zrobić z Maryjką, która zdobi front domu, i ze świętymi obrazami, które wiszą w pokojach? Na razie postanawiają zostawić decyzję rodzinie.

Globalnie: spory

Mimo że uchodźcy z Syrii są już w Polsce, kontrowersje wokół ich przyjazdu wcale nie cichną. Pierwsze krytyczne głosy pojawiły się w momencie ogłoszenia przez premier Kopacz decyzji o przyjęciu chrześcijan. Wielu dziennikarzy i przedstawicieli organizacji pozarządowych zaczęło głośno mówić o niesprawiedliwej segregacji uchodźców. Inni argumentowali: mimo iż inicjatywa jest prywatna, wydatki z publicznych pieniędzy są nieuniknione – związane chociażby z programami integracyjnymi po uzyskaniu statusu uchodźcy, edukacją dzieci czy opieką medyczną.

Ostatnio coraz częściej słychać też o wątpliwościach dotyczących działalności Fundacji Estera. Zarzuca się jej współpracę z takimi organizacjami, jak Polska Liga Obrony, która proponowała m.in. umieszczanie w internecie danych i adresów zamieszkania muzułmanów w Polsce (jej lider pochwalił się na Facebooku, że ma umówione z Miriam Shaded spotkanie, czego ona sama jednak nie potwierdza), lub z uznawanym za antyislamski portalem Euroislam.

Miriam Shaded krytykę pod adresem swojej fundacji komentuje krótko: – Każdy, kto popiera przyjmowanie chrześcijan z Syrii w Polsce, nie jest moim wrogiem. Nie interesują mnie poglądy polityczne ani inne sfery działalności poszczególnych osób. Jeśli ktoś chce mi pomóc, to zapraszam do współpracy.

Podobnie jak na temat Fundacji Estera, tak i w sprawie uchodźców, których Polska miałaby przyjąć w ramach europejskiego systemu przesiedleń i relokacji, urzędnicy na razie nie chcą rozmawiać. Po deklaracji wiceministra spraw wewnętrznych Piotra Stachańczyka, że będzie to 2 tys. osób, podniosły się głosy, m.in. wicepremiera Piechocińskiego, że te decyzje nie zostały jeszcze ostatecznie skonsultowane i zatwierdzone Co do przyjazdu kolejnych rodzin chrześcijańskich z Syrii, który zapowiadała jeszcze na koniec lipca tego roku Fundacja Estera, na razie też cisza. Rozmowy w tej sprawie między przedstawicielami Urzędu ds. Cudzoziemców a fundacją mają się odbyć w tym tygodniu.

Lokalnie: konkrety

Tymczasem w województwie opolskim, ledwo ochłonąwszy po przybyciu jednej rodziny, wszyscy powoli szykują się już na przyjazd następnych, nieświadomi trudności na szczeblu państwowym.

Biskup diecezji opolskiej Andrzej Czaja już w czerwcu zadeklarował, że z kolejnych transz syryjskich uchodźców diecezja przyjmie do siebie aż 50 rodzin. W stan gotowości został postawiony m.in. Caritas, który miałby im na pewien czas udostępnić dwa swoje ośrodki – w Głuchołazach i Głębinowie.

A redakcja katolickiej gazety, z której przybył dziennikarz, rozkręca całą kampanię społeczną w regionie. To dlatego tak dopytuje Shadiego o jego wyznanie – czytelnicy powinni mieć jasność, kto już u nich jest i kto niedługo przyjedzie.

Więc skoro katolicki dziennikarz tak bardzo dopytuje, to Shadi w końcu mu odpowie. On nigdy nie czuł specjalnych różnic między wyznaniami, nie tylko wśród chrześcijan w Syrii, ale też z muzułmanami. W Damaszku po prostu zawsze byli sąsiadami. Dla niego odłam nie jest w ogóle ważny – on jest z rodziny katolickiej, a jego żona z prawosławnej. Na niedzielne msze chodzili w różne miejsca – do zboru protestanckiego i do kościoła katolickiego, bez różnicy. Chodzi przecież o to, żeby się pomodlić. Od kiedy przyjechał, cały czas ktoś go tu pyta o jego chrześcijańskie wyznanie. W Syrii, przynajmniej przed wojną, tak nie było.

Polityka 30.2015 (3019) z dnia 21.07.2015; Społeczeństwo; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Wyznania Syryjczyków"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Katarzyna Nosowska dla „Polityki”: Jestem moim planem na życie

Dziś w stosunku do artystów jest coś chłodnego – mówi Katarzyna Nosowska, tegoroczna laureatka towarzyszącej Paszportom POLITYKI nagrody specjalnej Kreator Kultury.

Bartek Chaciński
20.01.2022
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną