Panie premierze, skąd te dane o przemocy w nieformalnych związkach?
Patriarchalizm, małżeństwo i tradycja – to zdaniem polskiego premiera recepta na walkę z przemocą w rodzinie. To przesłanie bez pokrycia w faktach i głęboko szkodliwe społecznie.
Pokutują przekonania, które nakazują chronić reputację rodziny także kosztem dobra czy nawet bezpieczeństwa dzieci czy kobiet.
Kostia777/PantherMedia

Pokutują przekonania, które nakazują chronić reputację rodziny także kosztem dobra czy nawet bezpieczeństwa dzieci czy kobiet.

Wywiad z premierem Mateuszem Morawieckim w „Gościu Niedzielnym” zahacza m.in. o podpisaną przez Polskę tzw. konwencję antyprzemocową, od początku krytykowaną przez środowiska konserwatywne i kręgi kościelne. „Czy podziela pan diagnozę, że źródłem agresji wobec kobiet i dzieci są nierówności płci i role kulturowe narzucone przez tradycję, a więc także Kościół katolicki?” – pyta dziennikarz.

Premier zaprzecza, odpowiadając: „Nie zgadzam się z taką opinią. Do przemocy nie dochodzi tam, gdzie występuje dbałość o więzy rodzinne, o normalny dom, gdzie panuje miłość. Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie. Dlatego nie chciałbym, aby ta szkodliwa ideologia, jaką jest gender, przykryła realny problem przemocy domowej wobec dzieci i kobiet”.

Rozmowa z premierem ma też dwa zaskakująco pozytywne ukryte przesłania, które umknęły komentatorom, o czym dalej. Natomiast cytowane słowa Morawieckiego są niepokojące i groźne na kilku poziomach.

Skąd te dane?

Po pierwsze, to przykład ideologii przed nauką, przekonań stawianych wyżej niż fakty. Premier Morawiecki twierdzi, że zawarcie małżeństwa chroni przed przemocą, podobnie jak tradycyjne, usankcjonowane przez Kościół role społeczne. Skąd wziął te rewelacje – nie zdradza.

Tymczasem słowom premiera przeczy choćby raport sędziego Michała Lewoca, uznanego autorytetu i wieloletniego eksperta ds. zapobiegania przemocy w rodzinie. Raport Lewoca, dostępny na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości, obala twierdzenia Morawieckiego: „W przypadku osób pozostających w związkach małżeńskich w przypadku 94 proc. respondentów to małżonek lub małżonka jest sprawcą przemocy. W związkach nieformalnych jest to nieco mniej – 82 proc. sprawców to partnerzy. Co ważne, osoby rozwiedzione lub w separacji wskazują w 70 proc. przypadków, że sprawcą jest małżonek mimo rozwodu lub separacji”.

A to oznacza, że w polskiej rzeczywistości to małżeństwo – a nie związek nieformalny, jak chce wierzyć premier – jest najgroźniejszą dla kobiety instytucją.

WHO: dominacja mężczyzny w rodzinie zwiększa ryzyko przemocy

Po drugie, także dane WHO mówią, że jest dokładnie odwrotnie, niż głosi szef polskiego rządu: im większe podporządkowanie kobiet mężczyznom, tym większe ryzyko przemocy fizycznej, psychicznej, seksualnej czy ekonomicznej.

I tak, wśród stałych czynników wpływających na ryzyko przemocy Światwa Organizacja Zdrowia wymienia m.in. męską dominację w rodzinie, niski status społeczny i ekonomiczny kobiet, ograniczone prawa obywatelskie, w tym trudności w uzyskaniu rozwodu, oraz słabe sankcje wobec sprawców.

Oznacza to, że dla wielu kobiet wejście w małżeństwo to usankcjonowanie krzywdy, której będą teraz doświadczać w domowym zaciszu. W sformalizowanej relacji sprawca może uznać, że jego władza nad rodziną została niejako uświęcona i zabezpieczona, więc jakiekolwiek hamulce są już niepotrzebne.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj