Społeczeństwo

Prokuratura podejmuje sprzeczne kroki w sprawie „Superwizjera”

Bohaterowie reportażu obchodzili urodziny Adolfa Hitlera w lesie pod Wodzisławiem Śląskim. Bohaterowie reportażu obchodzili urodziny Adolfa Hitlera w lesie pod Wodzisławiem Śląskim. mat. pr.
W piątek operator TVN Piotr Wacowski został oskarżony o propagowanie nazizmu. W niedzielę prokuratura wycofała się z zarzutów. Skąd tak nagła zmiana decyzji?

Sprawa dotyczy słynnego reportażu wyemitowanego przez TVN w styczniu tego roku. Materiał ukazał się w programie „Superwizjer” pod wiele mówiącym tytułem „Polscy neonaziści” i z miejsca wzbudził wiele kontrowersji. Reporterom udało się przeniknąć do środowiska najbardziej ekstremalnej prawicy. Nagrany przez nich film przedstawiał całe nazistowskie imaginarium podane w dość kabaretowym sosie. Bohaterowie reportażu obchodzili urodziny Adolfa Hitlera w lesie pod Wodzisławiem Śląskim, przebierali się w mundury SS, palili pochodnie, a nawet jedli tort zwieńczony swastyką.

O reportażu mówiła cała Polska

Mało który dziennikarski materiał odbija się takim echem, żeby debatowano o nim w Sejmie. Minister Joachim Brudziński grzmiał z mównicy o polityce „zera tolerancji dla jakichkolwiek przejawów propagowania, afirmowania, gloryfikowania zbrodniczych ustrojów totalitarnych”. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego szybko aresztowała bohaterów reportażu, a rząd próbował obrócić te działania na swoją korzyść, wysyłając komunikat w rodzaju: „patrzcie, faszyści w Polsce to tylko kilku wariatów w lesie”.

Oskarżenie o ustawkę

Temat wrócił dwa tygodnie temu. Tygodnik „Sieci” zasugerował, że całe zdarzenie z kwietnia 2017 r. było ustawką. Autor okładkowego tekstu Wojciech Biedroń powoływał się na zeznania jednego z organizatorów urodzin Mateusza S. Powiedział on, że pewnego dnia, gdy akurat odbierał dziecko z przedszkola, podeszło do niego dwóch mężczyzn. Mieli przy sobie reklamówkę z 20 tys. zł w ramach zapłaty za organizację urodzin. Warunek tylko jeden: miała się tam znaleźć Anna Sobolewska (przedstawiona przez nich jako Anna Sokołowska). „Sieci” jasno sugerują, że całe zdarzenie było starannie wyreżyserowanym teatrem, który miał uderzyć zarówno w wizerunek Polski na świecie, jak i w rząd.

Historia opowiedziana przez „Sieci” jest kuriozalna nie tylko dlatego, że jedno źródło to właściwie brak źródła. Wyobraźmy sobie, że zeznający mówi prawdę – ktoś faktycznie chciał mu dać pieniądze za organizację urodzin Hitlera. Oczywiście nasz bohater Mateusz S., potencjalny „everyman” idący po dziecko do przedszkola, nie zadaje w takiej sytuacji żadnych pytań. Traktuje to jak zwykłą, atrakcyjną propozycję biznesową. Wydawszy kilkaset złotych na podpałkę do grilla, stroje, tort i parę piw, resztę pieniędzy szybko roztrwania na wakacje i inne przyjemności. Nie pyta, dlaczego ktoś dał mu kilkanaście tysięcy za event tańszy niż urodziny dziecka w McDonald’s, ani o to, kim u licha jest Anna Sokołowska (vel Sobolewska). Nie pyta, bo i po co?

Oskarżony o propagowanie faszyzmu

Linia obrony Mateusza S. jest kiepska, ale wystarczyła tygodnikowi braci Karnowskich, żeby rozdąć temat do monstrualnych rozmiarów. Prócz tekstu ukazały się zdjęcia przedstawiające operatora stacji wykonującego nazistowskie pozdrowienia. W piątek agenci ABW odwiedzili go w mieszkaniu, aby wręczyć mu wezwanie na przesłuchanie w charakterze podejrzanego o propagowanie faszyzmu.

Dwa dni później prokuratura wycofała się z zarzutów. Nie zrobiła tego dlatego, że dowiedziała się, czym jest reportaż wcieleniowy, a dlatego, że zmieniły się priorytety rządu. Konkretnie zmieniła je ambasador USA Georgette Mosbacher, mówiąc, że Stany Zjednoczone nie będą tolerować ataków na wolne media. PiS-owi na względach USA wyjątkowo zależy. Przynajmniej do dnia, w którym w Polsce zostanie zainstalowana amerykańska baza wojskowa.

Czym jest reportaż wcieleniowy?

Biorąc pod uwagę rozmiary całego zamieszania, warto chyba wyjaśnić, w czym właściwie brali udział reporterzy stacji TVN. Był to reportaż wcieleniowy, który – jak sama nazwa wskazuje – polega na wcieleniu się w kogoś, kim na co dzień się nie jest.

Debata o tym, czy było warto się „wcielać”, jest tak stara jak sama metoda. Wątpliwości budziły akcje Jacka Hugo-Badera, który w latach 90. przebierał się za bezdomnego, a rok temu pomalował sobie twarz na czarno, żeby zobaczyć, jak będą na niego reagować uczestnicy Marszu Niepodległości. Bardziej ryzykowne akcje podejmował hiszpański dziennikarz Antonio Salas, autor takich książek jak „Handlowałem kobietami” czy „Ja, terrorysta”. Oba tytuły zdają się mówić bardzo wiele, a praca Salasa budzi wiele kontrowersji. Na antenie Polskiego Radia krytykował ją reporter Wojciech Jagielski, podkreślając, że zawsze pracował jako dziennikarz i nigdy nie rezygnował ze swojej zawodowej tożsamości. Ale z drugiej strony książki Salasa doprowadziły do kilku ważnych procesów.

Infiltracja zawsze ma w sobie nutę sensacji, która pozwala przykuć uwagę czytelnika czy widza. W każdym takim przypadku należy się zastanowić, jaka była intencja. Gdyby – tak jak sugerują „Sieci” – najważniejszą intencją reporterów TVN było zaszkodzenie Polsce, znaleźliby lepszy temat niż kilku neonazistów jedzących tort w lesie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Bez sutanny jesteś nikim. Tak się żyje w seminarium duchownym

Rozmowa z Robertem Samborskim, autorem książki „Sakrament obłudy”, o życiu wewnętrznym seminariów duchownych.

Joanna Podgórska
19.09.2021
Reklama