Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 9,90 zł!

Subskrybuj
Społeczeństwo

Gwałt to nie seksafera. Sprawa Małkowskiego to polskie piekło kobiet w pigułce

Czesław Małkowski, były prezydent Olsztyna, wysłuchuje wyroku. Czesław Małkowski, były prezydent Olsztyna, wysłuchuje wyroku. Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Gazeta
Były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski został uniewinniony od dwóch zarzutów gwałtu. Olsztyński sąd rejonowy utajnił sprawę i uzasadnienie wyroku.

28 grudnia 2018 r. zapadł, po blisko 10 latach, wyrok w sprawie Czesława Małkowskiego, byłego prezydenta Olsztyna, oskarżonego przez podwładną z ratusza o molestowanie i gwałt na niej, kiedy była w ósmym miesiącu ciąży. To już kolejny wyrok w tej sprawie. W 2015 r. Małkowskiego skazano na pięć lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Małkowski odwołał się i sąd odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia, które zakończyło się tym razem uniewinnieniem. Proces został utajniony, podobnie jak przekazane ustnie uzasadnienie wyroku. Nie wiadomo, czy poszło o kwestie proceduralne, czy o bardziej zasadnicze problemy. Wyrok nie jest prawomocny, a prokuratura już zapowiedziała odwołanie.

Przez długie, trudne procesy ofiary zniechęcają się do zeznań

Skarżąca Małkowskiego pracownica ratusza, a także jej dziecko żyją w cieniu procesu już od ponad dekady. Bez względu na to, jak zakończy się zapowiedziana przez prokuraturę apelacja, kobiety w całej Polsce po raz kolejny dostały sygnał, że jeśli zdecydują się wejść na drogę sądową w przypadku ataku, ich życie przeobrazi się w wieloletni ciąg konfrontacji z przeżytą traumą. Nie wiadomo bowiem, dlaczego sąd pierwszej instancji ciągnął procedury przez siedem lat, powołując coraz to nowych biegłych, ponad 60 świadków i wyznaczając aż 54 terminy rozpraw, ani czemu sąd rejonowy w Elblągu, rozpatrując apelację, zarządził ponowny proces, odsyłając sprawę do sądu rejonowego w Olsztynie, skoro istniała możliwość ponownego zbadania już zgromadzonych dokumentów.

Jak podkreśla Katarzyna Kądziela, liderka Inicjatywy Feministycznej: „Znane są przypadki, kiedy ofiara, udręczona długim procesem i koniecznością składania wciąż na nowo zeznań, konfrontowana z zarzutami o konfabulację czy po prostu doznając typowych dla stresu posttraumatycznego problemów z pamięcią, po prostu odwoływała swoje oskarżenia. Być może taki właśnie jest cel przeciągania spraw...”. W Olsztynie proces i uzasadnienie wyroku zostały utajnione – nie wiadomo więc, czy nie miało miejsca coś podobnego.

Tak czy owak decyzja olsztyńskiego sądu z pewnością będzie mieć efekt mrożący dla tysięcy ofiar, którym rodzina czy adwokaci wybiją z głowy zawiadamianie o gwałcie czy molestowaniu – dla ich własnego dobra. Jak z tego punktu widzenia uznać zarówno siedmioletni proces wyjściowy, jak i decyzję sądu apelacyjnego za realizację konstytucyjnego prawa do równego traktowania przez władze publiczne, skoro połowa populacji jest w taki sposób odstraszana od poszukiwania sprawiedliwości na drodze sądowej i zgłaszania przestępstw? Trudno też oczekiwać, żeby adwokaci masowo zgłaszali się do prowadzenia pro bono procesów ciągnących się przez dekady.

Czytaj także: Molestowanie seksualne: dlaczego kobiety milczą przez lata?

To nie skandal obyczajowy, ale ciężkie przestępstwo

Warto zauważyć, że problemem jest nie tylko komunikat płynący ze strony sądu, ale i traktowanie medialne tej sprawy. Kiedy w 2008 r. prokuratura, równolegle z pracownicą olsztyńskiego ratusza, postawiła Czesławowi Małkowskiemu zarzuty gwałtu i molestowania, media natychmiast skojarzyły tę sprawę z niewiele wcześniejszym procesem posła Łyżwińskiego i reportażem „Praca za seks w Samoobronie” Marcina Kąckiego. Podobnie jak wcześniej sprawa Stanisława Łyżwińskiego casus Małkowskiego ochrzczony został mianem „seksafery w olsztyńskim ratuszu”. Tak jakby chodziło o obyczajową transgresję, a nie o ciężkie przestępstwo pozostawiające ślady na całe życie.

W kontekście kuriozalnej linii obrony Małkowskiego, że „nigdy nie zdradził swojej żony” (później były prezydent miasta przyznał się do odbywania stosunków z podwładną, choć twierdził, że były konsensualne), a także bronienia „skruszonego męża” przez Kościół, cała sprawa zaczęła być przedstawiana raczej jako przaśna polska wersja Kamasutry i brakujący rozdział wyznań Anastazji P. niż gehenna dominacji i podporządkowania, o której zgodnie opowiadały kobiety w olsztyńskim urzędzie.

Wciąż wysoka tolerancja wobec nadużyć seksualnych

Właśnie jako „bohater seksafery”, a nie jako osoba z toczącym się procesem o gwałt i molestowanie, Czesław Małkowski mógł trzy razy z rzędu startować w wyborach na prezydenta Olsztyna i dostawać się do drugiej tury. W wyborach w 2018 r. dostał ponad 22 tysiące, czyli ponad 30 proc. głosów. W drugiej turze oddało na niego głos aż 45 proc. z nieco mniej niż połowy uprawnionych do głosowania. Mimo wciąż wysokiej tolerancji wobec przestępstw i nadużyć seksualnych trudno sobie wyobrazić, by podobne wyniki otrzymał ktoś od początku przedstawiany jako domniemany gwałciciel, a nie jako niewierny mąż...

Czytaj także: Ile przemocy musi być w gwałcie, żeby sprawcę skazano?

Reklama

Czytaj także

Rynek

Tadeusz Gołębiewski i hotelowa gigantomania

Właściciel największej polskiej sieci hoteli Tadeusz Gołębiewski do tej pory był witany przez władze lokalne z entuzjazmem i nadzieją. Teraz ściąga też kłopoty i podejrzenia. Jego gigantomania ma powody, ale i cenę.

Joanna Solska
23.07.2019
Reklama