Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Społeczeństwo

Gwałt to nie seksafera. Sprawa Małkowskiego to polskie piekło kobiet w pigułce

Czesław Małkowski, były prezydent Olsztyna, wysłuchuje wyroku. Czesław Małkowski, były prezydent Olsztyna, wysłuchuje wyroku. Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Gazeta
Były prezydent Olsztyna Czesław Małkowski został uniewinniony od dwóch zarzutów gwałtu. Olsztyński sąd rejonowy utajnił sprawę i uzasadnienie wyroku.

28 grudnia 2018 r. zapadł, po blisko 10 latach, wyrok w sprawie Czesława Małkowskiego, byłego prezydenta Olsztyna, oskarżonego przez podwładną z ratusza o molestowanie i gwałt na niej, kiedy była w ósmym miesiącu ciąży. To już kolejny wyrok w tej sprawie. W 2015 r. Małkowskiego skazano na pięć lat bezwzględnego pozbawienia wolności. Małkowski odwołał się i sąd odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia, które zakończyło się tym razem uniewinnieniem. Proces został utajniony, podobnie jak przekazane ustnie uzasadnienie wyroku. Nie wiadomo, czy poszło o kwestie proceduralne, czy o bardziej zasadnicze problemy. Wyrok nie jest prawomocny, a prokuratura już zapowiedziała odwołanie.

Przez długie, trudne procesy ofiary zniechęcają się do zeznań

Skarżąca Małkowskiego pracownica ratusza, a także jej dziecko żyją w cieniu procesu już od ponad dekady. Bez względu na to, jak zakończy się zapowiedziana przez prokuraturę apelacja, kobiety w całej Polsce po raz kolejny dostały sygnał, że jeśli zdecydują się wejść na drogę sądową w przypadku ataku, ich życie przeobrazi się w wieloletni ciąg konfrontacji z przeżytą traumą. Nie wiadomo bowiem, dlaczego sąd pierwszej instancji ciągnął procedury przez siedem lat, powołując coraz to nowych biegłych, ponad 60 świadków i wyznaczając aż 54 terminy rozpraw, ani czemu sąd rejonowy w Elblągu, rozpatrując apelację, zarządził ponowny proces, odsyłając sprawę do sądu rejonowego w Olsztynie, skoro istniała możliwość ponownego zbadania już zgromadzonych dokumentów.

Jak podkreśla Katarzyna Kądziela, liderka Inicjatywy Feministycznej: „Znane są przypadki, kiedy ofiara, udręczona długim procesem i koniecznością składania wciąż na nowo zeznań, konfrontowana z zarzutami o konfabulację czy po prostu doznając typowych dla stresu posttraumatycznego problemów z pamięcią, po prostu odwoływała swoje oskarżenia. Być może taki właśnie jest cel przeciągania spraw...”. W Olsztynie proces i uzasadnienie wyroku zostały utajnione – nie wiadomo więc, czy nie miało miejsca coś podobnego.

Tak czy owak decyzja olsztyńskiego sądu z pewnością będzie mieć efekt mrożący dla tysięcy ofiar, którym rodzina czy adwokaci wybiją z głowy zawiadamianie o gwałcie czy molestowaniu – dla ich własnego dobra. Jak z tego punktu widzenia uznać zarówno siedmioletni proces wyjściowy, jak i decyzję sądu apelacyjnego za realizację konstytucyjnego prawa do równego traktowania przez władze publiczne, skoro połowa populacji jest w taki sposób odstraszana od poszukiwania sprawiedliwości na drodze sądowej i zgłaszania przestępstw? Trudno też oczekiwać, żeby adwokaci masowo zgłaszali się do prowadzenia pro bono procesów ciągnących się przez dekady.

Czytaj także: Molestowanie seksualne: dlaczego kobiety milczą przez lata?

To nie skandal obyczajowy, ale ciężkie przestępstwo

Warto zauważyć, że problemem jest nie tylko komunikat płynący ze strony sądu, ale i traktowanie medialne tej sprawy. Kiedy w 2008 r. prokuratura, równolegle z pracownicą olsztyńskiego ratusza, postawiła Czesławowi Małkowskiemu zarzuty gwałtu i molestowania, media natychmiast skojarzyły tę sprawę z niewiele wcześniejszym procesem posła Łyżwińskiego i reportażem „Praca za seks w Samoobronie” Marcina Kąckiego. Podobnie jak wcześniej sprawa Stanisława Łyżwińskiego casus Małkowskiego ochrzczony został mianem „seksafery w olsztyńskim ratuszu”. Tak jakby chodziło o obyczajową transgresję, a nie o ciężkie przestępstwo pozostawiające ślady na całe życie.

W kontekście kuriozalnej linii obrony Małkowskiego, że „nigdy nie zdradził swojej żony” (później były prezydent miasta przyznał się do odbywania stosunków z podwładną, choć twierdził, że były konsensualne), a także bronienia „skruszonego męża” przez Kościół, cała sprawa zaczęła być przedstawiana raczej jako przaśna polska wersja Kamasutry i brakujący rozdział wyznań Anastazji P. niż gehenna dominacji i podporządkowania, o której zgodnie opowiadały kobiety w olsztyńskim urzędzie.

Wciąż wysoka tolerancja wobec nadużyć seksualnych

Właśnie jako „bohater seksafery”, a nie jako osoba z toczącym się procesem o gwałt i molestowanie, Czesław Małkowski mógł trzy razy z rzędu startować w wyborach na prezydenta Olsztyna i dostawać się do drugiej tury. W wyborach w 2018 r. dostał ponad 22 tysiące, czyli ponad 30 proc. głosów. W drugiej turze oddało na niego głos aż 45 proc. z nieco mniej niż połowy uprawnionych do głosowania. Mimo wciąż wysokiej tolerancji wobec przestępstw i nadużyć seksualnych trudno sobie wyobrazić, by podobne wyniki otrzymał ktoś od początku przedstawiany jako domniemany gwałciciel, a nie jako niewierny mąż...

Czytaj także: Ile przemocy musi być w gwałcie, żeby sprawcę skazano?

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Ziobrowie na wygnaniu. Jak sobie poradzą? „Trafiło ich. Ale mają plan B, już trwają zabiegi”

Zbigniew Ziobro wciąż nie wraca do Polski. Jaka przyszłość czeka byłego ministra sprawiedliwości i jego żonę Patrycję – do niedawna najbardziej wpływową parę polskiej polityki?

Anna Dąbrowska
25.11.2025
Reklama