Społeczeństwo

Katarzyna Nosowska dla „Polityki”: Musiałam to wypłakać

Katarzyna Nosowska Katarzyna Nosowska Rafał Masłow / Arch. pryw.
Widzę coś na kształt dwóch ojczyzn, ale jestem przekonana, że jeśli będziemy pogłębiać ten rów, zobaczymy na ulicach jeszcze gorsze rzeczy – mówi Katarzyna Nosowska. Cały wywiad wieczorem na Polityka.pl i jutro w „Polityce” w kioskach.

MARTYNA BUNDA: Będzie na smutno, bo w pani właśnie wydanej książce „Powrót z Bambuko”, zapowiedzianej jako felietonowa, jest rozdział, który sprawia, że człowiek musi przerwać lekturę, bo gardło mu się zaciska. Ośmioletnia dziewczynka z tak zwanej dobrej rodziny zimą przeczekuje przy kaloryferach w piwnicy, a latem snuje się po ulicach, bo udaje, że chodzi na religię.
KATARZYNA NOSOWSKA: I gra w tę grę przez rok, aż do dnia komunii. Liczy, że wmiesza się w tłum innych dzieci i nikt nie zauważy, ale zostaje odprawiona do domu. Dorośli mówią jej, że normalne dziecko nie wymyśliłoby takich kłamstw, że to, co zrobiła, to objaw jej zepsutej natury. A ona kłamała, bo z różnych powodów nie widziała innego wyjścia. Katechetka nie chciała zapisać bez wizyty dorosłych, ci nie chcieli przyjść. Katechetka swoje, rodzina swoje.

A potem umierała ze strachu, bo rodzina z daleka zaproszona, świniak ubity. Ośmioletnia Kasia Nosowska do końca liczyła, że się jakoś wmiesza w tłum dzieci. To historia z pani życia, ale też historia całego pokolenia niewidzialnych dzieci.
Zdecydowanie. I nie wydaje mi się, żeby to, co jest sednem tej historii, szczególnie się zdezaktualizowało. Piszę o ślepocie, która często prowadzi do przemocy, okrucieństwa – a sztafeta powielania tych schematów trwa od wieków. Kluczem do tego, by ich nie powielać, jest świadomość. Rozumienie, jak to działa. I decyzja, że w to nie wchodzimy.

Między innymi po to napisałam tę książkę, żeby pokazać mechanizmy, które dziś sama lepiej rozumiem. Nawet jeśli dwie, trzy albo pięć osób dostrzeże przemoc tam, gdzie jej wcześniej nie widziało – to już będzie mój sukces. Warto było pisać.

Ale jeszcze bardziej warto było pisać, jeśli te dwie, trzy, pięć osób odważy się zajrzeć do swoich bolesnych historii i dopuścić do głosu tamte uczucia. Bo jeśli chodzi o mój przypadek, wątek komunii jest symboliczny dla całej tej dziecięcej głębokiej samotności i beznadziei. Opowiadałam ten epizod już wcześniej, fani Heya go znają. Zawsze jednak opowiadałam to na wesoło, jak anegdotę do zrywania boków, zaśmiewając to, co mnie ciągle bolało. Dopiero przy tej książce zebrałam się na odwagę, by uczciwie otworzyć się na to wspomnienie i na tamte powracające uczucia. Pisałam na raty, bo musiałam to wypłakać, a płakałam strasznie. I te łzy były bardzo stare. Wiem, że wielu z nas ma na plecach takie same bagaże. Ludzie różnie próbują sobie z tym radzić, ale zwykle cała ta akcja ratunkowa prowadzona jest tak, by nie zaglądać do tego, co boli. Może stąd wśród nas tyle osób, które nie mogą sobie ze sobą poradzić? Tyle rozwodów, tak wielki odsetek uzależnionych?

Ale jest też pokrzepiająca konstatacja: akurat jeśli chodzi o niewidzialne dzieci, jest ich dziś znacznie mniej niż pokolenie temu.
Gdy rozmawiam z moją mamą, ona mówi mi, że za jej czasów świadomość była bez porównania mniejsza. Nie można było usłyszeć komentarza psychologa, znaleźć w mediach jakichś sensownych wskazówek. Więcej – wówczas mainstream uczył krzywdzić dzieci.

Cała rozmowa Martyny Bundy z Katarzyną Nosowską już dziś wieczorem na Polityka.pl i od jutra w tygodniku „Polityka” w kioskach.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Klasyki Polityki

Jak dzieci odczuwają i rozumieją ból?

Jeszcze na początku lat 80. uważano, że noworodki w ogóle nie odczuwają bólu! A ponieważ nie potrafią werbalnie wyrazić tego, co czują, nie dbano o ich komfort w szpitalach.

Paweł Walewski
08.08.1998
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną